Reklama

Reklama

Tomasz Schuchardt: Bóg czy demon?

Jest jednym z najzdolniejszych polskich aktorów. W wieku zaledwie 26 lat miał już na koncie dwie nagrody aktorskie zdobyte na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Wystąpił w tak głośnych filmach, jak "Chrzest", "Jesteś Bogiem", "Miasto 44", "Demon" czy "Cicha noc", a serca widzów podbił, wcielając się w Eugeniusza Bodo w serialu TVP. 18 września Tomasz Schuchardt kończy 35 lat.

Tomasz Schuchardt

Tomasz Szuchardt zaistniał za sprawą kreacji w "Chrzcie" Marcina Wrony. Otrzymał za nią - ex aequo z partnerującym mu Wojciechem Zielińskim - nagrodę za najlepszą rolę męską na FPFF w Gdyni w 2010 roku. Co ciekawe, propozycja zagrania w "Chrzcie" trafiła do niego zupełnym przypadkiem. "Gabrysia z mojego roku wysłała zdjęcie z przedstawienia 'Iwona, księżniczka Burgunda', a ja znajdowałem się gdzieś w jego tle. I tylko dlatego zostałem zaproszony na casting" - wyznał w wywiadzie aktor.

Po nakręceniu "Chrztu", przyszło jednak gorzkie rozczarowanie. Przez 8 miesięcy aktor nie otrzymał żadnej ekranowej propozycji. "Z jednej strony myślałem sobie: 'Zrobiłem film, czemu nikt mnie nie chce?'. Z drugiej, zastanawiałem się, czy to, co zrobiłem, nie jest po prostu słabe. Z trzeciej natomiast, zacząłem się obawiać, że to może być mój jedyny film, nic więcej nie nakręcę i z tym też trzeba się będzie umieć pogodzić" - wspominał po latach. Wówczas znowu pomógł Marcin Wrona, który obsadził Schuchardta w głównej roli w realizowanym dla TVP serialu "Ratownicy".

Reklama

Po niewielkich epizodach w "Sali samobójców" (2011) Jana Komasy i "Wymyku" (2011) Grega Zglinskiego Schuchardt powrócił na duży ekran za sprawą kreacji Fokusa w "Jesteś Bogiem" (2012) Leszka Dawida. Przyniosła mu ona kolejną nagrodę na festiwalu w Gdyni, tym razem za rolę drugoplanową - ex aequo z partnerującym mu Dawidem Ogrodnikiem, wcielającym się w obrazie opowiadającym o członkach zespołu Paktofonika w Rahima.

Schuchardt zagrał również w kolejnym - po "Sali samobójców" - filmie Jana Komasy. W słynnym "Mieście 44" (2014) otrzymał ważną drugoplanową rolę porucznika "Kobry". "Za sprawą filmu 'Miasto 44' nastąpił zryw w światku aktorskim. Dało się odczuć, że to ważny projekt, coś nowego, czego Polska - w takim stopniu - jeszcze nie pokazała. Fajnie było w nim uczestniczyć, tworzyć coś wielkiego" - mówił po zakończeniu zdjęć. "Prawda historyczna i nauka o przeszłości to jedne z atutów filmu. Ale nie tego trzeba w nim szukać. To przede wszystkim bardzo dobra historia, dająca do myślenia" - przekonywał artysta.

W 2014 roku aktor zagrał również w dramacie "Mur" Dariusza Glazera - historii "spotkania współczesnych Romea i Julii w świecie strzeżonych osiedli, klasowych podziałów i murów, którymi bogaci odgradzają się od biednych", jak określał tę opowieść producent.

Z kolei oparta na prawdziwych wydarzeniach "Karbala" (2015) Krzysztofa Łukaszewicza, w której wcielił się w porucznika Sobańskiego, była jego kolejnym zetknięciem z kinem wojennym. Po raz pierwszy mundur założył bowiem na potrzeby serialu Canal+ "Misja Afganistan" (2012).

Zrealizowany w tym samym roku "Demon" (2015) był kolejną produkcją, na planie której współpracował z tragicznie zmarłym Marcinem Wroną (reżyser popełnił samobójstwo w trakcie FPFF w Gdyni, na którym jego produkcja brała udział w konkursie głównym). "Początkowo nie było mnie w obsadzie. Jednak osoba, która została wybrana zamiast mnie, z różnych powodów musiała zrezygnować, a że ja byłem zaraz 'pod kreską', wskoczyłem na jej miejsce" - zdradził Schuchardt.

Na tym samym festiwalu prezentowana była również "Chemia" (2015) Bartosza Prokopowicza, na planie której aktor - podobnie jak to miało miejsce w "Demonie" - występował wraz z Agnieszką Żulewską. "Gdy byłem na castingu, myślałem, że to będzie bardzo trudna psychodrama. Wydawało mi się, że reżyser chce przenieść fragment swojego życia na ekran i nie będzie obiektywny" - stwierdził Schuchardt. - "Ale okazało się, że było zupełnie inaczej. Bartek był świetnie przygotowany przede wszystkim pod względem merytorycznym do nakręcenia filmu. W efekcie to była wspaniała aktorska przygoda. To, czego się tam dowiedziałem odnośnie choroby, umierania, tego, co wiązało się z historią Bartka, było jakby poza filmem. Na planie to była prosta sytuacja aktor - reżyser i realizacja produkcji na taki a nie inny temat".

Ostatnią jak dotąd główną rolą Schuchardta była tytułowa kreacja w serialu "Bodo", którą "dzielił" z Antonim Królikowskim. "Już na planie mieliśmy wszystko podzielone - ja się w ogóle nie interesowałem tym, co robi Antek i odwrotnie. Dlatego że miała być taka cezura postawiona między dwoma postaciami, że tak naprawdę to jest dwóch innych chłopaków" - opowiadał.

Aktor starał się też nie kopiować zachowań samego Bodo. "Musiałem po prostu sobie go przypomnieć, ale nie wziąłem z tego prawie nic do samej postaci. Stwierdziliśmy, że współczesne kino potrzebuje współczesnych środków wyrazu. Ogólne założenie było takie, że ma mieć magnetyzm, cokolwiek to znaczy" - podsumował.

Następnie Schuchardt pojawił się "Cichej nocy" (2017), pełnometrażowym debiucie fabularnym Piotra Domalewskiego, który okazał się największym odkryciem festiwalu w Gdyni 2017, zdobywając Złote Lwy. Wcielił się w szwagra głównego bohatera (Dawid Ogrodnik - kolejne spotkanie na planie obu aktorów). Ten ostatni pracuje w Wielkiej Brytanii, ale niespodziewanie wraca na święta do kraju, z planem, w który po kolei wprowadza kolejnych członków rodziny.

Później oglądaliśmy go w niezbyt udanym thrillerze kryminalnym "Ach śpij kochanie" (2017) Krzysztofa Langa, gdzie jako młody milicjant, porucznik Karski, mierzył się z zagadką morderstw w okolicach Krakowa. Jego podejrzenia padają na szanowanego obywatela - Mazurkiewicza (Andrzej Chyra).

W ostatnich latach Schuchardt coraz chętniej pojawiał się w serialach. Oglądaliśmy go w takich produkcjach, jak "Nielegalni", "Chyłka" czy "Odwróceni. Ojcowie i córki". W kinie pojawiał się raczej w mniejszych rolach, jak w historycznych "Kurierze" (2019) czy "Piłsudskim" (2019).

Wystąpił również w epizodycznej roli w kolejnym filmie Domalewskiego, dramacie "Jak najdalej stąd" (2020), a także zagrał policjanta w trzeciej odsłonie kultowych "Psów", o podtytule "W imię zasad". Na premierę wciąż czeka oparty na faktach film wojenny "Orzeł. Ostatni patrol" Jacka Bławuta, w którym wcielił się w porucznika Floriana Roszaka.

Najnowsza rola aktora pochodzi natomiast z filmu "Hiacynt", jednej z szesnastu produkcji, które od poniedziałku walczyć będą o Złote Lwy na 46. FPFF w Gdyni. Produkcja opowiada o seryjnym mordercy gejów, a Schuchardt ponownie wciela się w niej w milicjanta.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Tomasz Schuchardt

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje