Reklama

Reklama

Aleksandra Grabowska: Nie potrafię żyć bez aktorstwa

Aleksandra Grabowska pochodzi z artystycznej rodziny, jej rodzicami są aktorzy: Marta Konarska i Piotr Grabowski. Choć nie chciała pójść w ich ślady i została scenografem, to nie uciekła przed aktorskim przeznaczeniem, które dopadło ją na planie "Belfra". Aleksandrę Grabowską możemy od niedawna oglądać w "Na dobre i na złe", ale to właśnie rola Julki Molendy była dla niej przepustką do kariery.

Aleksandra Grabowska: Od scenografii do aktorstwa

Zanim zdecydowałaś się na studiowanie scenografii, myślałaś o tym, żeby zdawać na aktorstwo?

Aleksandra Grabowska: - Uczyłam się w 6-letniej ogólnokształcącej szkole sztuk pięknych i przez cały ten czas byłam ukierunkowana na zostanie artystą plastykiem. Właściwie już od dziecka wiedziałam, że pójdę na ASP. Moi rodzice utwierdzili mnie w tym, żebym wybrała scenografię, a nie aktorstwo. Kiedy byłam już na studiach, wydarzyła się przygoda z "Belfrem". Doznałam objawienia, że nie potrafię żyć bez aktorstwa. Postanowiłam jednak, że dokończę studia i zobaczę, jak się to wszystko potoczy. Potoczyło się chyba nie najgorzej: gram, a oprócz tego jestem scenografem i absolwentką Akademii Sztuk Pięknych. Na szczęście obie dziedziny udaje mi się łączyć.

Reklama

Po "Belfrze" przyszły kolejne propozycje serialowe, a także rola Stelli w filmie Patryka Vegi "Kobiety mafii 2". Udział w tym filmie utwierdził cię w przekonaniu, że aktorstwo to twoja droga?

- Tak, ta rola bardzo dużo mnie nauczyła. Była dla mnie jednym z ciekawszych wyzwań aktorskich. Moja postać na przestrzeni filmu przechodzi dużą przemianę. Znajduje się w bardzo skrajnych, granicznych sytuacjach, a rozpiętość jej przeżyć i emocji jest ogromna. Konstruowanie takiej postaci to bardzo ciekawe zadanie.

Miałaś obawy, czy sobie poradzisz w tej roli?

- Po przeczytaniu scenariusza największe obawy wzbudziło we mnie hobby mojej bohaterki, która... kradnie samochody. Zaczynając zdjęcia, nie miałam prawa jazdy. Egzamin zdałam za piątym razem i to w ostatniej chwili, na dzień przed rozpoczęciem scen samochodowych.

Twoi rodzice są aktorami. Jak dorastało się w aktorskiej rodzinie?

- Wspaniale, ale przy tym dość zwyczajnie. Przebywanie od dziecka blisko teatru i cudownych ludzi, którzy go tworzą, było bardzo otwierające i uwrażliwiające. Poza tym dorastanie w aktorskiej rodzinie nie różniło się specjalnie od dorastania w każdej innej. Dopiero gdy sama zaczęłam zajmować się aktorstwem, zdałam sobie sprawę, co przeżywali moi rodzice, jak znakomicie łączyli, i nadal łączą, bycie artystami z byciem rodzicami. Po latach zrozumiałam, jak naprawdę wygląda ten zawód.

Wcześniej znałaś tylko dobre strony aktorstwa, a kiedy sama zaczęłaś grać, poznałaś również cienie tego zawodu?

- Tak. Dowiedziałam się, że aktorstwo polega w dużej mierze na czekaniu, że nie zawsze jest realizacją w stu procentach naszych aspiracji, że jest też po prostu pracą. I że tylko od czasu do czasu trafiają się projekty, które są spełnieniem naszych marzeń.

Rodzice dają ci jakieś aktorskie uwagi?

- Mój tata jest tym, który ewentualnie radzi, daje mi wskazówki, podpowiada różne rzeczy. Czasami przygotowujemy się razem do castingów i to są bardzo inspirujące rozmowy dwojga artystów. To jest bardzo ciekawe spotkać się na zupełnie innym poziomie relacji.

Ze swoim tatą przygotowujesz spektakl "Seksmisja" na Scenie Relax: on odpowiada za reżyserię, ty za scenografię. Jak ci się z nim współpracuje?

- Dobrze, ale wymagająco. Ciekawie było wejść z kimś, kogo się zna prywatnie jako tatę, na poziom relacji zawodowej i poznać go z innej strony. Udało nam się wypracować wspólny język i myślę, że nasza współpraca była owocna. Próby trwały, mieliśmy już projekty scenografii i wchodziliśmy w kolejny etap pracy. Wtedy przyszła pandemia i na tę chwilę premiera jest przesunięta.

Tata od córki wymaga więcej?

- Nie, on po prostu wymaga bardzo dużo od siebie i zależy mu na efekcie końcowym. Pod tym względem jesteśmy do siebie podobni. W pracy jesteśmy perfekcjonistami i nie umiemy niczego odpuścić. Wszystko musimy mieć zaplanowane, poparte konkretnym planem działania i wizją. Pracując w teatrze nauczyłam się jednak, że nie wszystko da się przewidzieć i zaplanować. Czasami trzeba zostawić przestrzeń na pewne rzeczy, które dzieją się w swoim naturalnym rytmie i być otwartym na to, co się wydarzy.

Adriana Nitkiewicz/AKPA

AKPA
Dowiedz się więcej na temat: Aleksandra Grabowska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje