Reklama

Rafał Mroczek: Ojcostwo to wspaniała przygoda

Jego bohater, Paweł z "M jak miłość", przeżywa teraz bardzo trudne chwile i powoli stacza się na samo dno. Na szczęście prywatnie Rafał Mroczek jest szczęśliwym człowiekiem i częściej sam pomaga, niż wymaga wsparcia innych

Jego bohater, Paweł z "M jak miłość", przeżywa teraz bardzo trudne chwile i powoli stacza się na samo dno. Na szczęście prywatnie Rafał Mroczek jest szczęśliwym człowiekiem i częściej sam pomaga, niż wymaga wsparcia innych
Stawiam na sport - to mnie nakręca - przekonuje Rafał Mroczek /AKPA

Czy Paweł przeżywa obecnie największy kryzys w życiu?

Rafał Mroczek: - Myślę, że tak, chociaż i wcześniej wiele razy mierzył się z problemami. To już drugi rozwód w jego życiu, a jest przecież młodym człowiekiem. Nie ma szczęścia do stałych związków. Rozstanie z Alą (Olga Frycz - przyp. red.) odcisnęło piętno na jego psychice, szczególne że w grę wchodzi jeszcze dziecko. Mimo że Basia nie jest biologiczną córką Pawła, łączy go z nią silna więź, można powiedzieć: przyjacielska. To młoda dziewczynka, ale rozumie, że błąd popełniła jej mama i stoi po stronie mojego bohatera.

Reklama

Ciągi alkoholowe, agresja, piętrzące się problemy. Przykro patrzeć na Pawła w takiej marnej kondycji...

- Przeżył załamanie i musiał odreagować. Niestety, zaczął sięgać po alkohol. Jedni uciekają w tę stronę, inni szukają pomocy u bliskich, poszukują celu w życiu. Paweł nie udźwignął rozstania z Alą. Na razie jego jedynym celem jest odizolowanie się od świata i pielęgnowanie żalu. To nie jest dobra droga, ale taką wybrał.

Na szczęście może liczyć na wsparcie brata, bratowej i Julki, która jest jego aniołem stróżem, z całych sił stara się mu pomóc.

- Chyba tylko widzowie mają wrażenie, że Julka (Joanna Kuberska - przyp. red.) jest aniołem stróżem Pawła (śmiech). On postrzega ją inaczej, jej działania są mu nie na rękę. Będzie chciał się jej pozbyć. Mówię o tym, co jest teraz. Zobaczymy, co przyniesie przyszłość.

Paweł i Julka zostaną parą?

- Często sami scenarzyści nie wiedzą z dużym wyprzedzeniem, co wydarzy się w przyszłości. Obserwują, co dzieje się w serialu, jak w poszczególnych wątkach odnajdują się aktorzy i szukają najlepszych rozwiązań, które przykują uwagę widzów. Tak się składa, że mój bohater nie może zaznać spokoju i szczęścia w dłuższej perspektywie. Dzięki temu jest dużo ciekawszy. Cieszy mnie, jeśli w scenach jest dużo emocji i coś do przekazania. To lepsze, niż grać zwykłe międzyludzkie sytuacje, które spotykają codziennie każdego z nas.

W końcu w życiu Pawła musi wyjść słońce.

- Nie wyobrażam sobie, by było inaczej. Przez 17 lat w życiu każdego człowieka wiele się zmienia. Paweł nie jest wyjątkiem. Dzisiaj jest w dołku, przyszedł dla niego trudny czas, ale gdy spojrzy przed siebie, zobaczy górę, na którą będzie musiał się wdrapać. Mam nadzieję, że wyjdzie obronną ręką z tego, co się teraz dzieje.

Ponad rok temu po raz pierwszy zostałeś tatą. Czy to doświadczenie wzbogaciło cię jako aktora?

- Odkąd zostałem tatą, kiedy oglądam filmy i seriale, widzę, którzy aktorzy są rodzicami. Od razu dostrzegam, kto ma, a kto nigdy nie miał kontaktu z dziećmi. Nie wiem, czy widać moją przemianę w scenach, które gram z serialową Basią w "M jak miłość", ale wewnętrznie czuję, że ojcostwo bardzo mnie wzbogaciło.

Pożegnaliśmy niedawno 2017 rok. Jak go wspominasz?

- Nie analizuję szczegółowo kolejnych lat, które upływają. 2017 był rokiem jak wiele innych z jedną różnicą. Spędziłem go z moją dorastającą córcią. Móc ją obserwować to przyjemność i wspaniała przygoda.

A co czeka cię w tym roku? Masz jakieś plany?

- Lata temu przestałem o północy w sylwestra rozpisywać założenia na następne dwanaście miesięcy. Nie potrzebuję tego. Teraz czeka mnie śnieg i narty, a później zobaczymy. Wychodzę z założenia, że życie można zmienić każdego dnia. Codziennie możemy stawiać przed sobą nowe cele, nie potrzebujemy do tego nocy sylwestrowej. Będę pielęgnował moje hobby sportowe. Nie odpuszczę, bo to mnie nakręca. Nadal będę też uczestniczyć w akcjach charytatywnych i wspierać inicjatywy społeczne.

To się chwali, że wykorzystujesz popularność do pomagania potrzebującym.

- Wielu ludzi uważa, że popularność do czegoś zobowiązuje. Tak, jesteśmy na pierwszych stronach, co daje nam narzędzia do propagowania akcji charytatywnych, ale to nie wszystko. Wielu moich równolatków robi wspaniałe kariery, są inżynierami, lekarzami, bankierami, przedsiębiorcami... Od nich też można wymagać. Albo się coś czuje i robi, albo nie - zawód nie ma znaczenia. Mówię o tym nie bez kozery, bo 80 procent wiadomości, które otrzymuję przez media społecznościowe czy pocztą, to prośby o pomoc i wsparcie. Często nasza siła jest przeceniana, nie mamy takiej mocy, by pomóc wszystkim. Potrzebna jest rozwaga i równowaga.

Rozmawiał Kuba Zajkowski

Kurier TV
Dowiedz się więcej na temat: Rafał Mroczek
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy