Reklama

Reklama

Jarosław Kuźniar: Sztuką jest przekonać do siebie ludzi

Przejście Jarosława Kuźniara do "Dzień dobry TVN" obiło się szerokim echem - prezenter, choć ma na koncie dwa Wiktory, doczekał się też sporej liczby "hejterów". - Sztuką jest przekonać do siebie ludzi - mówi Kuźniar.

Myśli pan, że pana nowa rola, współprowadzącego "Dzień dobry TVN", jest szansą na kolejnego Wiktora albo Telekamerę?

Jarosław Kuźniar: - Trudno mi to oceniać, bo najpierw stacja musi zdecydować, że to na nas widzowie mogą głosować, a później trzeba tych widzów do siebie przekonać, a tutaj widownia jest większa niż w TVN 24.

Jest też większe pole do popisu...

- Też. Może rzeczywiście uda nam się powalczyć... Jeśli byłaby nominacja, zrobię, co mogę. Chociaż ostatnio, kiedy z Agnieszką Cegielską walczyliśmy o nagrodę - nie między sobą, a wspólnie próbowaliśmy przekonać naszych widzów do tego, żeby na nas zagłosowali w różnych kategoriach - wykorzystywaliśmy różne kanały dotarcia, które nie były telewizją. Myślę, że skoro dzisiaj jest taka możliwość, to trzeba ją wykorzystywać. Natomiast trzeba mieć pomysł, jak to zrobić, a to jest naprawdę duża sztuka, żeby przekonać ludzi do tego, żeby zainwestowali w SMS-y, którymi mogą nas wspierać.

Reklama

Jakie są pana sposoby na poranne wstawanie?

- Nie mam problemu ze wstawaniem rano, bo trwa to już ładnych parę lat, więc trochę się już przyzwyczaiłem. To jest też tak, że każdy organizm inaczej reaguje na różną porę - mam akurat tak, że godzina dłużej i od razu to po mnie widać i słychać. Z reguły ustawiam trzy drzemki - zwykle to było tak 4.30, 4.45 i 4.55, a teraz dopiero od 5.30. To fajne. Nie umiem też wcześniej kłaść się spać - nie polecam takiego długiego czekania na sen. Natomiast zacząłem biegać i widzę, że po takim wieczornym kilkukilometrowym biegu łatwiej mi się wstaje.

Jak pan odreagowuje po pracy?

- Biegnę do innej roboty (śmiech) i rzucam się w podróże. To jest coś takiego, co pozwala mi w szybkim czasie oddać głowę w inny świat. Dzięki temu się resetuję.

Jakie są pana ulubione kierunki podróżnicze?

- Wydawało mi się, że jest tyle miejsc na świecie, że do niektórych nie ma sensu wracać, ale dosłownie za chwilę będę drugi raz w Japonii. Ona jest takim krajem na powrót, podobnie jak Kanada czy Stany. Później będzie Urugwaj i po raz pierwszy Argentyna, Himalaje i Alaska.

Co pana urzekło w tej Japonii, że jednak chce pan do niej wrócić?


- To, że mimo milionów ludzi, którzy tam są, wszystko jest tak poukładane. To, że wszystko ma swoje miejsce. To, że wszystko jest tak bardzo punktualne. To, że ci ludzie - mimo że jest ich naprawdę dużo - są tak nieinwazyjni, że jesteś w stanie czuć się bardzo indywidualnie i wyjątkowo.

A tamtejsza kuchnia - zasmakowała panu?

- Tak, szczególnie, że pierwszego dnia jak przyjechaliśmy to poszedłem na słynną licytację tuńczyka na takim targu, na którą trzeba przyjść o trzeciej w nocy. Przyszedłem i okazało się, że targ jest zamknięty, bo dzisiaj święto i licytacji nie będzie. Hotel był za daleko, żeby do niego wracać. Na szczęście okazało się, że wszystkie sushi bary, które są dookoła, były już pootwierane. Pierwsze piwo o trzeciej w nocy i pierwsze sushi o trzeciej w nocy w Tokio - bezcenne.

Wspomniał pan o bieganiu - skąd pomysł na taką formę aktywności? Czyżby uległ pan modzie na ten sport?

- Pomysł przyszedł od kardiologa (śmiech). Okazało się, że takie zalecenie może być przyjemnością, bo zwykle wydawało mi się, że to jest najnudniejszy sposób na sport - jak grasz w tenisa to musisz kombinować, używać głowy i wymyślać różne uderzenia, a w bieganiu nikt niczego nie wymusza, bo po co. Bieganie okazało się być nie tylko fajne, ale i wciągające. To jest coś takiego, co pozwala wyrzucić złość, zniwelować zmęczenie - będę się tego trzymał, nie tylko dlatego, że muszę.

Czy na tyle spodobało się panu to bieganie, że jakaś myśl o maratonie przeszła panu przez głowę?

- Nie, broń boże (śmiech). Na razie doszedłem do siedmiu kilometrów i będę zadowolony, jak dojdę do dziesięciu. Wtedy będę myślał o półmaratonie, ale o 42 km? Jeszcze za długa droga przede mną.

----------------------------------------
Jarosław Kuźniar (ur. 29 stycznia 1978 roku w Bielawie) - polski prezenter telewizyjny i radiowy. W 2011 roku prowadził polską edycję muzycznego programu "X Factor". W latach 2007-2015 prowadził program "Wstajesz i wiesz" w telewizji TVN24, a od 7 września wraz z Anną Kalczyńską współprowadzi program "Dzień dobry TVN". Laureat dwóch Wiktorów (Największe odkrycie telewizyjne 2008 i Prezenter telewizyjny 2012) oraz Telekamery (Prezenter informacji 2015).


PAP life
Dowiedz się więcej na temat: Jarosław Kuźniar

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy