Reklama

Reklama

​Krzysztof Wieszczek: Człowiek się zmienia, dojrzewa

Znamy go przede wszystkim z takich telewizyjnych produkcji, jak "Szpilki na Giewoncie", "Przyjaciółki", "Pierwsza miłość" czy "Na Wspólnej". Pod czujnym okiem Agnieszki Kaczorowskiej wytańczył Kryształową Kulę w "Tańcu z Gwiazdami". Co teraz robi Krzysztof Wieszczek? Gra między innymi w spektaklu "Sex, drugs & disco polo".

Krzysztof Wieszczek na premierze filmu "Łączy nas pasja"

Krzysztof Wieszczek popularność zdobył rolą górala w serialu "Szpilki na Giewoncie". Jak się okazało, rola ta stała się przepustką do kariery. Potem przyszedł "Taniec z Gwiazdami", gdzie razem z Agnieszką Kaczorowską zdobyli podium i Kryształową Kulę. Teraz można go oglądać w trzech różnych rolach w trzech popularnych serialach: "Przyjaciółki", "Pierwsza miłość" oraz w "Na Wspólnej".

W swojej karierze zagrałeś już w wielu serialach. Z którą z ról widzowie kojarzą cię najbardziej?

Reklama

Krzysztof Wieszczek: - To ciekawe, bo nie ma jednej takiej roli. Wszystko zależy od tego, co kto ogląda w telewizji. Czasem spotykam widzów serialu "Na Wspólnej", którzy kojarzą mnie z roli Mikołaja Leśniewskiego. A często spotykam panie, które oglądają "Przyjaciółki" i poznają we mnie Roberta. Z kolei serial "Pierwsza miłość" ma też wielu fanów i ludzie wypytują, co nowego będzie u Olka. Ciągle też zaczepiają mnie widzowie "Szpilek na Giewoncie", którzy uważają, że zagrałam tam najlepszą rolę i czekają na wznowienie ich ulubionego serialu. Cieszę się, że nie ma jednej dominującej, z którą byłbym kojarzony. Ale największą przyjemnością jest to, że zawsze te spotkania z widzami są miłe. Tuż po szkole teatralnej, kiedy zacząłem grać w serialach, byłem nieco skrępowany, gdy ktoś podchodził i chciał ode mnie autograf czy selfie. Musiałem się nauczyć przyjmować takie spotkania, a teraz je lubię.

Obecnie można oglądać cię w dwóch telewizjach, w trzech różnych serialach: "Przyjaciółki" i "Pierwsza miłość" w Polsacie oraz "Na Wspólnej" w TVN. Trudno pogodzić taki ogrom pracy?

- Czasem jest gimnastyka, ale bez przesady. Na razie udaje mi się wszystko pospinać. Jako zorganizowany i pracowity człowiek jeszcze jeden serial bym zmieścił... [śmiech - przyp. red.]. Nie kręcimy też non stop, wątków jest wiele i żaden aktor nie jest codziennie na planie. "Pierwszą miłość" kręcimy przez całe wakacje, a w tym czasie w "Na Wspólnej" jest przerwa do jesieni. "Przyjaciółki" mają jeszcze inny proces produkcyjny i spokojnie da się to wszystko pogodzić.

W serialu "Na Wspólnej" twój bohater Mikołaj wziął ślub. Czy takie sceny są dla ciebie jako aktora wyjątkowe?

- Zawsze jest to ciekawe wyzwanie, duże sceny zbiorowe powodują na planie sporo zamieszania. Przez te wszystkie lata już parę razy stałem na ślubnym kobiercu jako Pan Młody - zaznaczmy, że w pracy, bo w życiu prywatnym raz! Dlatego więc pod tym względem nie była to dla mnie nowość. Bardziej interesujący był splot wydarzeń, który doprowadził Mikołaja i Martę [Joanna Jabłczyńska - przyp. red.] do ślubu. Było tu wiele sensacyjnych i dramatycznych momentów. I najlepszym wyjściem z tych tarapatów okazał się właśnie ślub.

Pamiętasz wszystkie śluby, które brałeś przed kamerą?

- Może nie wszystkie, ale sporo z nich zapamiętałem. Na pewno piękny, góralski ślub w "Szpilkach na Giewoncie". Chyba granie Pana Młodego pamiętam wyraźniej, chociaż w ostatnim sezonie "Przyjaciółek" miałem bardzo zabawne scenki jako gość na weselu Dorotki czyli Agnieszki Sienkiewicz. Jeśli to mój bohater brał ślub, to zawsze starałem się to sakramentalne "tak" jakoś na nowo sobie wymyślić. Człowiek się zmienia, dojrzewa i w naturalny sposób te same słowa znaczą coś nieco innego.

Jesteś bardzo zapracowanym aktorem telewizyjnym, ale znajdujesz także czas na twój ukochany teatr. Sztuka "Sex, drugs & disco polo" uwodzi widzów i zbiera dobre recenzje.

- Uwielbiam to przedstawienie i tym bardziej się cieszę, że spektakl tak bardzo podoba się publiczności. W przedstawieniu grają świetni aktorzy: Michał Koterski, Bartek Żukowski, Piotr Borowski i Wojtek Brzeziński, a sztukę napisał i wyreżyserował mój przyjaciel, Maciej Kowalewski. Myślę, że udało się nam zrobić wyjątkowe przedstawienie, pełne tańca i muzyki. Przedstawienie jest dla widzów jak zastrzyk energii i radości - tak mówią. A nam, aktorom, też pozwala na dobrą zabawę z publicznością.

Udział w tym spektaklu skłonił cię do powrotu do tańca?

- Zmusił! W "Sex, drugs & disco polo" gram bohatera, który tańczyć kocha i oczywiście tańczy zdecydowanie najwięcej ze wszystkich. Mamy świetne układy choreograficzne, które stworzył Krzysztof Adamski, znakomity choreograf. Ale oczywiście przy tym skomplikowane i bardzo wymagające. Wiele trudu kosztowało nas przygotowanie tej sztuki, zwłaszcza, że był to czas pandemii, zamykano teatry, w pewnym momencie musieliśmy wszystko przerwać. Szczęśliwie udało nam się doprowadzić przedsięwzięcie do końca i, muszę to przyznać, dla nas samych było to wielkie wydarzenie i ogromna radość. W lipcu i sierpniu gramy w Warszawie, a potem w całej Polsce.

Rozmawiała Edyta Karczewska-Madej / AKPA



AKPA
Dowiedz się więcej na temat: Krzysztof Wieszczek

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje