Reklama

Reklama

Marzena Rogalska: Energia i optymizm

U niej szklanka zawsze jest do połowy pełna. Każdego potrafi zarazić swoim dobrym humorem. Życie dzieli między Krakowem a Warszawą, chociaż nie wyklucza, że kiedyś zamieszka w Paryżu lub w Prowansji. Od 10 lat prowadzi poranny magazyn „Pytanie na śniadanie”, a wiosną przyszłego roku wróci w premierowych odcinkach programu „To był rok!”.

U niej szklanka zawsze jest do połowy pełna. Każdego potrafi zarazić swoim dobrym humorem. Życie dzieli między Krakowem a Warszawą, chociaż nie wyklucza, że kiedyś zamieszka w Paryżu lub w Prowansji. Od 10 lat prowadzi poranny magazyn „Pytanie na śniadanie”, a wiosną przyszłego roku wróci w premierowych odcinkach programu „To był rok!”.
- Bardzo ważne jest dla mnie poczucie, że moje życie ma sens - mówi Marzena Rogalska /AKPA

Marzena Rogalska to kobieta wielu talentów, lojalna przyjaciółka i znakomita dziennikarka. Jej sposób na szczęście? Duża pokora. - Nie obrażam się na porażki, taka już jestem. Idę dalej - mówi.

Chociaż jesteśmy dopiero na półmetku, to powiedz, jaki dla ciebie jest ten rok?

Marzena Rogalska: - Kiedy kończył się 2018 r., postanowiłam, że... zwolnię. Owszem, udało się to zrealizować, ale tylko częściowo. Na początku stycznia wróciłam z wakacji na Florydzie i od razu zostałam wrzucona w wir przygotowań do nowego programu "To był rok!". Musiałam rozciągnąć mój kalendarz, jakby był z gumy, żeby znalazło się w nim miejsce na nagrania. To była jazda bez trzymanki!  

Mam wrażenie, że program "To był rok!" został wymyślony specjalnie dla ciebie. Doskonale odnalazłaś się w tej formule.

Reklama

- Dużo osób mi to mówi. (śmiech) Mogłam w nim pokazać wachlarz moich umiejętności oraz temperament.

I talent aktorski!

- Już ci się zwierzałam, że kiedyś chciałam być aktorką. Tutaj robiłam to bezkarnie, bo nie musiałam ścigać się z żadnym aktorem.

Mogłaś też pośpiewać.

- To kolejna dziedzina, która jest mi bliska. Przez jakiś czas śpiewałam zawodowo w musicalu "Metro". Miałam więc w tym programie cały pakiet zadań do wykonania, które bardzo lubię. A przy okazji mogłam się jeszcze powygłupiać aktorsko, poszaleć i poprzebierać w zwariowane stroje. Najbardziej lubiłam moment wybierania stylizacji. Niektóre były bardzo kobiece, jak w latach 60., inne, jak z 80. lat, strasznie kiczowate. Ależ to była wspaniała zabawa!

Zdradź nam, co ważnego dla ciebie wydarzyło się w 1989 roku?

- Zdawałam wtedy maturę. Przygotowując się do programu, sięgnęłam po zdjęcia mojej klasy z tamtego czasu. Patrzyłam na siebie i widziałam młodą dziewczynę, która ma marzenia i ufa światu. Przypomniałam sobie, jak ważny to był moment w moim życiu. Wciąż mam kontakt z ludźmi z liceum. Moja przyjaciółka Ewa jest dziś wspaniałą aktorką. Beata pracuje jako tłumacz,  zawsze mogę na nią liczyć, jestem matką chrzestną jej córki. Nikt, poza moją najbliższą rodziną, tak dobrze mnie nie zna, jak te dziewczyny.

Czy program "To był rok!" wróci na antenę?

- Są takie plany. Drugi sezon pojawi się chyba na wiosnę przyszłego roku.

Od 10 lat jesteś współprowadzącą "Pytania na śniadanie". Ze zdziwieniem odkryłam, że nie przeszłaś pierwszego castingu. Co się stało?

- Tak było. Przegrałam z Maćkiem Kurzajewskim i jego małżonką Pauliną. Do nikogo nie miałam pretensji. Dostałam eleganckiego e-maila, w którym napisano, że bardzo się podobałam, ale zdecydowano zatrudnić małżeństwo.

Zapamiętano cię jednak...

- Bardzo szybko dostałam wtedy propozycję wystąpienia w "Kocham Cię, Polsko!". Czułam się w tym show jak ryba w wodzie. I już po pierwszym sezonie, który odniósł ogromny sukces, zadzwoniła do mnie Alicja Resich-Modlińska, która była wówczas szefową "Pytania..." i zaprosiła mnie ponownie na zdjęcia. Od razu jednak zastrzegła: "Marzenko, nie bój się, chcemy z tobą współpracować. Tym razem szukamy tylko dla ciebie partnera".

To z kim prowadziłaś program?

- Przez wiele lat z moim ulubionym kolegą krakowskim, Łukaszem Nowickim. Bardzo przeżyliśmy, gdy nas rozdzielono. A potem nastała era "Rogamela". Tak mnie i Tomka Kammela nazywał jeden z naszych widzów. Skoro była Brangelina, czyli Angelina Jolie i Brad Pitt, to dlaczego nie może być skrótu od naszych nazwisk? (śmiech)

Szybko się dogadaliście?

- Cieszyliśmy się, ale też mieliśmy na początku trochę obaw. Tomek może nawet więcej niż ja. Szybko jednak zagrało między nami i widzowie bardzo polubili nasz duet. Ostatnio Tomek prowadził jakąś imprezę i powiedział, że wszyscy, którzy tam byli, prosili go o przekazanie mi pozdrowień. Mam tak samo. Kiedy jadę na spotkania autorskie, wszystkie panie pozdrawiają Tomka.

Czuć, że tworzycie zgrany zespół. Zdradź, jaki prywatnie jest Tomasz Kammel?

- Piękny i elegancki. Szarmancki. Uwielbiam to w Tomku. Jest poukładany, analityczny. Trochę typ biznesmena. Kiedy piszą do niego ludzie z okolic Jeleniej Góry, skąd pochodzi, z prośbą o pomoc, to zawsze reaguje. Potrafi być spontaniczny.

Może to twoja zasługa? Zaraziłaś go swoim "spontanem"!

- Myślę, że mój żywioł mógł mieć na niego wpływ. (śmiech)

Kiedy z tobą rozmawiam, widzę przed sobą szczęśliwą kobietę. Jak więc to robisz, że spełniasz swoje marzenia?

- Czasami robimy wszystko, żeby zrealizować jakiś cel, ale się nie udaje. Wtedy trzeba nauczyć się weryfikować swoje plany. Wiem, że nie jestem nieomylna. Tam na "górze" ktoś ma dla mnie dobry plan i lepiej ode mnie wie, czego mi trzeba. Jeżeli więc pragnę spełnić marzenie, a coś staje mi na drodze, wtedy włączam przycisk pokora, bo to znaczy, że może się mylę. Trzy razy zdawałam do szkoły aktorskiej. Po ostatnim razie stwierdziłam, że daję sobie spokój.

Dlaczego cię nie przyjęli?

- Widocznie szukali kogoś innego. Czasami słyszałam absurdalne zarzuty. Na przykład, że mam niesceniczny głos. A przecież mam kawał głosu! W takich sytuacjach nie załamuję rąk, tylko żyję dalej. Zawsze jest jakiś plan B. Wystarczy go tylko dostrzec.

Po latach aktorstwo samo pojawiło się w twoim życiu. Grasz m.in. w sztuce "Czy Ty to Ty?" w Teatrze Capitol. Marzyłaś też o pisaniu i wydałaś trylogię, która odniosła duży sukces.

- Pierwsza powieść od dawna siedziała we mnie. Chodziło tylko o to, żeby przelać to wszystko na papier. I tak się stało. W ubiegłym roku ukazała się "Druga miłość", która jest trzecią i ostatnią częścią trylogii.

Kiedy miałaś czas na pisanie?

- Wymagało to ode mnie samodyscypliny. Wstawałam o szóstej rano i siadałam do pracy. Lubię też pisać na wyjazdach. Odcinam wtedy nitki łączące mnie z Warszawą czy Krakowem. Moje książki powstawały w Waszyngtonie, Lizbonie, na Majorce... Idę sobie do knajpki, siadam w pięknym słońcu, zamawiam kawę czy lampkę wina i piszę. Uwielbiam to.

Jeden z twoich książkowych bohaterów, Krzysztof, twierdzi, że życie ma sens, jeśli robi się coś wartościowego. Też tak myślisz?

- Tak. Bardzo ważne jest dla mnie poczucie, że moje życie ma sens. Kiedyś z ekipą "Pytania na śniadanie" pomogliśmy zebrać pieniądze na leczenie Emiliana Koryczana, który miał chore serduszko. Dzisiaj świetnie się rozwija, mam kontakt z jego mamą. W takich sytuacjach czuję, że żyję.

Podobno jesteś bardzo zakochana. Czy to prawda?

- Moje serce nieustająco bije radośnie, z miłością do świata!

Rozmawiała Marzena Juraczko

Marzena Rogalska urodziła się 13 kwietnia 1970 roku w Przasnyszu. Karierę dziennikarską zaczynała w latach 90. w krakowskim oddziale TVP, gdzie prowadziła magazyn filmowy. W latach 2004-2008 była gospodynią talk-show "Miasto kobiet" w TVN Style, a od 2009 roku prowadzi "Pytanie na śniadanie" w TVP 2. Mogliśmy oglądać ją m.in. w "Kocham Cię, Polsko!", "Przygarnij mnie", "To był rok!". Ma też swoją audycję w radiu. W 2016 roku zadebiutowała jako pisarka. Wydała do tej pory trzy powieści.

Tele Tydzień
Dowiedz się więcej na temat: Marzena Rogalska

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy