Reklama

Krzysztof Ibisz: Mam najlepszą na świecie pracę

W telewizji prowadził już chyba wszystkie rodzaje programów. Stał się mistrzem teleturniejów i rozrywkowych widowisk. Krzysztof Ibisz ma jednak marzenia zawodowe, których jeszcze nie zrealizował.

Krzysztof Ibisz w programie "Dancing with the Stars. Taniec z gwiazdami"

Oglądamy cię w nowym teleturnieju "Joker". Znasz odpowiedzi na pytania, które zadajesz?

Reklama

- W większości przypadków znam. Pamiętaj jednak, że zrobiłem już około 1500 odcinków różnych teleturniejów - znam liczbę, gdyż niedawno policzyłem. Gdy się tyle razy zadawało różne pytania, to i większość odpowiedzi się zna. Poza tym lubię gry, krzyżówki, interesuję się światem, a to pomaga. Niedawno grała pani, która ma 72 lata, kocha krzyżówki, dużo czyta, ogląda programy informacyjne, naukowe. Choć nie jest ekspertem w żadnej dziedzinie, wygrała dużo pieniędzy. Zauważam, że wiedza krzyżówkowa i oczytanie sprawdzają się najlepiej.

Prowadziłeś mnóstwo teleturniejów. Chyba lubisz ten format?

- Bardzo. To jest magiczne połączenie rozrywki, widowiska i wiedzy. Ludzie wciąż szukają mądrych rzeczy i chcą miło spędzać wieczór, bawiąc się, mogąc przy okazji się czegoś dowiedzieć, ale też sprawdzając swoją wiedzę. Ja sam uwielbiam teleturnieje, bo mogę poszerzyć horyzonty. Mam wrażenie, że moda na nie wraca we wszystkich stacjach. Inna sprawa, że wszystkie gatunki wracają, bo chyba już wszystko w telewizji było.

"Bóg sprzyja przygotowanym", "Jeśli o czymś w życiu marzysz - sięgnij po to"... To cytaty, które zamieściłeś na swojej stronie internetowej. Są dla ciebie ważne?

- Co jakiś czas je wymieniam. Motywacja jest w życiu ważna i dobrze, jeśli czerpiemy ją od mądrych ludzi. Lubię czytać biografie i literaturę faktu, ponieważ z takiej literatury można coś dla siebie konkretnego wynieść. Ponoć miliarderzy amerykańscy zaczynają dzień wcześnie i w ciszy - bez radia, a nawet internetu.

Jak jest z tobą?

- W czasie pracy przy "Jokerze" jestem na miejscu zwykle o godz. 7.15, a już o godz. 8, czasami 9, mamy pierwsze nagranie. Mimo wczesnej pory nie spieszę się, bo wstaję z dużym zapasem. Wtedy dzień mi się inaczej układa. W tej kwestii mam więc podobnie jak ci miliarderzy, ale w odróżnieniu od nich oglądam rano programy informacyjne, bo chcę wiedzieć, co się wydarzyło. Jestem zwierzęciem newsowym. Idę też na spacer z Nicponiem, moim psem. Bo mam od ponad roku przyjaciela. Jest to bulterier. Zawsze marzyłem o bulterierze. Polecam zresztą tę rasę, bo są to psy nie z tej ziemi. Mój Nicpoń ma swój profil na Instagramie, obserwuje go kilka tysięcy osób, zamieszcza posty o swoich przygodach i prowadzi ze mną program.

Łatwo jest realizować marzenia? Miałeś plan, dzięki któremu jesteś dziś w tym miejscu?

- Nie myślę o tym. Angażuję się w kolejne projekty z pełnym oddaniem, profesjonalizmem i doświadczeniem, które nabywałem przez lata. Może to jest błąd, może powinienem planować karierę i myśleć strategicznie. A ja po prostu robię projekt za projektem i skupiam się na tym, który teraz realizuję, bo chcę, żeby był jak najlepszy, żeby błyszczał na antenie. Kocham telewizję, to jest medium, w którym wyrosłem, kocham ludzi, z którymi pracuję, widzów... Do każdej produkcji staram się stworzyć jakąś wartość dodaną, żeby było coś ekstra.

- Na przykład "Taniec z gwiazdami" to wieczorny show na najwyższym poziomie. Dajemy ludziom wielką dawkę elegancji - jest piękna muzyka, piękny taniec. Na pewno nie jest to bezmyślna rozrywka. Pochwalę się przy okazji, że jesteśmy jedną z czterech najlepiej ocenianych edycji "Tańca z gwiazdami" na świecie według BBC. A przecież cały świat to robi. W "Jokerze" dajemy wiedzę. Też jest to show na poziomie, miły dla ludzi, pełen szacunku dla widzów i graczy. W "Demakijażu" mam szczęście rozmawiać ze wspaniałymi kobietami. W tym sezonie gościłem Dorotę Wellman, Martynę Wojciechowską, Krystynę Jandę. To najwyższa półka kobiet w tym kraju. Spotkania z nimi są niezwykle inspirujące. Lista, którą przygotowałem na wiosnę, też jest imponująca. Myślę więc, że mam najlepszą na świecie pracę.

Polsat świętuje 25-lecie. Pamiętasz swoje początki w tej stacji?

- Przestałem pracować w TVN, gdzie byłem trzy lata, i zastanawiałem się, co chcę robić w życiu. Wtedy Tomasz Kurzewski, legendarny producent telewizyjny, szef szefów w tej branży, zaprosił mnie na casting do programu, do którego nie mógł znaleźć prowadzącego. To była "Życiowa szansa". Rozmawiał wcześniej z wieloma osobami, ale uznał, że to ja powinienem prowadzić ten teleturniej. "Życiowa szansa" okazała się wielkim sukcesem. W trzy lata zrobiliśmy ponad 300 odcinków, co jest też ewenementem. Ludzie bardzo lubili do nas przychodzić, bo to był jedyny teleturniej, w którym praktycznie nie był

o przegranych. Wystarczyło, że ktoś odpowiedział na pierwsze proste pytanie, a my już płaciliśmy za niego rachunki do 2 tys. zł. To było bardzo miłe. To był rok 2000.

Myślałeś, że ta przygoda będzie tyle trwała?

- Nie. Ale potem były "Dwa światy", "Bar" - 6 edycji, " Awantura o kasę", "Rosyjska ruletka", "Gra w ciemno", "Gdzie jest Kłamczuch?", "Jak Oni śpiewają" - mówię tylko o tych dużych produkcjach. To fantastyczny czas. Jestem spełniony zawodowo. Teraz robię "Taniec z gwiazdami", najbardziej prestiżowy show świata. Mam "Demakijaż", w którym mogę pozwolić sobie na spokojne i mądre rozmowy, bez nacisku na prędkość, bez migających świateł i dżingli. No i mam teleturniej, czyli gatunek, który jest jednym z moich ulubionych.

Prawdziwy szczęściarz! Czy jest więc jeszcze coś, o czym w telewizji marzysz?

- Jedynym moim marzenie, jeżeli chodzi o taką pracę, którą widać na antenie, bo robię też wiele rzeczy poza antenowych, choćby piszę scenariusze, jest late-night show, czyli coś, czego w Polsce nie ma, a co Amerykanie kochają. To magazyn rozrywkowy poruszający ważne kwestie, ale podający je w żartobliwej formie.

No to trzymam kciuki. Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Iwona Leończuk


Teleświat

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Krzysztof Ibisz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje