Reklama

Reklama

Renata Pałys: Jestem szczęśliwa

Aktorka komediowa. Świetna w roli Heleny Paździoch – zołzy z prawdziwego zdarzenia, której nie da się nie lubić. Renata Pałys opowiada m.in. o przyjaźni z Ryszardem Kotysem i o tym, jak spędziła pierwsze miesiące pandemii.

Renata Pałys na wiosennej ramówce Polsatu (2017)

Pojawiły się pogłoski, że "Świat według Kiepskich" znika z anteny i nie zobaczymy więcej ani Ferdka (Andrzej Grabowski), ani jego żony Halinki (Marzena Kipiel-Sztuka). Kto jak kto, ale Paździochowa musi być w tej materii najlepiej zorientowana.

Renata Pałys: - Owszem, jestem - i pragnę Państwa zapewnić, że to nieprawda. Zresztą Polsat już zdementował te plotki. Jedną serię mamy w zapasie. Zatem spokojnie, "Kiepscy" wrócą na antenę po wakacjach. A my w styczniu znowu spotkamy się na planie.

Będzie kręcenie wałków na głowie Paździochowej!

Reklama

- Tak! Każdy dzień zdjęciowy od tego się zaczyna. (śmiech) Poza tym są nieodłącznie związane z moją postacią. Mają tę zaletę, że dzięki nim zawsze schodzę z planu z porządną fryzurą, co na co dzień nie jest moją mocną stroną. Zazwyczaj jestem rozczochrana, nazywam to nieładem artystycznym. Kiedyś byłam u przyjaciółki w Warszawie i nie mogłam znaleźć grzebienia. A ona się zdziwiła, że ja w ogóle mam grzebień.

Dobry humor zawsze w cenie. Jest on atrybutem "Świata według Kiepskich", choć są tacy, którzy twierdzą, że poziom serialowego żartu bywa... cóż, nieco żołnierski.

- Mamy tu dwie warstwy komediowej narracji. Pierwsza rzeczywiście jest dosadna, czasem niewybredna. Za to druga, niejako w tle, nosi w sobie spory ładunek intelektualnej aluzji. Są w niej odwołania do literatury i filmu, co nie każdy potrafi odczytać. Na tym też polega wyjątkowość naszego serialu i jego pozytywny odbiór przez różne grupy społeczne. Poza tym u nas wciąż coś ciekawego się dzieje, pojawiają się nowe postaci. Ostatnio do obsady dołączyła Hanna Śleszyńska jako matka nowego narzeczonego Mariolki (Barbara Mularczyk), Oskara. Wciela się w niego przezabawny Sebastian Stankiewicz. Równie dobrze odnajduje się w tym klimacie Sławomir Szczęśniak jako Janusz, nieślubny syn mojego serialowego męża Paździocha (Ryszard Kotys).

Tworzycie państwo od 21 lat na ekranie małżeństwo, co to wiecznie "koty ze sobą drze". A jak to wygląda prywatnie?

- Bardzo się lubimy, jesteśmy nierozłączni nie tylko przed kamerą, ale i w garderobie. Mam dla Ryśka ogromny szacunek. Wiele mu zawdzięczam jako aktorka i człowiek. Chętnie korzystam z jego cennych rad. Odwdzięczam mu się, jak umiem, troską i opieką na planie. Zresztą dbamy o siebie nawzajem - jak na stare, dobre małżeństwo przystało. Co zabawne, niektórzy ludzie myślą, że naprawdę jestem żoną Rysia Kotysa. Inni są zdezorientowani. Kiedyś załatwiałam sprawę w banku. Obsługiwał mnie sam dyrektor, który orzekł, że muszę przyjść z mężem. - Tylko z tym prawdziwym - dodał niepewnie.

Co na to pani ślubny mąż?

- Krzysztof jest aktorem i dobrze wie, z czym się wiąże ta praca. Jesteśmy małżeństwem z 38-letnim stażem, mamy do siebie dużo zaufania. Odkąd ogląda mnie w "Kiepskich", powtarza złośliwie: "Scenarzyści dobrze cię znają!".

Mają państwo dorosłego syna, również Krzysztofa. Został aktorem?

- Na szczęście nie. Kiedy jeszcze był mały, koleżanki z wrocławskiej Wytwórni Filmów Fabularnych proponowały mi, żebym podesłała go do jakiejś produkcji, a ja unikałam tego jak ognia! Wybrał ASP, ukończył architekturę wnętrz. Talent ma po moim tacie, który był plastykiem.

Pani z kolei jest absolwentką Wydziału Lalkarskiego PWST we Wrocławiu...

- Wtedy to był jedyny kierunek. Wydział Aktorski na tej uczelni powstał dopiero, gdy byłam na IV roku. A rodzice nie zgodzili się, żebym studiowała w innym mieście. Ale nigdy nie pracowałam z lalkami. Po studiach dostałam angaż w Teatrze im. Cypriana Kamila Norwida w Jeleniej Górze. To było 40 lat temu. Mam więc okrągły jubileusz.

Realizowała się pani w tym czasie poza zawodem?

- Aktor to człowiek do wynajęcia. Jak jest praca, to gra. Jak nie ma, musi się sam "zagospodarować". Mnie się szczęśliwie udało sporo występować w teatrach. Uczyłam młodzież w studium aktorskim, ale byłam też menedżerką zespołu rockowego i współpracowniczką działu kulturalnego w gazecie. Ostatnio zajęłam się reżyserowaniem spektakli muzycznych dla dzieci i młodzieży, wystawianych w Teatrze Bemowo w Warszawie. Szło to całkiem sprawnie do chwili ogłoszenia pandemii.

Jak pani wspomina ten moment, kiedy nagle "zatrzymał się świat"?

- Jestem jedną z niewielu osób, które nie narzekają. Siedzę karnie w domu i czuję się szczęśliwa. Wcześniej żyłam w biegu. Gdy się budziłam rano, to nie wiedziałam, czy jestem w Warszawie, czy we Wrocławiu. Aż tu nagle okazało się, że mam czas na zaległe lektury, filmy i gruntowne porządki. Znalazłam w domu rzeczy, których od lat szukałam. Odkryłam takie, o których istnieniu nie miałam pojęcia. Wróciłam do robienia na drutach i szycia na maszynie - impulsem była potrzeba wytwarzania maseczek.

Sytuacja się uspokaja. Wróci pani do dalekich podróży?

- Zaczęliśmy od bliskich. Znowu penetrujemy z mężem Dolny Śląsk i Kotlinę Kłodzką, do której mamy wielką słabość. Wyjeżdżamy w powszednie dni, żeby nie było tłoku. Zabieramy rowery, spacerujemy, zwiedzamy. Tu jest przecudownie! Ale nie ukrywam, że lubię egzotykę, której posmakowałam parę lat temu. Mój przyjaciel Tomek Bonek namówił mnie na wyprawę do Azji. Od tego czasu zdążyłam odwiedzić Kambodżę, Laos, byłam na Borneo, Komodo, Bali i w wielu innych zakątkach Dalekiego Wschodu. W zeszłym roku zmieniliśmy kierunek i polecieliśmy do Brazylii i Chile, miedzy innymi na Wyspę Wielkanocną. W Rio noclegi na samej Copacabanie, w Chile niezapomniane widoki. Zaraz po powrocie obiecaliśmy sobie, że za rok musimy wrócić na Wyspę Wielkanocną. Czyli już niebawem, późną jesienią. Może się uda.

Rozmawiała Jolanta Majewska-Machaj

Renata Pałys urodziła się 12 października 1956 roku we Wrocławiu. Jej ojciec Henryk Wilkowski był plastykiem. W 1980 roku ukończyła Wydział Lalkarski PWST w Krakowie, Filia we Wrocławiu (1980). Od 1999 roku wciela się w postać Heleny Paździochowej w serialu "Świat według Kiepskich". Jest też autorką scenariusza 561. odcinka. W 2015 r. założyła Fundację "Wreszcie", która m.in. pomaga emerytowanym artystom. Uwielbia dalekie podróże i egzotyczne smaki. Świetnie gotuje, chętnie szyje. Swojego męża Krzysztofa Pałysa poznała we wrocławskim Teatrze Pantomimy. Mają syna, również Krzysztofa.

Tele Tydzień
Dowiedz się więcej na temat: Renata Pałys

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje