Reklama

Reklama

Waldemar Pokromski: Człowiek, który daje nową twarz aktorom

Za spektakularną metamorfozę Mateusza Kościukiewicza, który w filmie "Twarz", zagrał człowieka po przeszczepie twarzy, odpowiadał doświadczony charakteryzator Waldemar Pokromski. Każdego dnia zakładanie maski aktorowi i jej zdejmowanie zajmowało mu około czterech godzin.

Mateusz Kościukiewicz w filmie Małgorzaty Szumowskiej "Twarz"

Waldemar Pokromski to luminarz wśród polskich charakteryzatorów. Pracował przy trzech oscarowych filmach - "Liście Schindlera", "Pianiście" i "Fałszerzach". W 2015 r. otrzymał Złoty Medal "Zasłużony Kulturze - Gloria Artis". Jest członkiem Europejskiej Akademii Filmowej.

Pokromski ma 71 lat i wciąż realizuje kolejne projekty. Obecnie możemy oglądać w kinach "Twarz" w reżyserii Małgorzaty Szumowskiej. W tym filmie Pokromski miał bardzo duże pole do popisu, jako charakteryzator.

Najważniejszym zadaniem Pokromskiego było stworzenie maski, którą miał nosić Mateusz Kościukiewicz, wcielający się w człowieka po przeszczepie twarzy. Ponieważ film po części jest inspirowany autentyczną historią Grzegorza Galasińskiego, który jako pierwszy w Polsce przeszedł właśnie taką rewolucyjną operację, charakteryzator rozpoczął pracę od przestudiowania zdjęć nowej twarzy Galasińskiego.

Reklama

"Dokonałem odlewu twarzy Mateusza. Na tym odlewie wyrzeźbiłem maskę z miękkiego silikonu piankowego, który przysysa się do skóry. Dzięki takiemu materiałowi uzyskujemy autentyczną mimikę" - mówi PAP Life Pokromski. W masce były otwory na oczy. "Oczy najtrudniej zmienić i to właściwie zadecydowało, że nie wzięliśmy dwóch aktorów, że Mateusz zagrał dwie role" - wyjaśnia Pokromski.

Kościukiewicz i Pokromski jako pierwsi pojawiali się na planie i jako ostatni z niego schodzili. Nieraz rozpoczynali pracę o 4 czy 5 nad ranem. Charakteryzacja trwała około trzech godzin, natomiast zdjęcie maski zabierało godzinę.

"Na każdy dzień była nowa maska. Maska była wykonana z takiego materiału i za pomocą takiej techniki, że nie można było użyć jej drugi raz. Przy jej zdejmowaniu dochodziło do różnych uszkodzeń" - opowiada Pokromski. Charakteryzator zostawił sobie na pamiątkę dwie maski.

Pokromski przyznaje, że w jego pracy trzeba mieć cierpliwość i wytrwałość, by wykończyć wszystkie szczegóły tak, żeby widz czuł, że to, co pojawia się na ekranie, jest prawdziwe. "Jak się lubi swój zawód, to nie jest taki trudny" - stwierdza.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje