Reklama

Mikołaj Roznerski: Żyć po swojemu

Praca na planie, treningi sportowe i zabawa z synem - tak wygląda zwykły dzień Mikołaja Roznerskiego. Aktor znany z "M jak miłość" opowiada nam, co mu odbiera, a co daje sława i dlaczego od czasu do czasu ma ochotę uderzyć pięścią w stół.

Ostatnio wziąłem na siebie za dużo - twierdzi Mikołaj Roznerski

Jak to jest być na szczycie?

Reklama

Mikołaj Roznerski: - Nie zachłystuję się popularnością, nie uważam się za nie wiadomo kogo. Żyję normalnie, jak każdy inny człowiek, choć media plotkarskie dopisują swoje historie. Niestety, niektórzy ludzie oceniają mnie na podstawie informacji wyssanych z palca. Czasami mam ochotę uderzyć pięścią w stół, powiedzieć "dość", ale wiem, że to nic nie da. To zła strona popularności, z którą muszę sobie radzić.

Sława ma też dobre strony. Zostałeś nominowany w plebiscycie "Tele Tygodnia".

- Jest to dla mnie ogromne zaskoczenie. Dotychczas dostałem jedną nagrodę teatralną imienia Andrzeja Nardellego za najlepszy w sezonie debiut na scenach dramatycznych w Polsce. To było 8 lat temu! Teraz zostałem dostrzeżony przez organizatorów plebiscytu Telekamery. Wszystko się może zdarzyć, może w lutym odbiorę statuetkę, może nie, ale to dla mnie miły akcent w życiu zawodowym. Jestem wdzięczny producentom "M jak miłość", którzy dali mi szansę. I widzom, oglądającym mnie w serialu.

Jakie masz plany zawodowe na najbliższy czas?

- W ciągu ostatnich dwóch miesięcy zagrałem siedemdziesiąt pięć spektakli w całym kraju, pracowałem na planie dwóch seriali i kończyłem zdjęcia do filmu "Narzeczony na niby". W marcu czeka mnie premiera - do kin trafi komedia romantyczna "Kobieta sukcesu", w której gram ciekawą rolę. Obecnie przygotowuję się do pracy na planie filmu akcji o zawodnikach MMA. 23 grudnia byłem na gali KSW w Katowicach, gdzie walczył i wygrał mój serdeczny kolega Tomek Oświeciński. Pierwszy raz widziałem walki na żywo i mam jeszcze większą ochotę wziąć udział w tym filmie. Od kilku miesięcy ciężko pracuję, by sprostać temu wyzwaniu. Rozciągam się, mam sparingi, biegam z odważnikami, skaczę na skakance.

Nie jesteś zmęczony?

- Cieszę się, że mam pracę, lubię grać. Ale, fakt, ostatnio wziąłem na siebie za dużo. Na szczęście zrozumiałem, że przesadziłem i zacząłem zajmować się tym, co najważniejsze. Wiele osób czegoś ode mnie oczekuje, dostaję mnóstwo ofert, ale muszę uważać, żeby się w tym nie zatracić. Chcę jak najwięcej czasu poświęcać synkowi. Ma już 7 lat i jest niezłym ziółkiem. Chodzi do szkoły, odrabiamy razem lekcje, rysujemy szlaczki w zeszytach. Ostatnio bardzo mnie zaskakuje. Okazało się, że jest świetnym kompanem do chodzenia po górach. Co prawda na razie zapału starcza mu na przejście dwustu metrów, a potem muszę go nosić, ale to dobry początek (śmiech).

Co wydarzy się u twojego bohatera w "M jak miłość"?

- Niedługo dowie się, że ma dziecko z Izą (Adriana Kalska - przyp. red.), która prawdopodobnie jest kobietą jego życia. Ukochana będzie między młotem a kowadłem. Z jednej strony jest związana z Marcinem, z którym ma dziecko, z drugiej - spotyka się z Arturem (Tomasz Ciachorowski - przyp. red.). W tym wątku dużo się wydarzy. Rywal Marcina pokaże złe oblicze, a ważnym elementem tej układanki będzie też Ania (Maria Pawłowska - przyp. red.).

Co ci dał serial?

- Zagrałem w "M jak miłość" mnóstwo wymagających, przepełnionych skrajnymi emocjami scen. Dużo się nauczyłem i poznałem wielu fantastycznych ludzi. Rola Chodakowskiego jest dla mnie niezwykle ważna, zajmuje dużą część mojego życia zawodowego, ale nie spoczywam na laurach. Gram w wielu innych produkcjach. Wciąż jestem głodny nowych ról.

Rozmawiał Kuba Zajkowski

Kurier TV

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Mikołaj Roznerski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje