Reklama

"Nie wolno się przyzwyczajać"

Na ekranach naszych kin debiutuje "Operacja Dunaj", kolejny film, w którym gra jeden z najlepszych współczesnych aktorów polskich, Zbigniew Zamachowski. W Nowej Rudzie (dolnośląskie) z okazji uroczystej przedpremiery tej koprodukcji zrealizowanej wspólnie z Czechami, o skłonnościach do narodowej martyrologii, filmowym obracaniu w żart dramatycznych wydarzeń i polskim kinie niezależnym Zbigniew Zamachowski rozmawiał z Krystianem Zającem.

Krystian Zając: W tle akcji filmu obserwujemy inwazję wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację. Miał pan wówczas 7 lat. Pamięta pan coś z tamtych wydarzeń?

Reklama

Zbigniew Zamachowski: Byłem wtedy dosyć mały, ale rzeczywiście pamiętam z tamtego okresu zmierzające na południe czołgi i samoloty, przejeżdżające także przez małą miejscowość, z której się wywodzę. Teraz mam okazję niejako uczestniczyć w tym po raz kolejny.

Jak wyglądała praca na planie "Operacji Dunaj"? Czy różniła się czymś od polskich produkcji, w których zazwyczaj pan występuje?

Zbigniew Zamachowski: Z Jackiem Głombem, reżyserem tego filmu, znaleźliśmy szybko wspólny język. W związku z tym, później zostało nam już tylko poszukać rozwiązań na planie poszczególnych scen. A cieszyłem się niezmiernie, że biorę w tym udział, bo to jest film w charakterze bardziej czeski niż polski. Podobnie jak takie obrazy jak "C.K. Dezerterzy" czy "Jak rozpętałem drugą wojnę światową", które potrafią być komedią, mówiąc jednak o czasach - co tu dużo mówić - niewesołych. jako naród mamy jednak skłonność bardziej do martyrologii, niż do uśmiechania się czy do odczarowywania rzeczywistości. A to jest taki film, który tę rzeczywistość, w końcu niewesołą i dla nas, ale przede wszystkim dla naszych przyjaciół Czechów no myślę, że odczaruje.

Zobacz wywiad ze Zbigniewem Zamachowskim:

Wspomina pan "C.K. Dezerterów", a mnie przychodzi do głowy "Pułkownik Kwiatkowski". Tam też mówiono o trudnych sprawach w sposób zabawny.

Zbigniew Zamachowski: Wspominając o tego rodzaju filmach rzeczywiście zapomniałem o obrazie, w którym sam miałem przyjemność zagrać. To prawda film Kazimierza Kutza absolutnie wpisuje się w ten charakter dzieł, które mówią o czasach poważnych w sposób nieco lżejszy. Oba te filmy są absolutnie do porównania, są niezwykle podobne w charakterze, z tym, że obraz Jacka Głomba, przez udział takich, a nie innych aktorów, ma trochę więcej czeskiego humoru.

Może odejdźmy na moment od "Operacji Dunaj". Ostatnio widziałem pana w interesującym filmie "Luksus". To jest polskie kino niezależne. Czy uważa pan, że jest szansa dla tego kina, aby przebić się do głównego nurtu? Tak, aby większa ilość widzów mogła oglądać te filmy?

Zbigniew Zamachowski: Trudno mi to ocenić, bo nie znam zasad emitowania i dystrybuowania filmów w telewizji. Mogę tylko powiedzieć, że żałuję że takiego obrazu jak "Luksus", który jest naprawdę świetnym filmem, nie można zobaczyć (był co prawda emitowany, bo wiem że TVP Kultura, to kiedyś puszczała, ale o takiej porze dosyć późnej). On jest bardziej znany w środowisku, ponieważ na kilku festiwalach polskich i nie tylko, był pokazywany, zdobywał nagrody. Filmowcy o nim wiedzą. Zresztą sam parę telefonów odebrałem z ciepłymi słowami na temat i mojej roli, i tego filmu.

Właśnie, tamta rola to całkiem inny Zbigniew Zamachowski. Nie do takich ról przyzwyczaił pan swoich widzów. Gra pan tam bezwzględnego dla dzieci zboczeńca i pedofila. ..

Zbigniew Zamachowski: Zawsze kierowałem się zasadą, że nie wolno siebie ani widza przyzwyczaić do jednego typu ról. Ani ja nie chcę się do tego przyzwyczaić, ani nie chciałbym żeby widzowie się przyzwyczaili, że właściwie z każdym kolejnym filmem, można oglądać tylko kolejny wariant, że tak powiem, Zbigniewa Zamachowskiego. W związku z tym, kiedy Jarek Sztandera - reżyser "Luksusa" - zaproponował mi tę rolę, przyjąłem ją bez wahania. Mimo że moja postać rzeczywiście nie jest z tych, które mogą widzowi się spodobać, w tym sensie, że można się do nich uśmiechnąć i mile je wspominać. Ale to był właśnie powód, dla którego wziąłem tę rolę i wziąłem udział w tym filmie. Poza tym jest to bardzo ważny problem, o którym nikt nigdy nie powiedział, ciągle jest to temat właściwie tabu i chwała Bogu, że Jarek odważył się go poruszyć. Natomiast można tylko wyrazić żal, że o tym filmie mało kto wie i nie można go zobaczyć w kinach czy w telewizji. No może przyjdzie taki czas, że kiedyś ktoś się tym zainteresuje...

Na koniec zapytam jeszcze o plany na przyszłość. Ma pan jakieś nowe propozycje?

Zbigniew Zamachowski: Już we wrześniu zacznę niemiecko-polski film w reżyserii młodego polskiego reżysera, ale mieszkającego na stałe w Niemczech, Radka Węgrzyna. Rzecz na razie ma roboczy tytuł "Święta krowa" i jest taką przedziwną, też komedią, ale z pewną dozą, właściwą mam nadzieję, refleksji. Opowiada o parze muzyków. Żona umiera, bohater grany przeze mnie, po latach właściwie wycofuje się z życia i ... zdarza mu się przedziwna rzecz, mianowicie jakaś zaczarowana krowa, rzeczona, święta krowa. Więcej szczegółów nie chcę zdradzać, bo rzeczywiście opowieść jest bardzo zakręcona i mam nadzieję, że ten charakter, taki zakręcony, a jednocześnie magiczny, uda nam się sfilmować.

Dziękuję bardzo za rozmowę.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Operacja Dunaj | Zamachowski Zbigniew

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje