Reklama

"Sanatorium miłości": Wojciech Stankiewicz o życiu po programie

Władysław "Wojtek" Stankiewicz, uczestnik drugiej edycji "Sanatorium miłości" opowiedział o tym, jak zmieniło się jego życie po programie. Mimo 74 lat w metryce, wciąż bierze z życia garściami, poszukuje nowych pasji i nieustająco wierzy w miłość. Odcinek specjalny "Sanatorium miłości" widzowie TVP obejrzą 3 sierpnia.

Wojciech Stankiewicz nie żałuje, że wziął udział w "Sanatorium miłości"

Jak życie po sanatorium? Popularność, miłość i inne sprawy?

Reklama

- Myślałem, że dostanę inne pytanie na początek, a tu niespodzianka. Przyznam, że nudziły mnie pytania: "Po co poszedłeś do sanatorium?', "Co chciałeś osiągnąć?". Patrząc na program z perspektywy czasu, widzę jak wielu ludziom, ja i inni uczestnicy, zrobiliśmy przyjemność. Większość roku spędzam na mojej podwarszawskiej działce i gdzie się nie ruszę rowerem po okolicznych wioskach czy do sklepiku lokalnego, ludzie się serdecznie uśmiechają i pytają: "Skąd ja pana znam?". Niektórzy mnie poznają, inni nie, a jeszcze inni biorą mnie za Gerarda. Ja nie przeczę temu (uśmiech - przyp. red.). To miłe spotkania, także z młodymi ludźmi, nie tylko z seniorami.

Jakieś szczególnie zapadło panu w pamięci?

- Tak. Jechałem metrem, czytałem książkę i zauważyłem, że ktoś mnie obserwuje. To była dwudziestokilkuletnia dziewczyna. To i ja zacząłem na nią patrzeć. Wyjęła z torebki aparat ortodontyczny, założyła i cały czas się uśmiechała. To i ja się uśmiechnąłem. Po chwili go zdjęła i schowała do etui. Przysiadła się do mnie i powiedziała: "Poznałam pana od samego początku". "Ale skąd?" - zapytałem. Odpowiedziała, że oglądała program razem z mężem, bo widzieli tam siebie za kilkadziesiąt lat. Zobaczyli, jak można to życie na emeryturze fajnie spędzać. A aparat chowała, bo nie mogła się w nim śmiać. Tak dojechaliśmy do stacji Politechnika. To są fajne, życiowe okazje spotkań z ludźmi.

Zdarzają się prośby o zdjęcie, autograf?

- Owszem, ale od razu mówię każdemu, że nie jestem żadnym celebrytą. Natomiast cieszy mnie ten pozytywny odbiór mojej osoby i rozmowy z ludźmi. Tych niepochlebnych komentarzy było naprawdę kilka. Może dlatego, że w programie byłem tym samym Wojtkiem, jakim jestem na co dzień. Nikogo nie udawałem. Takiego Wojtka znają moi znajomi i wiem, że się za mnie nie wstydzili, że się wygłupiam czy odgrywam kogoś innego.

Z kim utrzymuje pan kontakt po programie?

- Dużo fajnych relacji wyniosłem z programu. Mogę powiedzieć, że przez kilka miesięcy byłem taką "stacją odbiorczą". Dużo osób dzwoniło, pisało na Facebooku. Rozmawiałem z każdym. Rzadziej ja do kogoś dzwoniłem. Wiesia była dla mnie źródłem informacji, co się u kogo wydarzyło po programie. Waldek dzwonił i czytał swoje wiersze. Z Iwonką i Gerardem rozmawiamy niemal bez przerwy. Spotkaliśmy się kilka razy w Warszawie.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje