Reklama

Sam Akina: Bez polskiego smutku

Od piątku, 10 stycznia, na ekranach polskich kin możemy oglądać kinową wersję teatralnego hitu "Mayday". Za reżyserię filmu, w którym w głównych rolach zobaczymy Piotra Adamczyka i Adama Woronowicza, odpowiedzialny jest Amerykanin Sam Akina.

Sam Akina i Jules Jones na premierze filmmu "Mayday"

Sam Akina to nagradzany scenarzysta i reżyser filmów reklamowych, teledysków i filmów pełnometrażowych. Jego debiut "Ca$h", zrealizowany przy minimalnym budżecie, był dystrybuowany w ponad 30 krajach. W 2009 roku założył w Seattle firmę Attackships On Fire, skupioną na produkcji reklam.

Reklama

Jego związki z polskim kinem zaczęły się w 2011 roku od scenariusza "Listów do M.", którego był współautorem. W 2016 roku razem z partnerką Jules Jones napisali scenariusz "Planety Singli" dla firmy Gigant Films. W 2018 roku pracowali także wspólnie nad sequelem, który wyreżyserował. Akina jest też współreżyserem "Planety Singli 3".

Teraz otrzymał propozycję reżyserii "Mayday".

Producent Wojtek Pałys nie miał również żadnych wątpliwości, kto powinien stanąć za sterami projektu, gdyż w zauważalnym w polskich kinach przesycie średniej jakościowo komedii jedna seria świeciła przykładem tego, ile można jeszcze wyciągnąć z tego gatunku. A że rzeczony reżyser nie był Polakiem, tym lepiej - wedle słów producenta - dla "Mayday", które nie miało powielać żadnych istniejących schematów.

"Sam Akina wyznaje zupełnie inną filozofię niż polscy reżyserzy próbujący tworzyć komedie. Nie ma tego naszego polskiego smutku, tej potrzeby refleksyjności, a przy okazji nie boi się prawdziwej, czystej, odważnej komedii i rozumie specyfikę polskości, co udowodnił w poprzednich projektach" - wyjaśnia swój Pałys. "Znakomicie nam się razem pracowało, a jego wkład okazał się nieoceniony dla finalnego efektu" - dodaje producent "Mayday".

"Zaskoczyło mnie, jak bardzo oryginalny tekst sztuki nie działa w kontekście filmowym, więc bardzo się cieszę, że Sam brał udział w pracach nad scenariuszem, bo podszedł do tego z dystansem i typowo anglosaskim luzem oraz poczuciem humoru" - dodaje Piotr Adamczyk, który był z projektem od samego początku i zagrał główną rolę bigamisty Jana Kowalskiego.

Akina nie znał wcześniej sztuki Cooneya, zauważył więc w niej wiele ciekawych możliwości, które umykały twórcom zakochanym w jej wyrazistej komediowości. "Część żartów przypomniała mi najlepsze dokonania amerykańskich komików z lat 80., którzy wytyczali nowe szlaki dla tej formy rozrywki, ale dzisiaj ich osiągnięcia są traktowane jako coś oczywistego" - wspomina Akina, który napisał finalną wersję scenariusza z Hanną Węsierską, Jules Jones oraz Wojtkiem Pałysem. "Pomyślałem, że chciałbym podjąć to wyzwanie i zrobić z tego coś bardziej współczesnego. W efekcie z dwuaktowej brytyjskiej sztuki stworzyliśmy trzyaktowy polski film, do którego dodaliśmy nowe motywy" - wyjaśnia reżyser.

Akina twierdzi, że najtrudniejszą przeszkodą w ekranizowaniu sztuki była jej precyzyjnie zaplanowana farsa, w ramach której aktorzy teatralni grali tak, jakby byli trybikami dobrze działającego szwajcarskiego zegarka.

"Chciałem, żeby aktorzy wypowiadali swoje kwestie z prędkością karabinu maszynowego, jak w amerykańskich 'screwball comedies' z lat 30. i 40. XX wieku. Chciałem różnych warstw ekranowego humoru, które pracowałyby na siebie, dając ciekawy efekt komediowego chaosu. Ale w filmowych farsach łatwo popaść w samozachwyt i grać po linii najmniejszego oporu, odhaczać mechanicznie sprawdzone gagi, powielać dowcipy. A wtedy widz czuje, że nie musi angażować się w opowiadaną historię" - wyjaśnia Akina, który postanowił podkręcić przyjacielską więź między bohaterami i dołożyć postaciom drugoplanowym nieco głębi.

"Takie komedie jak 'Mayday' muszą zawierać nie tylko wiarygodne postaci, ale także solidne podłoże dramaturgiczne, by publiczność zaangażowała się w to, co dzieje się na ekranie. Nawet w najlepszych amerykańskich parodiach typu 'Czy leci z nami pilot?' oraz 'Naga broń: Z akt Wydziału Specjalnego' funkcjonowała bardzo mocna dramaturgia, która dawała widzom punkt emocjonalnego zaczepienia" - uważa reżyser.

Aktorzy wspominają pracę na planie jako niezwykle kreatywną oraz... wyjątkowo trudną.

"Grywam często w teatrze w farsach, i zastanawiałam się przy okazji czytania scenariusza, czy z czegoś tak charakterystycznego dla sceny, z farsy opartej na aktorskiej przesadzie, ze sztuki bazującej na rytmach i sytuacjach zainscenizowanych co do ułamków sekund, da się zrobić dobry film" - wspomina Weronika Książkiewicz, która wcieliła się w Marysię, jedną z żon Janka.

Aktorka pracowała natomiast już z Akiną nad trylogią "Planeta Singli", znała więc jego możliwości. "Kiedy opowiadał mi o swojej wizji, wiedziałam, że on ma cały film poukładany w głowie" - podkreśla Książkiewicz. "Praca na planie była przyjemna, ale jednocześnie żmudna. Zarówno przed zdjęciami, jak i w ich trakcie mieliśmy dużo prób, żeby pewne rzeczy dograć lub wymyślić na nowo. Nigdy wcześniej nie robiłam w filmie tylu różnych dubli i ustawień kamery. Wszystko po to, żeby później, w montażu, uzyskać odpowiedni dla farsy rytm".

Piotr Adamczyk był nade wszystkim zachwycony otwartością Akiny na improwizację, z czego skrzętnie wraz z Adamem Woronowiczem korzystał.

"Na próbach testowaliśmy różne swoje pomysły, a Sam, mimo że nie mówi dobrze po polsku, w lot wszystko łapał. Był bardzo wyczulony na prawdę wewnętrzną - prawdę emocji, rytmu, spojrzenia. Tłumaczyliśmy mu, dlaczego naszym zdaniem taki czy inny żart będzie po polsku śmieszny, a on oceniał to na różne sposoby. Często po prostu patrząc na reakcje ekipy, która była tak naprawdę naszą pierwszą widownią" - opowiada polski aktor.

"Cóż, mieliśmy trochę przerwanych ujęć, bo ktoś nie wytrzymał i nagle parsknął śmiechem albo komuś ze śmiechu mikrofon wszedł w kadr. Bardzo nas to cieszyło, bo widzieliśmy, że skoro ludzi na planie to śmieszy, to jest szansa, że kamera to zarejestruje i rozśmieszy widzów w kinach".

Adamczyk wspomina, że "Mayday" tak dobrze wyszło na ekranie ze względu na przyjaźń łączącą czwórkę głównych aktorów. "Z Weroniką i Anią wielokrotnie już się spotykaliśmy na planach, obie grały zresztą moje żony!" - śmieje się filmowy Janek. "Z kolei z Adasiem zagraliśmy lata temu w komedii 'Święty interes', w którym nasi bohaterowie, bracia, dziedziczą auto Karola Wojtyły, więc mieliśmy te relacje już przepracowane. On zresztą jest aktorem, który po prostu uskrzydla swoich partnerów".

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Mayday (film)

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje