Reklama

To wszystko trochę się przejadło. Największe filmowe rozczarowania 2025 roku

To był dobry filmowy rok. Uznani mistrzowie w większości potwierdzali, że wciąż są w całkiem niezłej formie, sporo było też odkryć, udanych debiutów i miłych niespodzianek. Ale w tej beczce miodu znalazło się też kilka łyżek dziegciu. Kto zawiódł w 2025 roku?

To był dobry filmowy rok. Uznani mistrzowie w większości potwierdzali, że wciąż są w całkiem niezłej formie, sporo było też odkryć, udanych debiutów i miłych niespodzianek. Ale w tej beczce miodu znalazło się też kilka łyżek dziegciu. Kto zawiódł w 2025 roku?
Kadr z filmu "Avatar: Ogień i popiół" /© materiały dystrybutora /materiały prasowe

Nie chodzi nawet o to, że wymieniona piątka to złe filmy, wszak znalazły uznanie wśród części krytyków oraz publiczności. Tyle tylko, że względem nich poprzeczka była ustawiona dużo wyżej, bo jak nie wymagać od Wesa Andersona czy Jamesa Camerona? Tym razem niestety zawiedli. Oto największe rozczarowania 2025 roku!

"Fenicki układ"

Od lat Wes Anderson pracuje na miano jednego z najbardziej oryginalnych amerykańskich reżyserów. To jeden z tych twórców, których film rozpoznamy po jednej "nutce". Bogata scenografia, charakterystyczna paleta kolorów, ekscentryczni bohaterowie, absurdalne poczucie humoru. To wszystko przyciąga wielkie gwiazdy, bo każdy film Andersona jest nimi wręcz naszpikowany. Problem polega jednak na tym, że od pewnego czasu to wszystko trochę się przejadło. Zupełnie jakby amerykański reżyser cały czas robił jeden i ten sam film. "Fenicki układ" niestety jest tego dobrym przykładem.

Reklama

"Babygirl"

O filmie Haliny Reijn głośno było od jego weneckiej premiery. Bardzo szybko powstały wokół niego dwa obozy. Wiernych fanów, postulujących odwagę i bezkompromisowość tego, rzekomo, thrillera erotycznego oraz krytyków, którzy przekonywali, że to takie podrasowane "365 dni". Mnie bliżej do tego drugiego. Bo choć trudno odmówić Nicole Kidman świetnej roli, za którą odebrała zresztą w Wenecji Puchar Volpi dla najlepszej aktorki, o tyle sam film jest bardzo grzeczny i (jak na thriller) strasznie rozwleczony.

"Sztuka pięknego życia"

Jedna z pierwszych premier w tym roku i od razu jedno z pierwszych rozczarowań. W założeniu ten film miał wszystko, żeby odnieść sukces. Cenionego reżysera, jakim jest John Crowley oraz bardzo dobrych aktorów w rolach głównych. Zawiodły, tylko i aż, scenariusz oraz trudny do wytrzymania ocean romantyzmu, wplecione w 110 minut fabuły. W efekcie powstał ckliwy melodramat, któremu nie pomogli nawet Florence Pugh oraz Andrew Garfield. Choć ta pierwsza była znacznie bliżej tego, niż przerysowany, momentami karykaturalny aktor. 

"Avatar: Ogień i popiół"

Amerykański reżyser James Cameron dostarczył nam na przestrzeni lat wiele filmowej radości. Od "Terminatora", przez "Titanica" po pierwszego "Avatara", który do kin wszedł w 2009 roku, będąc prawdziwą rewolucją. Niezwykły świat, wykreowany przez Camerona, pozwalał nawet przymknąć oko na mniejsze scenariuszowe luki. Tyle tylko, że od tamtego czasu technologia poszła do przodu, do tego stopnia, że wszystkie wizualne bajery przestały robić już na nas wrażenie. Pierwszym znakiem ostrzegawczym był 2022 rok, kiedy oglądaliśmy drugą z części - "Avatar: Istota wody", kolejnym "Avatar: Ogień i popiół". Ta formuła zdaje się wyczerpywać, choć Cameron zapowiedział już dwie kolejne części...

"Wicked: Na dobre"

Druga w tym zestawieniu kontynuacja. Choć nie jestem wielkim fanem musicali, dałem się przed rokiem oczarować, rozgrywającej się w krainie Oz historii o przyjaźni i odrzuceniu. Bajeczne kostiumy, świetne choreografie, wpadające w ucho piosenki. I dwie znakomite role - Cynthii Erivo oraz Adriany Grande. Wszystko to zaowocowało dziesięcioma nominacjami do Oscara i dwiema statuetkami. W tym roku, za sprawą drugiej części, dostaliśmy prawie to samo. Ale jak wiadomo, prawie robi wielką różnicę.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Podsumowania filmowe 2025
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL