Krzysztof Antkowiak: Symboliczny wątek

W zeszłym roku Krzysztof Antkowiak nagrał bożonarodzeniową piosenkę do "Barw szczęścia", a teraz dołączył do obsady serialu! Gra Wolana, muzyka, który z powodu zawirowań życiowych został bezdomnym.

Jestem wobec siebie surowy - zapewnia Krzysztof Antkowiak

Jak to się zaczęło?

Reklama

Krzysztof Antkowiak: - Najpierw pojawił się pomysł na rolę. Potem, przy okazji rozmów na ten temat, zaczęliśmy planować nagranie świątecznej piosenki ze Stasią Celińską. Zgodziłem się przyjąć propozycję producentów, bo pomyślałem, że to może być fajna przygoda.

Kogo grasz w serialu?

- Postać, która - przynajmniej początkowo - nie będzie przypisana do jednego wątku. Wolan przed laty był znanym i cenionym muzykiem, wokalistą, ale się stoczył. Zaczął pić, popadł w problemy z narkotykami i wylądował na ulicy. Będzie się dźwigał na oczach widzów z pomocą życzliwych ludzi, między innymi Amelii (Stanisława Celińska - przyp. red.), którzy zrobią wiele, by przywrócić go do życia zawodowego. To symboliczny wątek.

Gdy byłeś nastolatkiem, twoich piosenek słuchała cała Polska. Później miałeś życiowe zawirowania, z których się wydźwignąłeś.

- Nie wylądowałem na ulicy jak Wolan, ale w związku z moimi przeżyciami mogę go zrozumieć. Dzięki temu ta postać jest bardziej wiarygodna. To nieprzypadkowy, trafiony w dziesiątkę wątek.

Wiele razy występowałeś przed kamerą, przed laty zagrałeś w filmie "Młode wilki 1/2", ale praca na planie serialu to inna rzeczywistość. Stresowałeś się przed rozpoczęciem zdjęć?

- Miałem obawy, bo to nie jest moje naturalne środowisko, ale szybko zostały rozwiane. Podczas pierwszych dni zdjęciowych pomogła mi Stasia Celińska, z którą mam dużo scen. Dodawała mi otuchy, mówiła, że dobrze mi idzie i że dobrze gram. Usłyszeć takie komplementy od aktorki jej formatu to wielka sprawa! Bardzo się cieszę, że się poznaliśmy, nagraliśmy razem piosenkę, a teraz pracujemy w serialu. To cudowna osoba. Od innych ludzi na planie też usłyszałem wiele miłych słów. Byłem zaskoczony, bo zawsze jestem surowy w ocenianiu siebie. Ale przyjąłem to za dobrą monetę.

Co jest najważniejsze w pracy na planie serialu?

- Wydaje mi się, że luz. Wiele razy mówili mi o tym aktorzy, którzy zjedli zęby w teatrze. Granie na scenie i przed kamerą się różni, ale podstawa jest taka sama - nie można się bać. Dla aktorów zdjęcia do serialu to często jedyna praca, starają się i bardzo im zależy, żeby dobrze wypaść. Mi oczywiście też zależy, ale nie muszę z tego żyć, to dla mnie poboczne działanie. Jestem wyluzowany, nie ciąży na mnie presja, co mi pomaga. Nie peszy mnie kamera, nie staram się udawać kogoś innego, jestem naturalny w emocjach. To świat, w którym mogę się bawić.

Traktujesz rolę w "Barwach szczęścia" jako jednorazową przygodę z aktorstwem, a muzykę stawiasz na pierwszy miejscu?

- Tak, jestem czynnym muzykiem, koncertuję i pracuję nad nową płytą. Cieszę się, że mogę spróbować sił w czymś innym. Przykładam się do tej pracy i dużo się uczę. Mam przyśpieszony kurs grania serialowego, które różni się od tego, co robiłem kiedyś na planie "Młodych wilków 1/2". Ten film był kręcony na taśmie. Byliśmy skoncentrowani, bo zwykle mieliśmy tylko jeden dubel. Na planie "Barw..." zdarza się, że nagrywamy jedną scenę osiem razy! Najpierw są dalsze plany, później średnie, bliskie, a na końcu zbliżenia na aktorów. Nie jest łatwo grać jedną scenę tyle razy i zachować świeżość.

Kiedy ukaże się twoja nowa płyta?

- Niedługo spotkam się z producentem, chcę z nim omówić kilka zmian. Nie śpieszę się, zależy mi, by była dopracowana, jak najlepsza. Na szczęście mogę sobie na to pozwolić.

Czy ludzie na koncertach proszą cię, byś zaśpiewał swój hit sprzed lat, "Zakazany owoc"?

- Wiem, że czekają na tę piosenkę, więc zawsze śpiewam ją na bis. Gdy mówię, że nadeszła wiekopomna chwila, wszyscy się śmieją, bo wiedzą, o co chodzi i co się wydarzy. Chodzi o sentyment, który czują do tamtych czasów, swojej młodości.

Twoje życie to świetny materiał na książkę. Myślałeś o tym, by wydać biografię?

- Ludzie mi mówią, że mam ciekawe życie i że warto, bym wydał książkę. Ciężko mi to oceniać, ale jeśli kiedyś znajdzie się ktoś, kto będzie chciał opisać, czego doświadczyłem, jak najbardziej się zgodzę. Opowiem różne historie. Jednak nie nastąpi to w najbliższym czasie, bo denerwuje mnie obecna moda. Wszyscy, nawet osoby, które nie mają zbyt wiele do powiedzenia, piszą autobiografie. To żenujące, nie chcę wpisać się w ten nurt.

Rozmawiał Kuba Zajkowski.

Dowiedz się więcej na temat: Krzysztof Antkowiak

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje