Reklama

Shailene Woodley wkracza do akcji

Do kogo ma się udać po radę kobieta, której przyszło grać w filmie akcji? Rzecz jasna, do innej kobiety, która przeszła już podobną drogę.

Po radę do Jennifer Lawrence

Reklama

Kiedy Shailene Woodley zaproponowano główną rolę w "Niezgodnej" - pierwszej części planowanej futurystycznej trylogii - młoda aktorka (która wcześniej występowała głównie w serialach i filmach niezależnych) nie była pewna, czy poradzi sobie ze sławą, wyzwaniami i odpowiedzialnością, nierozerwalnie związanymi z udziałem w takim projekcie. Na szczęście bezbłędnie wydedukowała, kto może jej pomóc.

- Postanowiłam napisać maila do Jennifer Lawrence i zadać jej kilka konkretnych pytań - wspomina. - Byłam ciekawa jej odczuć, bo ona sama zaczynała w filmach niezależnych, a teraz jest gwiazdą serii "Igrzyska śmierci". Chciałam zapytać, czy jej zdaniem taki skok wyszedł jej na dobre, bo nie miałam pojęcia, w jaki sposób udział w produkcji realizowanej pod szyldem wielkiej wytwórni zmieni moje życie.

- Jennifer odpisała: "Musisz to zrobić!" - dodaje ze śmiechem aktorka. - "Nie będziesz żałować. Tylko nie zacznij ćpać, nie nagrywaj żadnej seks taśmy i niech przypadkiem nie przyjdzie ci do głowy, żeby iść na zakupy do supermarketu w dniu premiery". - Napisała też, że wszystkie ewentualne problemy będą niczym wobec piękna, które odkryję w takiej roli; wyrazistej kreacji silnej kobiety.

Chociaż sława już puka do jej drzwi, Shailene - z którą umówiłam się na wywiad w jednym z eleganckich hoteli w Los Angeles - wciąż wygląda bardziej jak turystka niż najnowszy nabytek hollywoodzkiej stajni gwiazd. Wrażenie to potęguje pomięta biała koszula, dżinsy i ciemne okulary podtrzymujące jej kasztanowe, krótko obcięte włosy.

W "Niezgodnej" - zrealizowanej na podstawie bestsellera pióra Veroniki Roth - Woodley gra Beatrice "Tris" Prior. Rzecz dzieje się w Chicago, w niedalekiej, ale mrocznej przyszłości. Ameryka niedawno została spustoszona przez wojnę. By utrzymać kruchy pokój, ludzie postanowili stworzyć sztywny system społeczny oparty na pięciu frakcjach, do których poszczególne jednostki są przypisywane na podstawie posiadanych cech charakteru.

Każdy nastoletni obywatel, po przejściu badań psychologicznych i neurologicznych, musi dołączyć do wskazanej grupy. W wielu wypadkach wiąże się to z nieodwołalną rozłąką z bliskimi. Raz podjętej decyzji nie można już zmienić. Problem "Tris" polega na tym, że wykazuje ona cechy charakteru predysponujące ją do przynależności do więcej niż jednej frakcji. "Niezgodna" dziewczyna staje się tym samym rzadką dziką kartą, która stanowi zagrożenie dla całego systemu.

- W postaci Tris znalazłam wiele cech, z którymi mogłam się utożsamić" - mówi 23-letnia Woodley. - Kiedy byłam w jej wieku, też byłam rozdarta wewnętrznie. Moi rodzice są psychologami z zawodu. Umiejętność współczucia i empatia zostały mi zaszczepione, podobnie jak mojej bohaterce, którą na początku poznajemy jako członkinię frakcji troskliwych i opiekuńczych jednostek. Jednak , chociaż rodzice dali mi taki wspaniały dar, jako nastolatka nie mogłam pogodzić tej empatii z pragnieniem realizowania samej siebie. Chciałam czerpać szczęście z własnych przeżyć i doświadczeń, a nie z bezustannego zadowalania innych.

Uzależniona od adrenaliny

Wracając do filmowej Tris - dziewczyna szybko dochodzi do wniosku, że nie chce być przywiązana do frakcji, do której ją przypisano, i dołącza do buntowników, sprzeciwiających się ustalonemu porządkowi społecznemu.

- Tris wyrosła wśród ludzi, którzy nauczyli ją altruizmu. Wybór, jakiego dokonuje, zmusza ją do życia w społeczności, w której egoizm jest konieczny. Jednocześnie wie, że musi być silna i uczciwa wobec siebie. To cele, które również ja sama sobie stawiam.

Czy wobec tego Shailene i Tris w ogóle coś różni? - Cóż, Tris ma długie blond włosy, czego nie mogę już powiedzieć o sobie - śmieje się Woodley, po czym dodaje poważnie: - Naprawdę wydaje mi się, że ja i moja bohaterka jesteśmy do siebie bardzo podobne. Jestem osobą, w której można czytać jak w otwartej książce. Rzecz jasna, pewne rzeczy zachowuję dla siebie, jak moją prywatność. Na ogół jestem jednak bardzo otwarta. Nie udaję. Może właśnie taki zestaw cech czyni cię "niezgodną" w świecie Hollywood.

W jednej ze scen Tris wspina się po słynnym diabelskim młynie stojącym na chicagowskim molo Navy Pier. Pewnym zaskoczeniem może być fakt, że w scenie tej nie oglądamy kaskadera, ale samą Woodley, ubezpieczaną liną asekuracyjną.

- Owszem, mam lęk wysokości - wyznaje aktorka - ale zarazem uwielbiam czuć adrenalinę. To mnie podnieca. Poza tym byłam asekurowana; nawet gdybym odpadła od tej stalowej konstrukcji, pewnie nic by mi się nie stało. Za to o mało nie dobiła mnie temperatura w Chicago, która przez cały czas utrzymywała się na poziomie kilku stopni poniżej zera.

W filmie Tris rzuca nożami i walczy na pięści z postawnymi mężczyznami, wśród których jest Cztery (Theo James) - jej trener i obiekt westchnień zarazem.

- Dorobiłam się kilku siniaków - mówi Woodley. - Do dziś mam na ciele ślady po tamtych scenach. Theo mówi jednak, że jeśli po czymś takim nie schodzisz z planu nieco poobijany, to znaczy, że robisz coś źle. Theo sam uprawia boks. Jest silny i nie boi się tej siły okazywać. W sytuacjach, w których spóźniałam się z unikiem, albo uchylałam się w lewo zamiast w prawo, nie miał skrupułów. Między innymi dlatego mój poziom adrenaliny był tak wysoki. Chociaż więc odgrywaliśmy sceny walki, wiele rzeczy działo się w nich naprawdę.

Podobnie rzecz miała się ze sceną, w której Tris sunie po linie między drapaczami chmur. - Moja dublerka pokonała w ten sposób pięć kwartałów w Chicago - wspomina Shailene z podziwem w głosie. - Znajdowała się na wysokości 50 pięter. Ja pokonałam obszar dwóch kwartałów. Było fajnie, ale spociłam się jak nigdy!

Na planie jako konsultantka była obecna autorka książek, Veronica Roth. Odtwórczyni roli Tris odbyła z nią kilka rozmów o swojej bohaterce. - Zadawałam jej różne pytania, chociaż tak naprawdę moją postacią rządził reżyser, Neil Burger - mówi. - To on był kapitanem tego okrętu, aczkolwiek Veronica podchodziła do sprawy bardzo wnikliwie. Kiedy napisała "Niezgodną", pierwszą część trylogii, miała zaledwie 21 lat. Dziś ma 25 i już trzy świetne książki na koncie. Nieźle, prawda?!

Najlepsze dopiero przed nią

Pochodząca z Kalifornii Shailene Woodley (rocznik 1991) poznała świat show biznesu już jako czterolatka, kiedy zaczęła występować jako dziecięca modelka. Regularnie pojawiała się w różnych kampaniach reklamowych, a w 1999 r. zadebiutowała na dużym ekranie rólką w filmie "W poszukiwaniu ojca". - Jak łatwo policzyć, gram już od 15 lat. To szaleństwo - mówi.

Określenie "dziecięca gwiazda" byłoby w przypadku Woodley mocno naciągane, nie ulega jednak wątpliwości, że była zapracowaną dziecięcą aktorką. Występowała w serialach "Bez pardonu", "Jordan" (pojawiała się w nim gościnnie jako 10-letnia "wersja" tytułowej bohaterki granej przez Jill Hennessy), "Życie na fali"; grała też w popularnych filmach telewizyjnych, jak "Przygoda Felicity".

- Nigdy nie zależało mi na sławie, tylko na tym, żeby po prostu grać. Kiedy przestanę się dobrze bawić, a zamiast frajdy pojawią się myśli o karierze, zrezygnuję z aktorstwa - zapewnia Woodley, która postrzega film jako jedną z dziedzin sztuki.

- Interesuję się malarstwem. Uwielbiam obrazy wielkich mistrzów, a aktorstwo jest dla mnie jeszcze jedną formą sztuki, piękną i pozwalającą mi wyrażać się poprzez obraz, w sposób twórczy.

Przełom w konsekwentnie rozwijającej się karierze Shailene nastąpił w dniu, kiedy zaproponowano jej rolę w serialu "Tajemnica Amy". Kolejnym kamieniem milowym był występ w obsypanym nagrodami filmie "Spadkobiercy", u boku samego George'a Clooneya. Wkrótce potem Woodley dostała swoją pierwszą główną rolę na dużym ekranie, w komedii romantycznej "Cudowne tu i teraz".

Po "Niezgodnej" zobaczymy młodą aktorkę w dramacie "Gwiazd naszych wina", którego premiera planowana jest na czerwiec. Gra w nim cierpiącą na raka tarczycy dziewczynę, która zakochuje się w koledze z grupy wsparcia - byłym koszykarzu z amputowaną nogą (Ansel Elgort). - To wspaniała historia o potędze ludzkiego ducha - mówi Shailene.

W 2015 i 2016 r. na ekrany kin wejdą kolejne odsłony trylogii "Niezgodna" (ich angielskie tytuły to "Insurgent" i "Allegiant" - przyp. red.). Moja rozmówczyni jest przekonana, że najlepsze dopiero przed nią.

- Na planie "Niezgodnej" bardzo wiele nauczyłam się od Ashley Judd, mojej filmowej matki, i od Kate Winslet, która gra moją potężną przeciwniczkę. Kate naprawdę kocha aktorstwo, i ta jej postawa robi niesamowite wrażenie. Widać, że przebywanie na planie sprawia jej autentyczną przyjemność. Nigdy nie siedzi w przyczepie; cały czas przebywa i rozmawia z innymi aktorami, z ekipą techniczną, z charakteryzatorami czy ze scenarzystą... Na czas kręcenia filmu plan staje się jej domem.

- Wielu aktorów spędza na planie dwie godziny dziennie, a i tak narzekają - mówi Shailene, kręcąc głową z widoczną dezaprobatą. - W takich chwilach myślę sobie: "Zmieńcie zawód!".

© 2014 Cindy Pearlman

Tłum. Katarzyna Kasińska

Chcesz poznać lepiej swoich ulubionych artystów? Poczytaj nasze wywiady, a dowiesz się wielu interesujących rzeczy!

Ciekawi Cię, co w najbliższym czasie trafi na ekrany - zobacz nasze zapowiedzi kinowe!

Chcesz obejrzeć film? Nie możesz zdecydować, który wybrać? Poczytaj nasze recenzje!

The New York Times

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Niezgodna | Shailene Woodley | Jasna

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje