Reklama

Reklama

Zofia Marcinkowska: Tak zgasła wschodząca gwiazda kina! O jej śmierci krążyły legendy

Była wschodzącą gwiazdą polskiej kinematografii. Wielu wróżyło jej wielką karierę, zachwycając się jej urodą. Jednak największy rozgłos zdobyła po śmierci. W jej krakowskim mieszkaniu rozegrał się prawdziwy dramat. Przekonana, że zabiła swojego kochanka, Zofia Marcinkowska skazała się na powolną śmierć.

Miała szansę na zrobienie wielkiej kariery

Zofia Marcinkowska miała szansę zostać jedną z największych aktorek powojennej Polski. Osoby, które miały okazję zobaczyć ją na ekranie, mówiły, że posiadała niezwykły talent aktorski, a swoją urodą potrafiła onieśmielić każdego mężczyznę.

O losach Marcinkowskiej z czasów przed jej filmowym debiutem wiadomo niewiele. Z dostępnych informacji wynika, że urodziła się 22 października 1940 roku w Wieliczce. Po skończeniu szkoły, podjęła studia aktorskie w krakowskiej PWST. Dyplom obroniła w stolicy. Po raz pierwszy pojawiła się na ekranie w 1959 roku w filmie "Lunatycy", występując w roli dziennikarki Basi Witeckiej. Zagrała także epizodyczną rolę w filmie "Weekendy". Największą rozpoznawalność przyniósł jej występ w produkcji "Lunatycy", w której wcieliła się w rolę pięknej Lucyny. 

Zofia Marcinkowska uwiodła Bohdana Łazukę

Reklama

Marcinkowska była niewątpliwie urokliwą kobietą, dzięki czemu cieszyła się niemałym zainteresowaniem mężczyzn. Jej adoratorzy ze smutkiem przyjęli informację o tym, że piękna dziewczyna wdała się w romans z Bohdanem Łazuką. Poznali się w czasie, gdy początkująca artystka przeniosła się do Warszawy, by dokończyć studia. 

Ich romans nie trwał jednak zbyt długo. Zofia nie zamierzała rezygnować z marzeń o karierze dla przelotnej miłości. Pewnego dnia po prostu zniknęła. Łazuka odkrył, że jego kochanka postanowiła wrócić do Krakowa, gdzie znalazła zatrudnienie w Starym Teatrze im. Heleny Modrzejewskiej.

Zofia Marcinkowska w "Nikt nie woła"

Rola ślicznej Lucyny w filmie Kazimierza Kutza mogła być przełomem w jej karierze. Choć sama produkcja spotkała się z raczej chłodnym przyjęciem ze strony recenzentów, piękna Marcinkowska zdołała zaskarbić sobie sympatię widzów.

Widzowie, a zwłaszcza ich męska część, dostrzegała w Marcinkowskiej trudną do zdefiniowania mieszkankę tajemniczości i erotyzmu. Dostrzegał to także sam Kazimierz Kutz.

Wszyscy mieli nadzieję, że pamiętny występ Marcinkowskiej w roli Lucyny w "Nikt nie woła" będzie początkiem jej wielkiej kariery. Stało się jednak zupełnie inaczej. Dobrze zapowiadającą się, choć krótką, karierę Zofii Marcinkowskiej przerwała tragedia, do której doprowadziła seria innych, równie dramatycznych wydarzeń. 

O śmierci Zofii Marcinkowskiej krążyły legendy

Marcinkowska wierzyła, że drzwi do świata filmu stanęły przed nią otworem. Miała wszystko, czego mogła pragnąć aspirująca gwiazda - urodę, talent i wciąż powiększające się grono wielbicieli. Nie spodziewała się, że kres jej karierze i życiu położy miłość.

Aktorka związała się z kolegą po fachu Zbigniewem Wójcikiem, którego poznała występując na deskach krakowskich teatrów. Zauroczenie partnerem szybko przerodziło się u aktorki w niezdrową fascynację, przez którą nie potrafiła zmusić się do odejścia od Wójcika w chwili, gdy odkryła, że zdecydowanie za często sięga po kieliszek i jest wobec niej agresywny. Cierpliwie znosiła jego zachowanie, licząc na to, że w końcu się opamięta. Ten jednak nie zamierzał zmieniać swojego zachowania. Pił i bił do chwili, w której Zofia postanowiła położyć kres jego pijackim szaleństwom. Popchnęła go tak mocno, że wytrąciła go z równowagi. Wójcik zatoczył się i upadł, uderzając głową w zlew.

Była przekonana, że go zabiła. Natychmiast zaczęła żałować tego, co zrobiła i nie potrafiąc otrząsnąć się z szoku, odkręciła gaz, skazując się na powolną śmierć. Gdy kilka godzin później ciała Zofii i Zbigniewa zostały znalezione, lekarze stwierdzili, że uderzenie o zlewozmywak najprawdopodobniej wcale nie było przyczyną zgonu Wójcika...

Plotki o niespełnionej karierze, marzeniach i nieszczęśliwej miłości Zofii Marcinkowskiej krążyły po salonach przez kolejne lata.

Zobacz też: 
"Kogel Mogel 4": Gwiazdy na uroczystej premierze

"Krzyk": Piąta część kultowego cyklu

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Zofia Marcinkowska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje