Reklama

"Scenariusz na miłość": Prawdziwe powołanie

Specjalista od komedii romantycznych, Marc Lawrence, twórca hitów "Dwa tygodnie na miłość", "Prosto w serce" i "Słyszeliście o Morganach?", przedstawia swoje najnowsze dzieło - "Scenariusz na miłość". W rolach głównych niezastąpiony w rolach słodkich drani Hugh Grant oraz zdobywczyni Oscara Marisa Tomei.

Trzeci akt

Reklama

Lepiej nie mów hollywoodzkiemu scenarzyście, Keithowi Michaelsowi (Hugh Grant), że w życiu Amerykanina nie ma miejsca na drugi akt. Keith doświadczył wzlotów i upadków w swojej pisarskiej karierze - piętnaście lat temu zdobył Oscara za najlepszy scenariusz, a dzisiaj musi niemal błagać o jakąkolwiek pracę. Jeśli więc nie może liczyć na drugą szansę, na uśmiech losu i powrót do statusu gwiazdy Hollywood, to na co w ogóle czeka?

"'Scenariusz na miłość' opowiada tak naprawdę o trzecim akcie z życia Keitha Michaelsa" - wyjaśnia Hugh Grant. - "Na początku filmu Keith wyobraża sobie, że w jego życiu wszystko zależy od tego, jak szybko i sprawnie będzie się piął po szczeblach hollywoodzkiej kariery". Trzeci akt życia Keitha, co jest dosyć zaskakujące, biorąc pod uwagę tak obiecujące początki, rozgrywa się w miejscu oddalonym o lata świetlne od Hollywood - na terenie studenckiego kampusu, w sąsiedztwie uczelni położonej w północnej części stanu Nowy Jork. Niegdysiejszy celebryta podejmuje tam pracę wykładowcy, żeby uchronić się przed bankructwem.

"Chciałem napisać scenariusz, którego głównym bohaterem byłby nauczyciel akademicki" - mówi Marc Lawrence. - "Lubię świat wyższych uczelni. W pewnym sensie nigdy nie wyrosłem z czasów studenckich. Ubieram się w taki sam sposób, jak wtedy. Jednym z moich pierwszych zajęć po studiach była praca przy serialu telewizyjnym 'Family Ties', która była trochę jak powrót na uczelnię".

Idąc dalej tropem tego, na czym zna się najlepiej, Lawrence zaczął zastanawiać się nad koncepcją wrzucenia w świat akademicki bohatera, który jest z zawodu scenarzystą. "Prestiż zawodowy Keitha, wbrew jego ambicjom, maleje z roku na rok" - mówi reżyser. - "To podstarzały wieczny chłopiec w środowisku, które wyznaje kult młodości. Coraz trudniej odnajduje się w branży filmowej i tak naprawdę ciężko mu w ogóle znaleźć swoje miejsce w życiu. Widzę podobne problemy wśród moich znajomych - świat wokół nich zmienia się i wtedy są zmuszeni odpowiedzieć sobie na uniwersalne pytanie: 'Jaki powinien być następny rozdział w moim życiu, skoro obecny już do mnie nie pasuje?'".

Nowy rozdział w życiu Keitha to nowe okoliczności oraz druga (a nawet trzecia) szansa od życia. To również odkrycie, że rzeczywistość w Binghamton bardzo różni się od tej, którą zna z Hollywood. "Celowo wybrałam Binghamton na miejsce akcji mojego filmu" - mówi Lawrence. - "Tu chodziłem do szkoły i tu spotkałem moją przyszłą żonę. Pogoda w Binghamton jest naprawdę okropna - zawsze, gdy o niej myślę, przypomina mi się opowiadanie Raya Bradbury'ego, w którym wszystkie dzieci wybiegają z klasy w słoneczny dzień, bo nie widziały słońca od miesięcy. Jednak, jeśli się zatrzymasz i spojrzysz na Binghamton uważniej, znajdziesz w nim wiele piękna. Keith z czasem zaczyna dostrzegać uroki tego miejsca, zupełnie jak ja. Mam cudowne wspomnienia z czasów, gdy mieszkałem w tym mieście i to jest jeden z powodów, dla których bardzo chciałem, żeby mój film rozgrywał się właśnie tutaj".

Uczelniane Hollywood

Zdaniem Marca Lawrence'a jest bardzo dużo podobieństw między środowiskiem akademickim a filmowym. "Przeciętny uniwersytet bardzo przypomina Hollywood - niewielkie, hermetyczne środowisko, które nie widzi niczego poza własnym światkiem i nie zdaje sobie sprawy z własnego szaleństwa. Wykładowcy starzeją się, ale studenci pozostają wiecznie młodzi, co jest jakąś wariacją na temat Doriana Graya. Myślę, że profesorowie dostają lekkiego świra od tego, że muszą przez cały czas być inteligentni, elokwentni, oczytani i błyskotliwi".

"Scenariusz na miłość" to czwarty wspólny film Marca Lawrence'a i Hugh Granta. Obaj przyznają, że uwielbiają ze sobą pracować. "Nie jestem w stanie wyobrazić sobie kogoś, kto mógłby zagrać tę rolę lepiej, niż Hugh" - mówi Lawrence. - "Mam skłonność do pisania aktorom długich kwestii, a Hugh świetnie sobie radzi z dialogami. Wiem, że w młodości studiował literaturę, więc pomysł, żeby zagrał pisarza wydał mi się całkiem sensowny. Jest bardzo wiarygodny w swojej roli, bez trudu wierzymy, że mógłby być tym facetem".

"W ogóle nie przygotowywałem się do tej roli" - żartuje Hugh Grant. - "Ale za to spędziłem mnóstwo czasu, pracując z Markiem nad scenariuszem, czytając kolejne wersje i dzieląc się z nim tysiącem wkurzających sugestii. Uwielbiam jego filmy, zawsze mnie rozśmieszają. Jest w nich dużo uroku i niewinności. I wyróżniają się genialnymi dialogami. Podobnie, jak wiele innych jego filmów, ta historia również ma w sobie odrobinę nostalgii i smutku, które wyzierają spoza komediowej struktury".

"To był bardzo wyluzowany plan zdjęciowy" - mówi Allison Janney, która wcieliła się w postać antagonistki Keitha - profesor Mary Weldon. - "Pierwszy raz miałam okazję pracować z Markiem Lawrence'em, ale to wystarczyło, żeby się przekonać, że jest najsympatyczniejszym i najbardziej utalentowanym reżyserem i scenarzystą w całym Hollywood! Ma świetne podejście do swojej ekipy, jest miły i naprawdę kocha aktorów. A aktorzy uwielbiają pracować z reżyserami, którzy ich kochają".

"Jeśli świetni aktorzy bez zbędnej zwłoki decydują się na zagranie w filmie, to jest to najlepszy dowód na to, że scenariusz jest naprawdę dobry" - mówi Grant. - "Granie z tak wspaniałymi ludźmi było dla mnie dużym wsparciem. Ich aktorstwo w tym filmie zachwyca".

Janney docenia dowcip sytuacyjny wynikający z faktu, że jej bohaterka, specjalizująca się w twórczości Jane Austen jest wrogo nastawiona do postaci, w którą wciela się Hugh Grant - znany między innymi ze wspaniałej roli Edwarda w filmowej adaptacji książki Austen "Rozważna i romantyczna" w reżyserii Anga Lee. "Oczywiście Keithowi udaje się w końcu wkraść w łaski Mary" - mówi Janney. - "Mary jest romantyczką. W swoim życiu, które jest dla niej trochę jak powieść Jane Austen, obsadziła Keitha w roli czarnego charakteru. Na początku filmu Mary jest mało sympatyczną postacią - nie potrafi się wyluzować, ale z czasem daje się oczarować Keithowi i jej wizerunek robi się trochę cieplejszy".

"Wisisz mi pięć dolców"

Choć stosunki Keitha i Mary mają charakter czysto zawodowy, hollywoodzki playboy nie widzi problemu w tym, żeby czarować wszystkie inne kobiety z jego otoczenia. Jednak szybko przekonuje się, że nie jest w stanie kontrolować dziewczyn, z którymi umawia się na randki tak, jak postaci ze swoich scenariuszy. Jego pierwszym podbojem jest jedna ze studentek drugiego roku, Karen (Bella Heathcote), zepsuta dziewczyna, która już na pierwszych zajęciach postanowiła złowić w swoje sieci nowego wykładowcę. "Karen to taki typ niegrzecznej córeczki tatusia" - mówi pochodząca z Australii Bella Heathcote. - "Ojciec nigdy się nią specjalnie nie interesował, co może tłumaczyć jej zachowanie. Karen ma skłonność do manipulowania ludźmi. Interesuje się Keithem, bo widzi w nim przepustkę do Hollywood".

źródło: DE RTL TV/x-news

Młoda aktorka w swojej dotychczasowej karierze miała do czynienia z raczej innymi rolami. "Nigdy nie byłam nawet rozważana jako kandydatka do roli postaci, która jest choć odrobinę seksowna" - śmieje się Heathcote. - "Zwykle grywam niewinne bohaterki, w typie 'dziewczyna z sąsiedztwa'. Pierwszy raz miałam też okazję zagrać w komedii. Byłam pełna obaw, ale jednocześnie bardzo podekscytowana tą propozycją".

"Niesamowite, jak świetnie się sprawdzili młodzi aktorzy, którzy zagrali w filmie studentów" - zachwyca się Marc Lawrence. - "Przychodzili na plan zdjęciowy, by zagrać u boku uznanych aktorów, jakimi są Hugh, Marisa i Allison, i zupełnie nie widać było po nich niepewności, czy onieśmielenia - po prostu grali i to bardzo dobrze. W ich wieku ja i Hugh bylibyśmy roztrzęsieni na samą myśl, że mamy znaleźć się w jednym pomieszczeniu z kimś znanym. Czuję się wręcz upokorzony tym, jak spokojni i pewni siebie byli nasi młodzi aktorzy. Równie profesjonalni, jak reszta ekipy. A może nawet bardziej".

Stanowczo zaprzecza temu Bella Heathcote: "Przez długie tygodnie byłam przerażona tym, że będę pracować z Hugh Grantem! Z wybitnym, utalentowanym aktorem! Na szczęście okazało się, że zarówno on, jak i reżyser są ludźmi o wyjątkowym poczuciu humoru, więc wszystko poszło łatwo. Marc jest najbardziej wyluzowanym reżyserem, z jakim miałam do czynienia. Bardzo mnie rozbawiła wiadomość, którą mi wysłał po naszym pierwszym spotkaniu. Marc napisał mi krótkiego smsa: 'Wisisz mi pięć dolców za lunch!'".

Atmosferę na planie bardzo docenił również doświadczony aktor J.K. Simmons, który zagrał w filmie doktora Harolda Lernera. "Mój bohater jest byłym żołnierzem piechoty morskiej i ojcem czterech córek - prawie jak Tevye ze 'Skrzypka na dachu', choć nie do końca" - mówi Simmons. Aktor wspomina również swoją pierwszą współpracę z Grantem, sprzed dwudziestu lat, która była też jednym z jego pierwszych doświadczeń zawodowych. "Po dwudziestu latach grania w teatrach w całym kraju, zacząłem grywać w filmach. Jednym z moich pierwszych filmów był thriller 'Krytyczna terapia' Michaela Apteda, w którym zagrałem razem z Hugh. Obaj byliśmy jeszcze szczeniakami. Byłem mile zaskoczony tym, że Hugh zapamiętał mnie. On i Marc zbudowali wspaniałą atmosferę na planie. Dzięki nim nasza produkcja nie przypominała jakiejś kosmicznej operacji, tylko dobrą zabawę. Myślę, że o tym, jak się pracuje na planie zawsze przesądza reżyser i główni aktorzy, a my mieliśmy szczęście, mając tak sympatyczny zespół".

Akademicki krąg bohaterów filmu zamyka Jim Harper, którego zagrał aktor komediowy Chris Elliott. "To bohater trochę podobny do mnie" - mówi Elliott. - "Jim jest facetem, który nie czuje się zbyt dobrze w otoczeniu ludzi, mimo, że z zawodu jest nauczycielem. Ja również nie czuję się za dobrze w tłumie ludzi, choć jestem aktorem. Kiedy czytałem scenariusz miałem wrażenie, że Jim z opisu bardzo mnie przypomina. Pewnie dlatego tak go lubię".

Scenarzyści i nauczyciele

Główną osią filmu "Scenariusz na miłość" jest historia Keitha Michaelsa, który zdecydował się na zasadniczą zmianę w życiu, by z innej perspektywy spojrzeć na swoją karierę, ale pojawia się w nim również pytanie o naturę tworzenia - czy pisanie scenariuszy jest czymś, czego można się nauczyć, czy to kwestia wrodzonego talentu? "Lubię filmy, w których obok dobrej fabuły jest też miejsce na odrobinę filozofii" - mówi Lawrence. - "Myślę, że postać Hugh jest przykładem samorodnego talentu, a postać Marisy dowodem na to, że jeśli pracujesz naprawdę ciężko, to nie ma takiej rzeczy, w której nie mógłbyś osiągnąć poziomu mistrza".

Aktorzy przyznają, że odpowiedź na pytanie o to, co jest ważniejsze - talent, czy wiedza, nie jest prostą sprawą. "Nigdy nie napisałam scenariusza, ale czuję, że powinnam kiedyś spróbować" - mówi Bella Heathcote. - "Uważam, że niezbędna jest odrobina talentu i nie wiem, czy go posiadam. Na pewno zaczęłabym od jakiegoś kursu dla scenarzystów, zanim zdecydowałabym się na podjęcie takiej próby".

Jeszcze inaczej do tego tematu podchodzi Hugh Grant. "Keith wychodzi z założenia, że umiejętność pisania jest wyłącznie kwestią talentu, a zadaniem nauczyciela jest wydobycie tego 'czegoś' ze swoich studentów" - mówi aktor. - "Cóż, ja zawsze majstrowałam przy scenariuszach. Pierwszy draft 'Scenariusza na miłość' analizowałem razem z cudownymi producentami - Martinem Shaferem i Liz Glotzer - i wspólnie umieszczaliśmy na nim nasze poprawki i komentarze. Myślę, że w przypadku tego filmu miałem swój niewielki wkład w scenariusz".

Jedyny członek obsady, który ma naprawdę duże doświadczenie w pisaniu scenariuszy, nie zabiera głosu w tej dyskusji: "Gdy czytam, któryś ze swoich scenariuszy, to docieram najdalej do dziesiątej strony i już zaczynam się nudzić" - mówi Chris Elliott, który ma na koncie scenariusze do przebojowej komedii "Chłopiec okrętowy", popularnego serialu telewizyjnego "Get a Life", wielu odcinków show Davida Lettermana, a także kilka książek. - "Jeśli przeczytałeś jakikolwiek z moich scenariuszy, to pewnie wiesz, że nie mam bladego pojęcia o tym, jak się pisze te świetne. Myślę, że każdy może się nauczyć podstawowych zasad pisania, ale Marc ma do tego naturalny talent. Talent, który posiada bardzo niewiele osób".

"Scenariusz na miłość" był dla aktorów okazją do przypomnienia sobie nauczycieli, którzy odegrali ważną rolę w ich życiu. Choć główny bohater filmu, Keith, zalicza kilka wpadek na swojej nauczycielskiej drodze, to ostatecznie odnajduje właściwy kierunek i staje się dla swoich słuchaczy mentorem. A oni zmieniają się pod jego wpływem.

"Nauczycielem, który najbardziej w życiu mnie inspirował był mój tata" - mówi J.K. Simmons. - "Najpierw uczył w szkole publicznej, a później został wykładowcą w college'u. Niedługo po tym, jak zacząłem pracować w teatrze, odwiedziłem mojego ojca. Wślizgnąłem się po cichu do klasy, w której miał zajęcia z muzyki dla studentów innych kierunków. Słuchając go, zrozumiałem po kim ja i mój brat odziedziczyliśmy aktorskie geny. Tata był charyzmatyczny, skupiał na sobie uwagę i jednocześnie przekazywał swoim studentom wiedzę. Był inspiracją dla mnie i dla nich pewnie również".

"W Binghamton było wielu nauczycieli, których uwielbiałem, i którzy mieli na mnie duży wpływ. Nadal jestem w kontakcie z niektórymi z nich" - mówi Lawrence. - "Nie wiem, czy rozpoznają siebie w moim filmie, czy nie, ale dla mnie byli bardzo wyjątkowymi ludźmi." Powrót do czasów młodości był dla Lawrence'a wielką przyjemnością. "To niesamowite uczucie znaleźć się tutaj ponownie z Hugh i pozostałymi aktorami. W miejscu, które znam z czasów, kiedy nic nie wiedziałem o takich sprawach, jak reżyserowanie, czy pisanie scenariuszy. Niezwykłe, jak czasami różne ścieżki życiowe w naszym życiu krzyżują się".

"W show biznesie wszyscy przeżywają wzloty i upadki. Nasz film pokazuje to w satyryczny sposób" - mówi Grant. - "Myślę, że nie dotyczy to wyłącznie branży rozrywkowej. Keith odkrywa, że również wśród ludzi istnieją 'odmiany późno kwitnące', czyli ci, którzy dopiero w zaawansowanym wieku odkrywają swoje prawdziwe powołanie. Gdybym miał w jednym zdaniu opowiedzieć, o czym jest nasz film, to powiedziałbym, że właśnie o tym".

Ciekawi Cię, co w najbliższym czasie trafi na ekrany - zobacz nasze zapowiedzi kinowe!

Chcesz obejrzeć film? Nie możesz zdecydować, który wybrać? Pomożemy - poczytaj nasze recenzje!

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Scenariusz na miłość | Marc Lawrence

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje