Reklama

Zbigniew Zapasiewicz: Jak aktor nie przychodzi na spektakl, to znaczy że nie żyje

Zbigniew Zapasiewicz

Zagrał wiele wybitnych ról, w teatrze bardzo różnorodnych, co szczególnie cenił. W filmie, który początkowo traktował jak coś gorszego niż scena, też odnosił sukcesy. Stał się symbolem polskiego inteligenta, w którego wcielał się najczęściej, m.in. w "Bez znieczulenia" i "Matce Królów". To zaszufladkowanie go drażniło.

Reklama

Ale właśnie brawurowo zagrany docent Szelestowski w "Barwach ochronnych" sprawił, że zainteresował się nim Warren Beatty. Widział go w swoim filmie "Czerwoni" jako Zinowjewa. Niestety, władze PRL zablokowały wyjazd Zapasiewicza na Zachód, bo radziecki reżyser Siergiej Bondarczuk uznał, że Beatty ukradł mu scenariusz. Rolę zagrał Jerzy Kosiński.

Aktor do końca intensywnie pracował, ostatni raz stał na scenie kilka dni przed śmiercią. Choć wciąż tworzył nowe wybitne role, musiał przełknąć gorzką pigułkę, bo przedstawiciele dochodzącej coraz silniej do głosu w teatrze nowej fali twierdzili, że jego aktorstwo jest zimne i archaiczne. "Umarły wartości, dla których zacząłem to robić. Gdybym wiedział, że tak się stanie, to bym się temu nie poświęcił" - wyznał z żalem.

Zmarł 14 lipca 2009 r. Spoczął na Powązkach obok Tadeusza Łomnickiego i Zbigniewa Religi.

Życie na Gorąco Retro

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Zbigniew Zapasiewicz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje