"Zjednoczone Stany Miłości": Cztery kobiety

Łukasz Simlat i Julia Kijowska w filmie "Zjednoczone Stany Miłości" /materiały dystrybutora

29 lipca na ekrany polskich kin trafi nagrodzone Srebrnym Niedźwiedziem na festiwalu filmowym w Berlinie "Zjednoczone Stany Miłości" w reżyserii Tomasza Wasilewskiego.

Reklama

Akcja "Zjednoczonych Stanów miłości" rozpoczyna się w 1990 roku. Mimo że nastała już wolność, cały czas czuć ducha poprzedniej epoki. Cztery pozornie szczęśliwe kobiety w różnym wieku łączy nieodparte pragnienie zmiany swojego życia. Nowy świat w transformacji budzi w nich lęki, ale też wyzwala tłumione pragnienia.

Agata (Julia Kijowska), młoda matka uwięziona w pozbawionym namiętności małżeństwie, szuka ucieczki w niemożliwej do spełnienia miłości. Renata (Dorota Kolak) jest nauczycielką zafascynowaną swoją młodszą sąsiadką Marzeną (Marta Nieradkiewicz) - prowincjonalną królową piękności, której mąż pracuje w RFN. Siostra Marzeny, Iza (Magdalena Cielecka), jest dyrektorką szkoły i sekretną kochanką ojca jednej z uczennic.

Reklama

Za reżyserię i scenariusz odpowiada Tomasz Wasilewski. Jest to jego trzeci film, po "W sypialni (2012) i "Płynących wieżowcach" (2013).

- W "Zjednoczonych Stanach Miłości" najważniejsze są emocje bohaterów, szczególnie kobiet. To przede wszystkim one "rozdają karty", gubiąc się pomiędzy tym czego pragną, a tym co mają. Jest to najbliższy mi rodzaj kina. Kino emocjonalne, opisujące człowieka pod wieloma aspektami. Przyglądające się mu, jego codziennemu życiu, najprostszym, nawet banalnym sprawom. To właśnie one budują jego świat, opisują go jako jednostkę, tak samo, jak człowieka żyjącego w symbiozie z innymi ludźmi, dając tym samym obraz społeczeństwa - tłumaczy reżyser Tomasz Wasilewski.

- Prawda, którą niesie w sobie człowiek jest najbardziej fascynująca. Głęboko wierzę, że jeśli pojawia się ona na ekranie, jeśli bohaterowie są prawdziwi, jest ogromna szansa, iż widz utożsamia się z nimi i z samym filmem. Nie ma znaczenia różnica wieku, geografia filmu, czy płeć. Najważniejsze są emocje, które i dla bohatera, i dla widza stały się jednością - dodaje reżyser.

Krytyk Łukasz Maciejewski nazywa Wasilewskiego "reżyserem kobiet". "Podobnie jak Pedro Almodóvar, Quentin Tarantino czy Woody Allen, Tomasz Wasilewski -na polskim gruncie -ma talent do odkrywania nowych nazwisk i tworzenia galerii imponujących postaci kobiecych" - uważa Maciejewski.

Autorem zdjęć jest Oleg Mutu (operator ten był odpowiedzialny za zdjęcia m.in. do nagrodzonego Złotą Palmą "4 miesiące, 3 tygodnie i 2 dni" Cristiana Mungiu i "We mgle" Siergieja Łoźnicy).

- Zależało mi, by "Zjednoczone Stany Miłości" były filmem wizualnie pięknym. Bardzo ważna jest dbałość o estetykę kadrów. Nie są one przypadkowe, a wręcz realistyczno -fotograficzne. Kamera płynnie pokazuje bohaterów i ich otoczenie. Z drugiej jednak strony jest na tyle "odważna i bezczelna", że zbliża się do nich na jak najmniejszą odległość, odzierając ich ze wszystkich zasłon, obnaża widzom ich wnętrze - deklaruje Wasilewski.

"Zjednoczone Stany Miłości" prezentowany były premierowo w Konkursie Głównym festiwalu filmowego w Berlinie. Wasilewski został nagrodzony Srebrnym Niedźwiedziem za najlepszy scenariusz.

"Wszystkie cztery aktorki zasługują na pochwałę za mocne, wyraziste występy. Julia Kijowska i Magdalena Cielecka mają kontrolowaną, lecz kruchą intensywność. Samotność bohaterki granej przez Dorotę Kolak jest przytłaczająca, zwłaszcza w momencie, w którym wzbierają w niej tłumione emocje, a jej bohaterka nie wie, co z nimi zrobić. Bohaterka grana przez Martę Nieradkiewicz wydaje się być najbardziej godna współczucia. Marta Nieradkiewicz trzyma swoją postać w ryzach aż do prawdziwie gorzkiego końca" - chwalił polski film na łamach "Variety" Jay Weissberg.

"Zjednoczone Stany miłości" trafią na ekrany polskich kin 29 lipca.

Dowiedz się więcej na temat: Zjednoczone Stany Miłości

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje