Reklama

Jean Dujardin: Uwodziłem sam siebie

Jean Dujardin ma już na koncie Oscara za najlepszą rolę w filmie "Artysta" (2011)

Panu zdarzył się podobny afekt?

Reklama

- Względem przedmiotu czy samego siebie? (śmiech) Pamiętam swoje pierwsze dżinsy, ale traktowałem je w kategoriach symbolu dorosłości. Żeby rozwiać pani wątpliwości, gdy je już "zajechałem" i okazało się że mają więcej dziur niż materiału, nie wyprawiłem im pogrzebu. Dziś nawet nie wiem, gdzie są, chyba je po prostu wyrzuciłem, choć patrząc na modę, mogłyby się stać prawdziwym rarytasem. Gdy pierwszy raz zakładałem te spodnie, czułem że świat należy do mnie, a ja do świata. Czułem że stanowimy jedność i nic złego nie może mi się stać w tych portkach.

Spełniło się? Przeszedł pan przez życie nienaruszony?

- Oczywiście, że nie. Tyle że każdy czas ma swoje atrybuty: długie włosy, minispódniczki, ramoneski... Tamte dżinsy to była moja zbroja. Georges ma kurtkę.

Zrobiliście wiele, by widzowie go nie polubili, a jednak - pomimo wszystko - sympatyzujemy z nim: podążamy za nim ciekawi jego historii.

- Na to akurat pozwoliła konwencja filmu. Nie wiem, czym jest "Deerskin", nie potrafię zdefiniować gatunku. To komedia, być może komediodramat, a może kino drogi  i absurdu, albo - ktoś mi to podrzucił - groteskowa miniatura filmowa? Jest w ogóle coś takiego?

Jeśli nie ma, to właśnie stworzyliście tę hybrydę z reżyserem.

- Powiem pani coś, za co pewnie mój agent by mnie zabił: Dupieux - gdy mnie angażował - powiedział jasno, że mam być na kontrze do swego dotychczasowego emploi. To znaczy, że o ile w innych filmach mogłem, czy też może raczej moje warunki pozwalały mi na to, by uwodzić innych, tak przy "Deerskin" otrzymałem jasne instrukcje, by balansować na granicy szaleństwa i autoironii. Krótko mówiąc, chodziło o to, by tym razem grając bohatera, nie uwodzić innych, a samego siebie.

A to ciekawe...

- To pani nie wiedziała, że aktorzy uwodzą publiczność? Starają się jej przypochlebić, pozyskać widzów... Mamy swoje tricki, prócz ciężkiej pracy i warsztatu.

I jak pan siebie ocenia? Dobry jest pan w "te klocki"?

- (śmiech) Delikatna sprawa z wystawianiem sobie laurek akurat w tym przypadku, nie sądzi pani? Wyjdzie na to, że albo kokietuję, albo jestem nieszczery. A ja grając Georgesa, po prostu wcielałem się w mężczyznę czołobitnie zapatrzonego w siebie. Choć fabuła może wydać się pretekstowa, to nie jest ona tak zupełnie abstrakcyjna i oderwana od rzeczywistości. Przecież samouwielbienie mego bohatera w niczym nie odbiega od tego, co robimy na co dzień, wrzucając tysiące selfie na media społecznościowe albo informując ogół o tym, co aktualnie myślimy lub co właśnie robimy. Dlaczego się tak obnażamy? Przez próżność? Miłość własną? Czy żeby siebie pocieszyć i przekonać świat, jak dobrze nam się wiedzie? Tymczasem im ciaśniejszy kadr, tym mniej w nim prawdy - tego powinna była nauczyć nas przez lata telewizja.

Dowiedz się więcej na temat: Jean Dujardin | Deerskin

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje