Reklama

Marcelina Zawadzka: Jestem ciągle zabiegana

Delikatna piękność odsłoni przed nami swoją drugą, niezwykłą twarz. - W "Łyku adrenaliny" będzie dużo wrażeń - zapowiada Marcelina Zawadzka, współprowadząca "Pytanie na śniadanie".

Marcelina Zawadzka lubi wyzwania

Na którą nastawia pani budzik, by zdążyć do studia?

Reklama

- Na 4.30, ale chyba nigdy nie udało mi się wstać o tak wczesnej porze, gdyż przestawiam budzik co pięć minut. Jestem typem sowy, kładę się późno, najwcześniej zasypiam około pierwszej w nocy. A po programie nie mam już czasu na odsypianie. Ten brak snu jest jednak dla mnie bardzo motywujący, bo wiem, że gdy uporam się z wszystkimi zadaniami, będę mogła wyspać się do woli!

Szkoda czasu na sen?

- Lubię żyć aktywnie, dlatego nieustannie cieszę się tym, co przynosi mi los. Przyjemność sprawiają mi rozmowy z ludźmi, ich ciekawe historie. Dla mnie dzień spędzony bez rozmowy z drugim człowiekiem jest naprawdę stracony! Uwielbiam też jazdę Off-Road i motocykle, kocham wszystkie sporty wodne oraz muzykę. Często chodzę po domu z przenośnym radiem i przełączam stacje, szukając idealnej piosenki, która pasowałaby do mojego nastroju. Tak, jestem ciągle zabiegana, ale właśnie dlatego mam czas na wszystko!

Wyścigi samochodowe to raczej niezbyt typowe zajęcie dla kobiety.

- Lubię adrenalinę, a tak zwane męskie czynności, jak choćby rąbanie drewna, nie są mi obce. Niekiedy żartuję, że to efekt tego, iż nie byłam wychowywana tak, jak większość dziewczynek. Mój tata miał już trzy córki i liczył na to, że najmłodsze dziecko będzie chłopakiem...

W nowym cyklu "Pytania na śniadanie" również zaprezentuje się pani raczej z mało "subtelnej" strony.

- I bardzo się z tego cieszę! W "Łyku adrenaliny" widzowie będę mieli okazję zobaczyć mnie w innej odsłonie. Zamiast uśmiechniętej modelki, pojawię się jako osoba, która walczy ze swoim strachem, mierzy się z ekstremalnymi niekiedy wyzwaniami.

A konkretnie?

- Zacznę od trudnego rajdu samochodów terenowych, później, mimo lęku wysokości, skoczę ze spadochronem, ale... więcej na razie zdradzić nie mogę. Powiem tylko, że spełniłam swoje wielkie marzenie, mogąc wystartować w wymagającym, trzydniowym rajdzie w Drawsku Pomorskim i Szczecinie. Startowałam jeszcze bez licencji, na dystansie dwustu kilometrów i zajęłam czternaste miejsce. Duża w tym zasługa mojego doświadczonego pilota - Maćka Martonia, z którym świetnie się dogadywałam. Dziękuję Ci, Maćku!

Co jest głównym atutem cyklu?

- Na pewno nieprzewidywalność oraz gwarancja dobrej, spontanicznej zabawy. Szczerze mówiąc, nie do końca wiem, jakie niespodzianki szykują dla mnie wydawcy programu, ale chętnie zmierzę się z ich pomysłami. Cały czas z Tomkiem Wolnym będę też współprowadzącą "Pytania na śniadanie". To fantastyczny partner, którego konstruktywne uwagi pomogły mi w czasie, kiedy zaczynałam pracę w programie.

Od pani debiutu w "Pytaniu..." minął właśnie rok. Szybko pozbyła się pani tremy, stresu?

- Trema przed pierwszym programem była ogromna. Do tego doszła bezsenna, z nerwów, noc. Choć trudno w to uwierzyć, przeszło mi po kilku chwilach od startu magazynu. Pomyślałam, że przecież jest znakomita ekipa, jest Tomek, na którego mogę liczyć, przecież nie jestem tu sama. Za każdym razem jest spięcie, stres, ale też pewność, że pracuję z zawodowcami.

Rozmawiał Artur Krasicki

Tele Tydzień

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Marcelina Zawadzka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama