Reklama

"Sala samobójców": Hamlet w wirtualnej rzeczywistości

4 marca 2021 mija dokładnie dziesięć lat od premiery reżyserskiego debiutu Jana Komasy "Sala samobójców" - opowieści o młodym chłopcu, będącym ofiarą internetowego mobbingu. - Szukaliśmy wzorców głównie w "Cierpieniach młodego Wertera" Goethego oraz "Hamlecie" Szekspira - tłumaczył reżyser.

"Sala samobójców" była reżyserskim debiutem Jana Komasy

Film opowiada historię Dominika (w tej roli Jakub Gierszał), ucznia klasy maturalnej, syna bardzo zamożnych, lecz także bardzo zajętych rodziców. Jego na pozór poukładany świat załamuje się, gdy zostaje upokorzony przez kolegę i pada ofiarą mobbingu za pośrednictwem internetowych portali społecznościowych. 

Reklama

Dominik zamyka się wówczas w wirtualnym świecie, gdzie spotyka Sylwię (w tej roli Roma Gąsiorowska), która wprowadza go do "sali samobójców" w internetowej grze. Osaczony przez starszą od siebie dziewczynę, królową z wirtualnego świata, chłopiec wystawia na niebezpieczeństwo swoje rzeczywiste życie.

W scenach filmu, rozgrywających się w świecie wirtualnym, wykorzystano animację 3D. Animowanej obróbce poddano też realistyczne ujęcia bohaterów. Reżyserem animacji jest Adam Torczyński. Jak powiedział dziennikarzom, prace nad animacją trwały około 10 miesięcy.

Według reżysera "Sala samobójców" to film bardzo współczesny, a jednocześnie dotyka problemów, które od stuleci inspirowały artystów na świecie: "miłość, dojrzewanie i bunt przeplatają się tu z wpływem internetowych społeczności, uzależnieniem od iluzji, obsesją innej osoby oraz nieograniczonymi możliwościami wirtualnej autokreacji".

- Szukaliśmy wzorców głównie w "Cierpieniach młodego Wertera" Goethego oraz "Hamlecie" Szekspira. W połączeniu z cyfrowym światem postacie te nabierają nowego nowoczesnego znaczenia - tłumaczył Komasa, który jest również autorem scenariusza.

Jak przyznał reżyser, inspiracją była dla niego opisana przez polską prasę autentyczna historia. "W 2009 roku przeczytałem artykuł o Magdzie Malarowskiej, dziewczynie, która w wieku 21 lat popełniła samobójstwo. (...) Skontaktowałem się z jej matką Anią Malarowską i ona opowiedziała mi o tym, jak się żyje z osobą, która nie chce żyć" - powiedział Komasa.

Dodał, że kontakt z matką dziewczyny pomógł twórcom zrozumieć wiele spraw. 

"To ona przekonała nas na przykład, że rodziców Dominika nie należy przedstawiać jako winowajców. Według pierwotnej treści scenariusza to rodzice obarczeni zostali odpowiedzialnością za to, co się wydarzyło. Matka Magdy wytłumaczyła mi, że walczyła o swoją córkę, lecz okazało się to dla niej zbyt ciężkie" - powiedział Komasa.

Zdaniem Romy Gąsiorowskiej "Sala samobójców" jest filmem uniwersalnym, który może wstrząsnąć nie tylko młodymi ludźmi, ale także pomóc "lepiej zrozumieć ból tych, którzy uciekają od rzeczywistości".

Do głównej roli Jan Komasa zaangażował mało znanego wówczas Jakuba Gierszała, któremu rola ta przyniosła nie tylko liczne nagrody, lecz także szeroką rozpoznawalność.

"Sala samobójców" okazała się przebojem najważniejszych festiwali filmowych. W 2011 r. produkcja Jana Komasy otrzymała aż pięć Złotych Kaczek, w tym dla najlepszego filmu, najlepszej aktorki - Romy Gąsiorowskiej, najlepszego aktora - Jakuba Gierszała, za najlepszy scenariusz dla Jana Komasy oraz za najlepsze zdjęcia dla Radosława Ładczuka.

W tym samym roku "Sala samobójców" zdobyła także Srebrne Lwy na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Rok później Jan Komasa otrzymał także Polską Nagrodę Filmową "Orzeł" w kategorii Odkrycie Roku.

Recenzent Interii nie mógł zarzucić reżyserowi braku ambicji, zauważył jednak, że "Sala samobójców" nie jest pozbawiona wad. "Komasa stworzył film szalenie ambitny (na tle indolencji współczesnego kina polskiego - to być może nawet najambitniejszy film ostatnich lat), ale nie do końca udany" - pisał Jacek Dziduszko.

I utyskiwał na "przeładowaną charakterologicznie" konstrukcję głównego bohatera.

"Z jednej strony Komasa kreśli portret jednostki odrzuconej, z którą niejeden młody widz mógłby podzielić rozterki, z drugiej - trudno o identyfikację, jeśli akcja osadzona jest w wyższych sferach - ministerialnych kręgach i świecie mody. Reżyser powtarza tu ten sam błąd, który jest udziałem większości twórców, parających się produkcją rozrywkową. Jakim sposobem przeciętny widz ma się 'przejrzeć w ekranie', skoro na ekranie tym wciąż ogląda głównie niewielki procent społeczeństwa - klasę wyższą, którą na co dzień widuje w witrynach najdroższych restauracji?" - punktował recenzent Interii.

Konkluzja była jednak dość optymistyczna. "Dobrego rzemiosła i zręcznego opowiadania historii (mimo nielicznych dłużyzn), a także znakomitego prowadzenia aktorów (świetny drugi plan!) Komasie odmówić nie można". 

Obraz okazał się jednak kinowym hitem. "Nie spodziewałem się takiego sukcesu. Film obejrzało w kinach ponad 800 tys. osób, a w tym masa nastolatków, którym ten film się spodobał. A przecież rzadko się zdarza, że młodzież przyjmuje cokolwiek" - mówił Komasa.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Sala samobójców

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama