Reklama

Emma Watson: Pożegnanie z Hermioną

Przez ostatnie 10 lat swego życia była Hermioną Granger. Po zakończeniu przygody z serią filmów o Harrym Potterze Emma Watson musi jednak "stworzyć się" na nowo. Zakończyła już pracę nad nową produkcją, wraca też na studia.

Czy możesz opowiedzieć o ostatniej scenie, w której grałaś jako Hermiona; co to była za scena i jak się czułaś?

Reklama

Emma Watson: - Ostatnie ujecie, które kręciliśmy, to była ta dosyć dziwna scena, kiedy nurkujemy w kominku Ministerstwa Magii. Właściwie była to scena "Insygniów Śmierci. Część 1". Dokładnie to Dan [Radcliffe], Rupert [Grint] i ja, jedno po drugim rzucaliśmy się na niebieskie materace i już, to było całe ujęcie; tyle. I wydawało się to strasznie dziwne, ale David [Yates] słusznie zauważył, że to tak jakbyśmy rzucali się w nieznane; to była idealna metafora tego, co właśnie zamierzaliśmy zrobić. Nie potrafię powiedzieć, co czułam podczas kręcenia. Myślę, że byłam trochę otępiała.

Czy podczas kręcenia ostatnich scen w Hogwartcie były chwile, gdy nachodziły cię myśli, że będziesz musiała pożegnać się z tym planem?

- To zabawne. To znaczy, ten film oczywiście był dla mnie olbrzymim wyzwaniem. On naprawdę zrobił ze mnie aktorkę. Udało mi się wykorzystać autentyczne emocje, które czułam w związku ze stratą i zbliżającym się końcem zdjęć i przenieść do mojej roli. Świetnym tego przykładem jest scena, gdy stoimy na moście po bitwie. Pamiętam, że czułam się wtedy dokładnie tak, jak myślę, że czułaby się Hermiona. Coś jakby: "Wow, to naprawdę niedługo się skończy, tylko spójrzcie, ile osiągnęliśmy." Ten plan został zbudowany z widokiem na Studio Leavesden, gdzie właściwie dorastałam i gdzie spędziłam ostatnie 12 lat życia. Więc scena nie wymagała zbyt wiele gry aktorskiej. Wszystko, co potrzebne, miałam przed oczami.

Jak ci się wydaje, jakie cechy charakteru dzielisz z Hermioną?

- Nie ma ich już tak dużo, ale myślę, że jest to powaga, gorliwość jeśli chodzi o spełnianie wymagań i właściwe postępowanie oraz strach przed pakowaniem się w kłopoty. Jestem bardzo zapobiegliwa i podobnie jak Hermiona myślę trzy, cztery ruchy naprzód. Próbuję i dużo mędrkuje, co ona oczywiście też robi. Ona jest bardzo zdeterminowana, ja też. Lubię myśleć, że jestem tak samo lojalna, jak ona. Jestem też trochę feministką. Wyrażam swoje myśli w taki sam sposób, jak ona. Trudno powiedzieć, tak naprawdę. Czuję, że dałam tej postaci bardzo dużo z siebie i bardzo dużo z jej charakteru wzięłam dla siebie. Trudno jest mi już teraz odróżnić, trochę się ta granica zamazała. Ale to są na pewno niektóre z nich.

Przeczytaj recenzję filmu "Harry Potter i Insygnia Śmierci: Część 2" na stronach INTERIA.PL!

Czy możesz powiedzieć kilka słów o twoich gustach muzycznych i czy uważasz, że gusta muzyczne twoich amerykańskich przyjaciół różnią się od zamiłowań brytyjskich kolegów?

- Jest mnóstwo muzyki, której słucham i którą moi znajomi ze Stanów znają; wypełniamy luki. Nie sądzę, żeby istniały jakieś duże różnice.

- Jeśli chodzi o moje osobiste zamiłowania, duży wpływ mieli na nie moi rodzice. Mój tata kolekcjonuje płyty, więc gdy dorastałam puszczał mi Joni Mitchell i Suzanne Vegę. On kocha bluesa i uwielbia Chucka Berry'ego. Moja mama natomiast puszczała mi The Pretenders, Elvisa, Natalie and the Ten Thousand Maniacs. Ostatnio mój brat przekonuje mnie do klasycznego rocka. Słucham więc: Toma Petty'ego, The Cars, Pink Floyd, The Rolling Stones, The White Stripes.

- Kocham też tańczyć, więc słucham też Lady Gaga, Rihanny... Uważam, że Lykke Li jest wspaniała; ostatnio słucham jej płyty. Czego jeszcze? Wszystkiego tak naprawdę. Ostatnio słucham też trochę muzyki klasycznej. Kocham, kocham muzykę. Myślę, że to czasami doprowadza moich przyjaciół i rodzinę do szału, bo gdy tylko mogę, to słucham muzyki. To moja recepta na stres - nałożyć słuchawki od iPoda i chodzić, słuchając muzyki. Gdy tego potrzebuję, tak tworzę moją własną przestrzeń i uspokajam się, to mój sposób.

Możliwe, że zobaczymy cię na Broadwayu?

- No cóż. Sama nie wiem. Dan [Radcliffe] jest taki rewelacyjny, naprawdę zachwycający. Ja chyba muszę odważyć się na większą śmiałość, ale uwielbiam śpiewać; tak, kocham śpiew.

Jak zmieniłaś się przez te 10 lat jako osoba?

- Osobiście? Trudno powiedzieć, bo, co dosyć oczywiste, w okresie od 9. do 21. roku życia zmiany są nieuniknione - to etap dorastania. Ciężko powiedzieć, co nie jest częścią naturalnego procesu, a co wydarzyło się ponadto. Przeszłam drogę od dziewięcioletniej dziewczynki chodzącej do szkoły, do pracy na własny rachunek. Nauczyłam się też jak być aktorką, jak robi się filmy i, mam nadzieję, jak udzielać wywiadów.


- Wydaje mi się, że zawsze miałam dość silną świadomość tego, kim jestem. Ale miło jest przejść to wszystko i mieć poczucie, że zachowało się swoją tożsamość wbrew wszystkiemu, co mogłoby ją przez ten czas stłumić. Cieszę się z tego. Sądzę, że byłam dość upartą małą dziewczynką.

Teraz, gdy seria przygód Harry'ego dobiegła końca, zastanawiam się, który z filmów robiłaś z największą przyjemnością? I co dalej?

- Dla mnie dwa ostatnie filmy - "Insygnia Śmierci" Część 1 i Część 2 - naprawdę różnią się od całej reszty. Ich jakość jest rewelacyjna. A rola, jej głębia i to, jak obydwie są mroczne, dały mi niepowtarzalną szansę jako aktorce. I poczułam się jak prawdziwa aktorka. Przez pierwsze lata nie czułam, że tak naprawdę mam coś wspólnego z aktorstwem. To miłe, bo czuję, że mogę powiedzieć, że jestem aktorką i naprawdę w to wierzę.

- A jeśli chodzi o to, co dalej, to tego lata dużo podróżowałam, co było naprawdę ekscytujące. Oczywiście zmiany są zawsze przerażające, ale jestem bardzo podniecona. Czuje, że się otwieram, wchodzę w nowy rozdział, jakbym zaczynała od początku. To naprawdę pociągające. Jesienią wróciłam do szkoły. Jeszcze dwa lata do końca.

- Właśnie skończyłam kręcić film "The Perks of Being a Wallflower", co było naprawdę niezwykłym doświadczeniem. Spędziłam najlepsze sześć tygodni. I bardzo cieszę się z tego filmu. Zdobycie takiego doświadczenia poza Harrym Potterem naprawdę przekonało mnie, że to właśnie powinnam robić i że jestem tym dobra. To mnie w tym upewniło. A teraz myślę, że tylko czytanie, czytanie, czytanie i próba odkrycia ,co naprawdę do mnie przemawia i na czym naprawdę mi zależy. Szukanie dobrych reżyserów, którzy nadal będą mnie uczyć i pozwolą mi się kształcić. Teraz jestem podekscytowana ideą bycia aktorką w sposób, którego nie znałam, gdy byłam młodsza.

Grając w jednej z najpopularniejszych serii wszech czasów, stałaś się jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy. Jakie to uczucie?

- Poczułam to podczas pobytu w biednym miasteczku w Bangladeszu, gdy podszedł do mnie chłopiec i powiedział: "Ty jesteś tą dziewczyną z Harry'ego Pottera". Gdziekolwiek bym nie pojawiła się na całym świecie, nie ma miejsca, w którym nie byłby znany ten film. To absolutnie zdumiewające. On dociera do najdalszych zakątków świata i najmniej spodziewanych miejsc. Pomyślałam wtedy: " O rany, to niewiarygodne".

Czy łatwiej ci się obejść z taką sławą teraz, gdy jesteś starsza?

- Stało się to łatwiejsze, gdy ją zaakceptowałam, gdy się z nią w pewien sposób ostatecznie pogodziłam. Myślę, że miałam szczęście, bo nigdy nie zasmakowałam w prawdziwej wolności i anonimowości. Nie było tak, że je miałam i nagle ktoś mi je odebrał. Sława była czymś, co poznawałam dorastając, to był stopniowy proces. Nie znałam niczego innego, więc w pewien sposób stała się błogosławieństwem.


Wydaje się, że przez całą serię bohaterowie przechodzili sprawdziany odwagi. Jaką historię z twojego życia mogłabyś opowiedzieć jako przykład takiego sprawdzianu?

- To świetne pytanie. Wydaje mi się, że utarło się, że małe dziewczynki muszą być małymi księżniczkami, że powinny być delikatne i kruche. Ja bardziej identyfikuję się z wojowniczką, "fighterką". I jeśli miałabym być księżniczką, to byłabym wojowniczą księżniczką.

- Ale myślę, że czasami kobiety boją się czuć silne, mocne i odważne, jednak uważam, że powinny to przemóc. To rodzaj akceptacji. Nie ma się czego bać. Siła nie oznacza braku lęku, oznacza przezwyciężanie go. Czasami trzeba się przebić i mieć nadzieję.

- Było wiele chwil podczas kręcenia tego ostatniego filmu w Pittsburgu, "The Perks of Being a Wallflower", kiedy byłam przerażona. Pierwszego dnia strasznie się bałam, bo mam inny akcent, bo byłam na nowym planie w obcym kraju z ekipą, której nie znam i obsadą, której nie znam. Jest tam scena, kiedy naśladuję Susan Sarandon z "The Rocky Horror Picture Show", stoję w gorsecie przed nimi wszystkimi i próbując wykonać ten taniec. Czułam się idiotycznie.

- To zabawne, wciąż robię nowe rzeczy, które wymagają odwagi. Ale myślę, że wystarczy mieć trochę wiary w siebie i wiedzieć, że w końcu będzie dobrze.

Wspomniałaś, że tego lata podróżowałaś a teraz rozpoczęłaś szkołę. Do której szkoły chodzisz?

- Przez rok będę studiować anglistykę na Oxfordzie. Żeby się wytłumaczyć, nie zrezygnowałam z Uniwersytetu Browna; nadal jestem na liście. Jednak trzeci rok postanowiłam uczyć się za granicą - studiować w moim domu zagranicą. Więc do Stanów wrócę, żeby zaliczyć ostatni rok. Wzięłam urlop dziekański na jeden semestr, ale moje wysokie oceny pozwoliły mi to nadrobić, więc nie jestem w tyle. Z technicznego punktu widzenia nadal jestem na trzecim roku.

Dystrybutorem DVD i Blu-ray z filmem "Harry Potter i Insygnia śmierci: Część 2" jest Galapagos Films. INTERIA.PL jest patronem medialnym wydawnictwa.

Ciekawi Cię, co w najbliższym czasie trafi na ekrany - zobacz nasze zapowiedzi kinowe!

Chcesz obejrzeć film? Nie możesz zdecydować, który wybrać? Pomożemy - poczytaj nasze recenzje!

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje