Reklama

Reklama

Magdalena Boczarska: Mam szczęście do bohaterek

Magdalena Boczarska wraca na ekran po urlopie macierzyńskim. W "Pod powierzchnią" gra kobietę, którą dotknęła niewyobrażalna strata. Zobaczymy ją także w filmie o Józefie Piłsudskim.

Magdalena Boczarska wraca na ekran po urlopie macierzyńskim. W "Pod powierzchnią" gra kobietę, którą dotknęła niewyobrażalna strata. Zobaczymy ją także w filmie o Józefie Piłsudskim.
Sen przy małym dziecku to towar reglamentowany - wyznaje Magdalena Boczarska, która niedawno wróciła do pracy po urlopie macierzyńskim /VIPHOTO /East News

Kim jest pani bohaterka w najnowszym serialu TVN?

Magdalena Boczarska: - Marta Gajewska jest polonistką w płockim liceum, ale przede wszystkim to matka, żona i kobieta, która próbuje podnieść się po ogromnej tragedii. Jest w pewnym sensie osią serialu "Pod powierzchnią" i większości splotów wydarzeń. Cała historia opowiadana jest przez pryzmat tego, co ją spotkało. Marta straciła kilkuletniego synka, ale na przekór całemu światu nie wierzy w jego śmierć, bo nigdy nie odnaleziono ciała. Mogę tylko powiedzieć, że dużo będzie się działo... Dla mnie to opowieść o kobiecej emancypacji. I o tym, jak można wrócić do siebie po bolesnych przejściach.

Reklama

Ma pani chyba szczęście do wyjątkowych bohaterek.

- Tak, to prawda, bardzo mnie cieszy fakt, że gram bohaterki podmiotowe - które biorą sprawy w swoje ręce i walczą o swoje.

À propos, za rok zobaczymy panią jako żonę Józefa Piłsudskiego. Pierwszą czy drugą?

- Pierwszą, Marię Piłsudską. Spotkanie z tą postacią było dla mnie zaskoczeniem. To zabawne, bo w filmie "Idealny facet dla mojej dziewczyny", w którym wystąpiłam, pojawia się scena manify, protestu przy pomniku Marszałka pod hasłem: "Kim byłby Piłsudski, gdyby nie kobiety w jego życiu?". Zapadło mi to mocno w pamięć.

A dlaczego zaskoczeniem?

- Szczerze mówiąc, przed przystąpieniem do zdjęć niewiele o niej wiedziałam. Oprócz tego, że nigdy nie dała Piłsudskiemu rozwodu, choć sama dla niego rozstała się z mężem. Praca nad tą rolą pozwoliła mi ją lepiej poznać. Zachwyciło mnie, że była tak wyjątkowo światłą i nowoczesną kobietą. Oczytaną, mówiącą w kilku językach. W naszych czasach to oczywiste, ale wtedy nie było.

Opowie pani, jak się gra w kostiumie z epoki?

- Uwielbiam to! Czasami śmieję się, że jestem stworzona do kostiumu. I w "Sztuce kochania", i w "Różyczce" także grałam przecież w kostiumach, choć nie z tak odległej epoki.

Kogo łatwiej zagrać - barwną, ekspresyjną Sarę Daymer czy pokiereszowaną psychicznie Martę Gajewską?

- To tak nigdy nie wygląda. Każda postać jest trudna. Charakter i ciężar serialu "Pod powierzchnią" jest zupełnie inny niż "Drugiej szansy". Poza tym Sara była postacią drugoplanową. Co nie zmienia faktu, że ją uwielbiałam. Pracowałam wtedy również nad rolą Michaliny Wisłockiej, więc dzięki Sarze łapałam trochę oddechu, odpoczywałam. Nazywałam ją swoim cukiereczkiem. Czułam się jak mała dziewczynka, która może się non stop przebierać. Teraz mam bardzo dużo dni zdjęciowych i jestem mocno związana z moją bohaterką. To nie tajemnica, że mam malutkie dziecko. Ten serial to moja pierwsza praca po przerwie związanej z narodzinami Henryka. Znalezienie odpowiedniego balansu było dla mnie sporym wyzwaniem.

Podejrzewam, że z jeszcze jednego powodu - podobno mają państwo sporo nocnych zdjęć.

- Ciężko to znoszę. Nie lubię wstawać rano, nie lubię zarywać nocy. Jednak dzięki temu klimat serialu będzie trochę mroczny, niesamowity, tajemniczy.

Jak później, kiedy zmywa już pani makijaż, gasną światła na planie, pozbyć się skumulowanych emocji?

- Sen albo chwila relaksu przy małym dziecku to towary reglamentowane. Nie mam komfortu wychodzenia z postaci przy tej produkcji. Gdy dopadnie mnie życie i zmęczenie, to po prostu padam, jak stoję (śmiech).

Sceny kręcone są w pomieszczeniach jednego z warszawskich liceów. Po przestąpieniu progu odżyły wspomnienia?

- Na początku liceum był moment, że miałam w głowie co innego niż naukę i było to widać po moich ocenach. Na szczęście ostatecznie na maturze wypadłam nieźle i dostałam się na dwa kierunki studiów: na zarządzanie kulturą na Uniwersytecie Jagiellońskim i do szkoły aktorskiej. Jednak cały czas, kiedy przekraczam próg szkoły, czuję ścisk w żołądku. Ta mieszanina zapachów, strachu, zależności... Odczuwam ulgę, że ten etap już za mną.

Pani pasją jest historia. Ciekawi mnie, czy zrodziła się ona pod wpływem pani nauczycieli?

- Mój tata, który jest muzykiem, dbał o moją edukację historyczną. Podkreślał, że to wstyd być artystą i nie znać historii, więc głównie to on mnie inspirował.

W jednym z wywiadów powiedziała pani, że chciałaby zagrać twardą policjantkę, która biega z bronią. Nadal tak jest?

- Marzy mi się mocny thriller albo dobra sensacja. Choć nasz serial zahacza momentami o te rejony. Lubię, gdy gatunki się przeplatają. A tak jest w "Pod powierzchnią", w której łączą się wątki obyczajowe, psychologiczne, a także kryminalne. Naprawdę warto zarezerwować sobie dla nas niedzielne wieczory od 21 października!

Rozmawiała Małgorzata Pokrycka




Kurier TV
Dowiedz się więcej na temat: Magdalena Boczarska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL