Reklama

"Żona": W cieniu ukochanego

"Żona" to dramat w reżyserii laureata Srebrnego Niedźwiedzia Björna Runge’a. W filmowej adaptacji powieści Meg Wolitzer w tytułową rolę wcieliła się Glenn Close.

Glenn Close i Jonathan Pryce w scenie z "Żony"

Po prawie 40 latach małżeństwa, Joan i Joe Castlemanowie (Glenn Close i Jonathan Pryce) stanowią uzupełniający się wzajemnie duet. Joe lubi brylować, Joan jest nieśmiała. Joe nie przykłada wagi do ubioru, Joan jest zawsze elegancka. Joe jest nieco próżny, Joan skromna. Joe chełpi się swoją publiczną rolą jednego z Wielkich Amerykańskich Powieściopisarzy, Joan tymczasem dzieli się swym intelektem, wdziękiem i dyplomacją w prywatnym życiu, spełniając się jako Żona Wielkiego Pisarza. To ona dba o dom, kontakt z dorosłymi już dziećmi, pamięta, by Joe zażył lekarstwa o określonej porze. To prawda, zdarzają jej się gorsze chwile, ale jej naturalna godność i poczucie humoru pozwalają pozostawić te chwile w ukryciu.

Reklama

Rok 1993, Joe dowiaduje się, że jego literacki dorobek zostanie uhonorowany literacką Nagrodą Nobla. Jego gwiazda rozbłysła, kiedy poznał Joan w późnych latach pięćdziesiątych XX wieku. Był wtedy jej (żonatym) nauczycielem.

Film zestawia historię pary z ich niezwykłą młodzieńczą pasją i ambicjami oraz portretem tych samych ludzi trzydzieści lat później. Z całym dorobkiem kompromisów, sekretów, zdrad, ale i niezwykłą wzajemną miłością. Obserwujemy wzloty i upadki, które składają się na życie pary - od lat sześćdziesiątych po 1993 rok i dzisiejszą perspektywę.

W drodze do Sztokholmu małżeństwu towarzyszy syn David (Max Irons), aspirujący pisarz, który uważa, że matka nie docenia swego wkładu w karierę męża. A to nie jedyny gość towarzyszący tej podróży. Jest z nimi również Nathaniel Bone (Christian Slater), dziennikarz pracujący nad biografią Castlemana - autoryzowaną lub nieautoryzowaną. Miedzy tymi wszystkim mężczyznami, pewnymi siebie, aroganckimi, jest ona. Joan. Zawsze tajemniczo uśmiechnięta.

Kiedy poznajemy przeszłość Joan, okazuje się, że była utalentowaną studentką, której próby pisarskie były niezwykle obiecujące. Na tyle, że potrafiła przykuć uwagę przystojnego nauczyciela literatury, swego późniejszego męża. Podczas zajęć Joan poznaje zgorzkniałą pisarkę (Elizabeth McGovern), to ona daje jej ważną lekcję - by nigdy nie starała się zostać "pisarką" - bo publiczność na zawsze przyklei jej łatkę "kobiety piszącej", co w jej opinii równa się niepoważnemu traktowaniu, degradacji w świecie piszących mężczyzn.

Kiedy Joan i Joe się poznają, różni ich właściwie wszystko. Przede wszystkim pochodzenie. Joan pochodzi z uprzywilejowanego, bogatego domu, Joe jest ubogim Żydem. Joan otrzymuje posadę w wydawnictwie, na każdym kroku spotykając się z seksizmem w świecie, w którym to mężczyźni rozdają karty i decydują o tym, czyją literaturę należy traktować poważnie. Dzięki pracy w wydawnictwie, Joan udaje się kreować karierę męża, przedstawiając go światu jako literacką sensację. Mijają lata i spotykamy się w Sztokholmie, jego Nobel to efekt jej ciężkiej pracy.

To właśnie tam Joan obserwuje romans męża z młodą fotograficzką, która pracuje przy dokumentowaniu publicznego życia pisarza. To nie pierwszy romans jej męża. Zawsze podchodziła do nich ze stoickim spokojem, tym razem ma dość. To moment, w którym rozumie, że nie chce być w cieniu. A to zmieni wszystko...

Takie scenariusze, historia długiego, skomplikowanego związku dwojga ludzi, to dla aktorów nieczęsta szansa na pokazanie swego talentu w całej okazałości. - Ten film jest jak koncert na dwa instrumenty - mówi reżyser Björn Runge - Glenn Close i Jonathan Pryce są tu jak dwoje solistów, którzy perfekcyjnie współgrają. Moją ambicją reżyserską jest dawanie aktorom wolności, to oni muszą odnaleźć tę muzykę, pozwolić sobie na improwizację. Dlatego publiczność zobaczy wspaniały, zniuansowany, elektryzujący koncert.

Scenariusz autorstwa Jane Anderson ("Olive Kitteridge") powstał na podstawie książki Meg Wolitzer. - Kiedy pisałam scenariusz - mówi Anderson - zawsze pytałam samą siebie, o czym będzie rozmawiać publiczność, kiedy wyjdzie z kina. I myślę, że będzie rozmawiać o kompromisach, na które jesteśmy skazani, jeśli chcemy stworzyć długotrwały związek. Czy mamy sekrety, które trzymamy dla siebie, by nie narażać naszego małżeństwa? Chodzi o te sekrety, które ma każda rodzina. Czy szanujemy swojego męża, swoją żonę? Czy udałoby nam się dokonać tego, czego dokonali Joe i Joan Castlemanowie przez 40 lat małżeństwa?

- To nie jest prosta, czarno-biała opowieść - mówi Glenn Close - Tak naprawdę ten film jest o sile, sile, do której dojrzewa Joan. Myślę, że dziś niełatwo nam sobie wyobrazić, jak to jest żyć w świecie, w którym od kobiet nie oczekiwano tego, czego oczekiwano od mężczyzn. Joan ma w sobie duszę artystki, ciekawość, niezwykłą wyobraźnię, a jej brak wiary w siebie jest wynikiem czasów, w jakich żyła jako młoda kobieta. Staraliśmy się z Jane i Björnem nie pokazać ofiary, Joan się za taką na pewno nie uważa. To bardzo skomplikowana w swych subtelnościach opowieść.

- Musiałam uwierzyć w emocje Joan, zrozumieć. Ślęczałam więc nad scenariuszem, mówiąc "Tego nie kupuję, w to wierzę. Potrzebuję tego, tego nie potrzebuję". Włożyłam w tę postać mnóstwo pracy. Uwierzenie w Joan to były poszukiwania, praca. Niewiele postaci wymaga aż takiego zaangażowania emocjonalnego - przyznaje Glenn Close, aktorka sześciokrotnie (!) nominowana do Oscara, której kariera trwa nieprzerwanie od czterech dekad.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Żona

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje