Reklama

Zdzisław Maklakiewicz: Mistrz drugiego planu

35 lat temu, 9 października 1977 roku, przed warszawskim hotelem Bristol znaleziono ciało Zdzisława Maklakiewicza, nieśmiertelnego inżyniera Mamonia z "Rejsu" Marka Piwowskiego. Wspólnie z Janem Himilsbachem stworzyli najbarwniejszy aktorski duet w historii polskiego kina.

Z encyklopedii

Reklama

Zdzisław Maklakiewicz urodził się 9 lipca 1927 roku w Warszawie, w rodzinie rodowitych warszawiaków. Jego ojciec był ekonomistą, matka zajmowała się domem. Zdzisław był bratankiem kompozytorów: Jana, Franciszka i Tadeusza. Służył w Armii Krajowej, posługując się pseudonimem "Hanzem" i brał czynny udział w powstaniu warszawskim. W 1947 roku rozpoczął w Krakowie studia aktorskie, przenosząc się później na PWST w Warszawie, którą ukończył w 1950 roku jako jeden z pierwszych jej absolwentów. Podjął również studia na wydziale reżyserii, których jednak nie ukończył.

Tuż po zdobyciu dyplomu zadebiutował w warszawskim Teatrze Syrena niewielką rolę Montera w programie "Panie Dobrodzieju". Na deskach tego teatru występował do 1952 roku, będąc równocześnie aktorem Teatru Polskiego. Grał również w Teatrze Ludowym - zarówno w Warszawie, jak i Nowej Hucie, w Teatrze Wybrzeże w Gdańsku, Kameralnym i Polskim we Wrocławiu, a także krakowskim Starym Teatrze. Pod koniec życia związany był z teatrami warszawskimi: Narodowym i Rozmaitości.

Jako aktor filmowy debiutował w 1960 roku w filmie "Wspólny pokój" Wojciecha Jerzego Hasa. Pojawił się również w innych obrazach tego reżysera, m.in. w "Złocie" (1961), "Jak być kochaną" (1962), "Rękopisie znalezionym w Saragossie" (1964) i "Lalce" (1968).

Inteligent? W okularach!

Zdzisław Maklakiewicz zagrał w ponad 100 filmach. Występował głównie jako aktor drugiego planu. "Nikt nie potrafi grać postaci pozornie pospolitych i nieciekawych tak przenikliwie jak Maklakiewicz" - powiedział o nim Tadeusz Konwicki.

Maklakiewicz, mimo że najczęściej grał przedstawicieli lumpenproletariatu, sam pochodził z inteligenckiej rodziny. Jego wujek był świetnym kompozytorem, a Maklakiewicz grał dobrze na pianinie.

"Na początku Zdzisio grywał amantów. Przezywali go w teatrze 'Pupal', bo był jak utyte, lekko zapuchnięte dziecko. I może pozostałby przy rolach fircyków, gdyby nie spotkał w 'Rejsie' Himilsbacha. To była obustronna fascynacja, która zmieniła się w związek typu miłość/nienawiść" - wspomina reżyser Janusz Kondratiuk, który pracował z Maklakiewiczem na planie "Dziewczyn do wzięcia".

Zobacz film dokumentalny o Zdzisławie Maklakiewiczu:


Najbardziej niezapomnianą filmową kreację Maklakiewicz stworzył właśnie w "Rejsie" Marka Piwowskiego. Zagrał inżyniera Mamonia - "inteligenta", który razem z granym przez Himilsbacha Sidorowskim ocenia kondycję polskiego kina.

"Maklakiewicz sam wymyślił sobie rekwizyt w postaci wielkich przeciwsłonecznych okularów, których normalnie nie nosił" - przypomina sobie Piwowski. Asystent reżysera Feridun Erol cytuje zaś słowa aktora: "Jak mam zagrać inteligenta, to muszę założyć okulary".

Litr wódki dziennie

"Miał bardzo zdrowy osąd świata i kolegów, ale z Himilsbachem wypijali dziennie litr albo półtora na głowę" - wspomina Janusz Kondratiuk.

Według anegdotycznej opinii, "Rejs" nakręcono po to, żeby Jan Himilsbach miał pieniądze na wódkę. Jedna z najsłynniejszych scen filmu, w której Zdzisław Maklakiewicz wygłasza monolog o stanie polskiego kina, nakręcona została "na procentach".

"Scena monologu o polskim filmie wydawała się łatwa. To było jedno ujęcie. Sądziliśmy więc, że nakręcimy je bardzo szybko. Normalnie powinniśmy wszystko zrealizować w godzinę, straciliśmy jednak cały dzień. Najpierw upił się Maklakiewicz. Gdy zabraliśmy się intensywnie za jego trzeźwienie, urżnął się Himilsbach. Albo jeden, albo drugi był pijany. To, co jest na filmie, to jedyna wersja, na której nie widać, że aktorzy są zamroczeni. Istniał tekst monologu o polskim kinie, ale Maklakiewicz miał kłopoty z powtórzeniem go. Był jednak profesjonalistą i improwizował na planie" - wspomina operator "Rejsu" Marek Nowicki.

Zobacz fragment filmu "Rejs":


"Sława nieśmiertelnych alkoholowych wyczynów Mamonia i Sidorowskiego obiegła świat. Dlatego pewna amerykańska firma chciała reklamować swoją wódkę, pokazując na bilbordach fotografie duetu Maklakiewicz-Himilsbach oraz napis 'Popłyniemy w rejs'" - pisał w książce "Wniebowzięci" Maciej Łuczak.

Patyczek dla Wajdy

Mimo że to Himilsbach był pisarzem, Janusz Kondratiuk większy talent literacki dostrzegł u Maklakiewicza.

"[Posiadał] umiejętność opisywania rzeczywistości. Aktorzy na ogół są narcyzami, skupiają się na sobie: ja wchodzę. Co oni o mnie myślą? Jak wyglądam? Chyba mi włosy trzeba poprawić. A on uważnie obserwował. Wieczorem, gdy był już wolny, przy stoliku - w SPATIF-ie czy Kameralnej - zapisywał na kartkach różne zdania, tworzył scenki z tego, co zobaczył, dorabiał puenty. I opowiadał to ludziom. Ten stolik był jak teatr jednego aktora"- zapamiętał Kondratiuk.

"Najlepsze swoje aktorskie role Maklakiewicz zagrał właśnie w SPATIF-ie" - jest przekonany Marek Piwowski. "Tylko tam był w pełni przekonujący i absolutnie wiarygodny. Gdy inni bywalcy tego miejsca opowiadali prawdziwe zdarzenia, to Maklak odgrywał wymyślone przez sienie scenki, przedstawiał własne scenariusze" - dodaje reżyser "Rejsu".

Najwybitniejszym kawiarnianym wyczynem Maklakiewicza było "sprzedanie" Andrzejowi Wajdzie pomysłu na film o patyczku.

"Reżyser, który w latach 70. miał wielką siłę przebicia, bardzo zapalił się do tego projektu. Następnego dnia powstało kierownictwo produkcji filmu 'Patyczek', które od razu miało papier formowy, pieczątki i druki. Jak wszystko zostało już zorganizowane, wydało się, że nie ma scenariusza. Wajda natychmiast zadzwonił do Maklaka. Okazało się oczywiście, że scenariusz wywietrzał pomysłodawcy z głowy wraz z alkoholem" - śmieje się Piwowski.

O co chodziło w historii o patyczku? Tomasz Lengren zapamiętał, jak Maklakiewicz stał pewnego dnia na moście z patykiem w ręku i rzuciwszy drewno do wody krzyknął: "Robimy film".

"Potem mnie pyta: 'No, jak to się nazywa, no ten taki ruch kamerą?' Pokazuje coś dłonią. 'Panorama' - odpowiadam. 'No właśnie, panoramujemy, jak patyk spada do wody'. 'A potem co, ujęcie twojej twarzy?' - pytam. 'Nie, to już będzie koniec. Przecież to jest film psychologiczny'" - relacjonował Lengren.

Nie ma jak u mamy

Maklakiewiczowi towarzyszyła etykietka kobieciarza. Sam jednak nie potrafił poukładać swoich spraw sercowych. "Ani okupacja, ani żadne inne historie nie dały mi tak, jak te dwie moje żony" - jego bohater żalił się w filmie "Wniebowzięci".

"Kiedy zaraz po uzyskaniu rozwodu ożenił się ponownie, zapytałem go, czy tu chodzi o seks. 'Nie, erotyka nie ma tu nic do rzeczy' -odpowiedział. 'Słuchaj, jak ci w nocy krokodyl zaczyna pożerać stopę, potem kolano, i w końcu masz jego paszczę nad głową, musi być ktoś, kto cię weźmie za rękę i powie: Zdzisiu, Zdzisiu, słuchaj, przecież nie ma krokodyla'. Myślałem, że to taki dowcip, ale była to prawdziwa wizja, jego nocny koszmar" - wspomina kolegę Adam Hanuszkiewicz.

Po wszystkich miłosnych rozczarowaniach Maklakiewicz zawsze wracał do matki. Kiedy jedna z żon postawiła mu ultimatum: ja albo matka, bez wahania porzucił "ukochaną".

"To było duże dziecko" - wspomina aktora Janusz Kondratiuk. "Maklakiewicz swoją matkę, z którą dzielił przeżycia okupacyjne, nazywał Ciesiuchną. Gdy wychodził z domu i zapomniał zapałek, wołał z ulicy, aby mu je rzuciła. Wówczas z góry spadało pudełko. W środku oprócz zapałek był zazwyczaj misternie złożony banknot stuzłotowy" - dodaje Maciej Łuczak i zwraca uwagę na telewizyjny film Jerzego Gruzy "Przyjęcie na dziesięć osób plus trzy", w którym sparodiowane zostały relacje Maklakiewicza z matką.

Zobacz fragment filmu "Przyjęcie na dziesięć osób plus trzy":


Pokazał, jak powinno się umierać

W serialu Janusza Morgensterna "Polskie drogi" Maklakiewicz zagrał umierającego nauczyciela tańca.

"Można by to zagrać serio, monumentalizując. Ale Zdzisio gra odwrotnie - demoluje postać, gra zniszczonego człowieka, pijaka, który umiera nie dlatego, że zabijają go Niemcy, ale dlatego, że pada na serce. Wielcy aktorzy z reguły nie chcą być serio, z tego żyją. On był sieriozności wyzbyty. Nie pokazywał wielkości, patosu i pięknego człowieka, tylko raczej to, jakim słabym gatunkiem jesteśmy"- wspominał Janusz Kondratiuk.

O tym, że podobnie jak na ekranie zachowywał się również w życiu, świadczy przytoczona przez Macieja Łuczaka anegdotka.

"Parę tygodni przed śmiercią widziano go o piątej nad ranem, paradującego na Dworcu Centralnym w Warszawie w rozpiętym kożuchu zarzuconym na ramiona. W ręku trzymał butelkę. Za nim ciągnęła kapela cygańska. Znowu wypił za dużo. (...) Janusz Głowacki zawsze powtarzał, że w czasach, kiedy w dobrym tonie było marnowanie talentów, 'Zdzisio robił to w sposób niezrównany'" - pisał Łuczak w książce "Wniebowzięci".

Maklakiewicza znaleziono 9 października 1977 roku nieprzytomnego na Krakowskim Przedmieściu pod hotelem Bristol. Miał 50 lat.

"Znam tylko plotki. Pierwsza mówi, że Zdzisio sprzedał jakiś obraz, który miał w domu, i ze zdobytymi w ten sposób pieniędzmi poszedł do dyskoteki w Bristolu. Pod Bristolem ktoś dał mu w łeb. Zabrało go pogotowie. Nie wiedzieli, że miał cukrzycę. Wpadł w śpiączkę cukrzycową. Druga plotka mówi, że Zdzisio miał romans z panią prowadzącą kwiaciarnię. I że raz już został pobity przez zakochanego w niej mężczyznę. Być może ten człowiek znów go uderzył" - opowiedział o okolicznościach śmierci Maklakiewicza Janusz Kondratiuk.

Pogrzeb Maklakiewicza odbył się na Powązkach. "Na jego grobie Janek Himilsbach nie położył, jak wszyscy, kwiatów, ale pudełko czekoladek" - przypomina sobie reżyser "Rejsu" Marek Piwowski.

Andrzej Kondratiuk zapamiętał zaś, że "Janek nawet zamurowywał Zdziśka". "Chociaż był fachowcem, to jednak ręce mu bardzo latały. Przecież zamurowywał swojego najlepszego kumpla" - dodał twórca "Jak to się robi".

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

W tekście wykorzystano cytaty z książki Macieja Łuczaka "Wniebowzięci, czyli jak się robi hydrozagadkę" (Warszawa 2004) oraz wywiadu z Januszem Kondratiukiem przeprowadzonego przez Jacka Szczerbę ("Maklak i syrenka" [w:] "Gazeta Wyborcza", 12.07.2010)

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Chcesz poznać lepiej swoich ulubionych artystów? Poczytaj nasze wywiady, a dowiesz się wielu interesujących rzeczy!

Ciekawi Cię, co w najbliższym czasie trafi na ekrany - zobacz nasze zapowiedzi kinowe!

Chcesz obejrzeć film? Nie możesz zdecydować, który wybrać? Pomożemy - poczytaj nasze recenzje!

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje