Reklama

W latach 90. nas gorszyli! A teraz?

Pod koniec lat 90. z wypiekami na twarzy oglądaliśmy ekranowe bezeceństwa serwowane nam przez twórców "American Pie". Teraz - gdy minęło trzynaście lat od premiery filmu, który zapoczątkował kultową dziś serię - możemy jeszcze raz spotkać się z jej bohaterami za sprawą "Zjazdu absolwentów".

Alkohol, imprezy i seks

Reklama

Mimo że komedia szkolna (high school comedy) jest obecna w Hollywood niemal od zarania jego dziejów, to gdyby przypadkowa osoba spytała nas o najlepszy przykład tejże, chyba każdy bez wahania odpowiedziałby: "American Pie".

I chociaż przynajmniej dekadę wcześniej na artystyczne wyżyny starał się wznieść filmy o licealistach John Hughes (m.in. "Szesnaście świeczek" i "Klub winowajców") - który odkrył na nowo szkolną rzeczywistość, portretując ją w szczery i pozbawiony infantylizmu sposób - a już w latach 70. słynny George Lucas swoim "American Graffiti" pokazał światu, jak powinno się prezentować problemy młodzieży, to dopiero braciom Weitz udało się uczynić z tego zjawisko kultu.

Co ciekawe, po sukcesie serii "American Pie" cała formuła zamiast się skodyfikować - uległa dewaluacji i zatopiona została w stereotypach. Efekt tego jest taki, że obecnie niewiele jest filmów dla młodzieży, którym towarzyszy jakakolwiek głębsza myśl (chlubnym wyjątkiem jest m.in. "Supersamiec" Grega Mottoli) - większość to natomiast bezrefleksyjne produkcje klasy B wypełnione humorem najniższych lotów.

I nie znaczy to, że cykl "American Pie" wyróżniał się spośród nich tematyką: tam też najważniejsze były przecież alkohol, imprezy i seks (w pierwszej części utrata dziewictwa), ale jednocześnie niósł z sobą coś więcej. Zestawienie kontrastowych charakterów i osiągnięcie efektu humorystycznego za pomocą ich zderzenia (element obowiązkowy każdej high school comedy), wzbogacone było bowiem o obserwację socjologiczną i obyczajową, której obecnie nijak nie sposób doświadczyć w filmach tego typu.


Ten pierwszy raz

Co istotne, "American Pie" było w 1999 roku debiutem reżyserskim Paula i Chrisa Weitzów, nakręconym według (także debiutanckiego) scenariusza Adama Hertza i wyprodukowanym przez Craiga Perry'ego, Chrisa Moore'a i Warrena Zide'a.

- Wszyscy byliśmy zdania, że od czasów naszego dzieciństwa nie zrobiono dobrej komedii dla młodzieży. Uznaliśmy, że musi ona być nakręcona jako film dla dorosłych. Chcieliśmy pokazać prawdziwe rozmowy nastolatków - wyjaśniał powody zainteresowania projektem ten ostatni.

Również Hertz uważał, że najwyższy czas nakręcić film, który sprosta oczekiwaniom nastoletniej publiczności. - Nastolatki bez przerwy wałkują sprośne tematy, a najśmieszniejsze historie ze szkoły średniej są zwykle mocno bulwersujące. Scenariusz obracający się wokół seksu nie idzie w parze z filmową kategorią 'bez ograniczeń' - przekonywał producent.

Co znamienne wszyscy twórcy "American Pie" byli fanami popularnych komedii o seksie z lat 70. oraz 80. i marzyli o znalezieniu współczesnej formuły dla tego gatunku, który łączy zwariowany humor z realistycznym kontekstem.

Craig Perry twierdził, że powodem nieustającego powodzenia tych filmów jest nie tylko to, że są zabawne, ale przede wszystkim to, że poruszają uniwersalne tematy. - Chcieliśmy uchwycić nostalgiczny klimat szkoły średniej, nie tracąc kontaktu z widzami w innym wieku - mówił.

- 'American Pie' pokazuje stylizowaną rzeczywistość, a humor jest niezbędny, by opisać ten pierwszy raz, który zawsze jest śmieszny, przerażający i rozczulający zarazem - podsumowywał Perry.


Aby dopełnić wiarygodność obrazu, twórcy filmu skompletowali młodą (w wieku 17-25 lat) obsadę, aktorów w większości początkujących w branży filmowej, którzy stworzyli realistyczny portret nastolatków.

W głównych rolach czterech młodzieńców w przeddzień balu maturalnego postanawiających pozbyć się znienawidzonego dziewictwa wystąpili: Jason Biggs (Jim), Eddie Kaye Thomas (Finch), Chris Klein (Oz) i Thomas Ian Nicholas (Kevin). Wspierali ich na ekranie: Seann William Scott (Stifler), Alyson Hannigan (Michelle), Mena Suvari (Heather), Tara Reid (Vicky), Shannon Elizabeth (Nadia), a także Eugene Levy (tata Jima) i Jennifer Coolidge (matka Stiflera).

Sprawa dowCipna

Niewiele osób wie, że gdy scenarzysta Adam Herz oddawał swój scenariusz do studia filmowego na pierwszej stronie napisane było: "Niezatytułowana Młodzieżowa Komedia O Sexie, Która Może Być Zrobiona Za Mniej Niż 10 Milionów Dolarów i Którą Większość Czytelników Prawdopodobnie Znienawidzi, Ale Sądzę, Że Wy Ją Pokochacie".

Jak się okazuje miał w swoich przewidywaniach całkowitą rację. Jego "American Pie", które w polskich kinach wyświetlane było z podtytułem "Sprawa dowCipna", z miejsca stało się przebojem i to nie tylko w Ameryce, ale na całym świecie.

Chyba nikt nie spodziewał się, że zwariowana i niepoprawna komedia o wkraczaniu w dorosłość i o oczekiwanym z niecierpliwością i podnieceniem "pierwszym razie" okaże się aż takim fenomenem. Łącznie z tym, że niektóre z niej sceny, takie jak męski striptiz Jima czy seks z szarlotką w wykonaniu tegoż przejdą do legendy kina (co znamienne, grający go Jason Biggs zrobił spośród wszystkich młodych gwiazd serii największą karierę).

Oczywiście jak to zwykle ma miejsce w Ameryce, sukces "American Pie" postanowiono natychmiast wykorzystać i zrealizować jego kontynuację. I tak w 2001 roku na ekrany wszedł sequel zatytułowany po prostu "American Pie 2" (prezentował losy bohaterów po pierwszym roku studiów), a w roku 2003 widzowie zobaczyć mogli "American Pie: Wesele" (obraz opowiadał o gorączkowych przygotowaniach do ślubu Jima i Michelle).


Ten ostatni tytuł był ostatnim filmem z serii, w którym pojawili się aktorzy znani z pierwszej jej części - ich wątek został zakończony, a pod szyldem "American Pie" zaczęto wydawać filmy dla młodzieży na DVD. Z "właściwą" serią wiązało je jedynie nazwisko Stifler (ich głównymi bohaterami była rodzina Steve'a Stiflera) oraz postać ojca Jima - odgrywana wciąż przez Eugene'a Levy'ego.

I tak w 2005 roku wydano film "American Pie: Wakacje", w 2006 "American Pie: Naga mila", w 2007 "American Pie 6: Beta House", a w 2009 "American Pie 7: Księga Miłości".

Wielki powrót

Poziom tych produkcji najlepiej oddają jednak ich tytuły, dlatego wierni fani serii domagali się jej odnowienia - oczywiście z ulubionymi aktorami w rolach kultowych już postaci. I po blisko dekadzie ich życzenie zostało spełnione.

"Szarlotkę" zaserwował nam tym razem reżyserski duet: Jon Hurwitz i Hayden Schlossberg. Postawili oni przede wszystkim na klimat pierwotnej trylogii "American Pie", co najlepiej odzwierciedla się w tym, że przez dekadę praktycznie nic się w życiu naszych ulubionych bohaterów nie zmieniło. Część znalazła pracę, część się ożeniła i spłodziła dzieci, jeden doczekał się sławy, a inny dalej żyje w świecie licealnych prywatek i szybkiego seksu, jednak wszyscy są niewolnikami osobowości, w które wyposażyli ich scenarzyści pierwszej części.

Co czeka ich tym razem? Jim, Michelle, Kevin, Vicky, Oz, Heather, Stifler i Finch spotykają się po latach na tytułowym zjeździe absolwentów. Jako że nie pozbyli się starych nawyków, to spotkanie po latach zamienia się oczywiście w jedną wielką imprezę...

Cała seria "American Pie" zarobiła już ponad 700 milionów dolarów i nowa odsłona cyklu z pewnością znacznie powiększy ten dorobek. Czy można się zatem spodziewać złamania magicznej granicy miliarda dolarów? Niebawem się przekonamy.

Przeczytaj recenzję filmu "American Pie: Zjazd absolwentów"


Ciekawi Cię, co w najbliższym czasie trafi na ekrany - zobacz nasze zapowiedzi kinowe!

Chcesz obejrzeć film? Nie możesz zdecydować, który wybrać? Pomożemy - poczytaj nasze recenzje!

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: American Pie: Zjazd absolwentów

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje