Reklama

Ryan Gosling: Narodziny gwiazdy

Ryan Gosling przedstawia sobą pewną zagadkę i, szczerze mówiąc, podoba mu się to. Nie chodzi jednak o to, że celowo stara się być trudny czy tajemniczy - pospiesznie wyjaśnia sam zainteresowany.

To po prostu mechanizm, który wypracował, by skutecznie radzić sobie z przeszkodami, jakie napotyka na swej drodze młody, nieznany aktor, walczący o przełom w swojej karierze.

Kiedy nikt w ciebie nie wierzy

Reklama

- Kiedy jesteś młodym aktorem, na co dzień przeważnie słyszysz komentarze w stylu "to niemożliwe" albo "nie uda ci się to" - wyjaśnia. - Cały czas powtarzają ci, że nie masz szans na sukces. "Znajdź sobie jakieś normalne zajęcie". Nikt w ciebie nie wierzy, za wyjątkiem garstki nielicznych. Po pewnym czasie uczysz się ignorować zdanie innych. Wyrzucasz to z siebie. Jeśli masz trochę oleju w głowie, znieczulasz się.

- Każdy zna to z autopsji - dodaje 30-letni Kanadyjczyk. - Jeślibyś słuchał w życiu innych ludzi, to nigdy niczego byś nie zrobił. Byłbyś zbyt przerażony, żeby próbować.

W przypadku Goslinga zamknięcie się na opinie innych z całą pewnością popłaciło. Praktycznie nieznany przed rolą w "Pamiętniku" (2004), dziś jest pierwszoligowym aktorem. W samym tylko 2011 roku do kin weszły trzy głośne filmy z jego udziałem: wakacyjna komedia romantyczna "Kocha, lubi, szanuje", thriller "Drive" i dramat polityczny "Idy marcowe". W kontekście tego ostatniego tytułu mówi się nawet o Oscarach...

Jeśli nawet cały ten medialny szum zawrócił mu nieco w głowie, pochodzący z Ontario Gosling nie daje tego po sobie poznać.

- To wspaniałe, że ludziom podoba się to, co robię - mówi Gosling, a w jego głosie słyszę pewną ostrożność (rozmawiamy przez telefon). - Pochwały pochwałami, to bardzo miłe, ale wydaje mi się, że ryzykowną rzeczą jest wierzyć w to, co inni mówią o tobie. Wierzę za to w opinię ludzi, którzy z kolei wierzyli we mnie, kiedy byłem na początku swojej drogi. Nie zmieniłem się, i oni też nie - i nigdy nie zapomnę, kto nie zwątpił we mnie wówczas, kiedy wszyscy inni wątpili.

Pracując dla Clooney'a

W "Idach marcowych" Gosling gra Stephena Myersa, doradcę do spraw PR pracującego dla kandydata na prezydenta Stanów Zjednoczonych (w tej roli reżyser filmu - George Clooney). Początkowo Myer podchodzi do stojącego przed nim zadania z pozycji idealisty, starając się zręcznie nawigować po wodach bezpardonowego świata polityki. Bardzo szybko jednak dociera do niego, że rzeczywistość tego świata jest wielce odległa od wyidealizowanych wyobrażeń na ten temat.

- Gram kogoś, komu naprawdę zależy na tym, by w USA i na świecie coś się zmieniło. Mój bohater wierzy, że może się na coś przydać. Decyduje się pracować dla kandydata, który jest w stanie urzeczywistnić te zmiany, ale kiedy poznaje pewne interesujące fakty dotyczące tego człowieka, staje przed poważnym dylematem... Nie mogę powiedzieć nic więcej, poza tym, że ten film to swoisty moralitet.

Clooney jest niezmiennie chwalony przez aktorów, którzy mieli okazję u niego pracować (może z wyjątkiem kilku ofiar jego powszechnie znanego upodobania do psikusów). Gosling nie jest pod tym względem odosobniony.

- To doświadczenie zmieniło moje życie - żartuje. - Pracując z nim, czułem się tak, jakbym codziennie był świadkiem narodzin jednorożca.

A tak poważnie, bardzo pozytywnie wypowiada się o reżyserskich zdolnościach Clooneya, mimo iż jest to dopiero czwarty film, w którym ten doświadczony aktor stanął za kamerą.

- Rzadko nadarza się możliwość pracy z reżyserem, który ma tak jasną wizję pracy, jak George Clooney, i który naprawdę wie, czego chce - mówi Gosling. - Materiał, nad którym pracował, znał od podszewki. George'a charakteryzuje też entuzjazm wobec reżyserowania jako takiego. Uwielbiał rozmawiać z nami o filmie i rozkładać go na czynniki pierwsze. Opowiadał aktorom o kolejnych scenach, a czasem nawet nucił muzykę, która jego zdaniem idealnie pasowała do ostatniego cięcia. To było tak, jakby prowadził nas przez ten film w stanie rzeczywistym.

- Potem, kiedy kamera szła już w ruch, dawał naprawdę niesamowite wskazówki. A kiedy byłeś już gotowy, by zagrać daną scenę, odchodził.

Zobacz zwiastun filmu "Idy marcowe":

Ale...

- Po jego odejściu nagle jednak zdawałeś sobie sprawę, że George, przykładowo, wylał ci na krocze butelkę wody mineralnej - kończy ze śmiechem Gosling. - Tak to sobie wymyślił, żebyś zagrał daną rzecz w mokrych spodniach!

Niektórzy może i mieli mu to za złe, ale nie on.

- George'owi nie zależy wyłącznie na tym, żeby zrobić dobry film - tłumaczy Gosling - ale też na tym, by praca na planie była prawdziwym przeżyciem.

W kinach w USA "Idy marcowe" będą walczyć o względy widzów z "Drive", który prawdopodobnie wciąż jeszcze będzie wyświetlany, kiedy dzieło Clooneya zostanie zaprezentowane szerokiej publiczności. W thrillerze tym Gosling wciela się w tajemniczego mężczyznę - Drivera, samotnika, dla którego samochód jest miejscem, w którym czuje się najbardziej "u siebie".

Tajemniczy samotnik podbija serca

- Mój bohater to kierowca-rzezimieszek, który bierze udział w małych skokach, a czasami pracuje również w filmach jako kaskader - mówi Gosling. - Niestety, tak się składa, że pewnego dnia zakochuje się w złej kobiecie.

Kobietą tą jest jego zamężna sąsiadka (Carey Mulligan), która samotnie wychowuje swojego synka, podczas gdy jej mąż przebywa w więzieniu. Ostatecznie jednak wydostaje się z "pudła" - a Driver postanawia pomóc byłemu więźniowi w realizacji bardzo niebezpiecznego zadania, które, jak można przewidzieć, nie pójdzie im gładko.

- Wiele filmów akcji charakteryzuje przerost akcji nad warstwą dotyczącą bohaterów - mówi Gosling. - W tym filmie bardzo podobało mi się to, że w centrum opowieści był wyraźnie zarysowany bohater i dobry wątek miłosny.

Ale już sceny akcji wymagały pewnego wysiłku...

- Samochody nigdy nie były moją specjalnością - przyznaje aktor. - Ale było zabawnie. Mogłem wybrać sobie każdy samochód, jaki chciałem, więc postawiłem na starego chevroleta Malibu z 1973 roku. Ekipa techniczna trochę go podrasowała, żeby był szybszy.

Ale nawet za kierownicą głównym obiektem zainteresowania aktora nie była bynajmniej sytuacja na drodze.

- Ważniejsze dla mnie było to, aby uwiarygodnić moją postać - wyjaśnia. - Zależało mi, aby widzowie zrozumieli, co kieruje tym gościem przy podejmowaniu różnych, niekiedy naprawdę złych decyzji. Chciałem również, aby ten film miał w sobie coś ze snu - ale takiego snu, który zmienia się w koszmar.


Pierwszym przełomowym momentem w karierze Goslinga był rok 1993, kiedy wziął udział w otwartym castingu do nowej formuły znanego programu "Klub Myszki Miki". Przyszły aktor pokonał 17 tysięcy dzieciaków i dostał rolę w show, w którym występował od 1993 do 1995 r., u boku takich dziecięcych gwiazd (których udziałem również miała stać się "dorosła" kariera), jak Christina Aguilera, Britney Spears czy Justin Timberlake.

Jego pierwszą dużą filmową rolą był występ w "The Slaughter Rule" (2002). Z czasem zaczął grać w coraz głośniejszych produkcjach - w "Śmiertelnej wyliczance" (2002), we wspomnianym "Pamiętniku", w "Szkolnym chwycie" (2006), "Słabym punkcie" (2007), "Blue Valentine" (2010)...

Najsmaczniejszy "kąsek" w Hollywood

Gosling, niegdyś postrzegany jako kościsty i nieco dziwaczny młodzieniec, od jakiegoś czasu prezentuje światu jaśniejsze włosy i bardziej wyrzeźbioną sylwetkę (jego muskularny tors bardzo rzucał się w oczy w jednym z najlepszych gagów w "Kocha, lubi, szanuje"). Aktor został wręcz okrzyknięty jednym z najsmaczniejszych nowych kąsków w Hollywood. To zaszczyt, który - jak sam utrzymuje - wprawia go w pewne zakłopotanie.

- Aż tak dobrze znowu nie wyglądam - mówi. - Właściwie to wydaje mi się, że wyglądam dość dziwacznie. Przed "Pamiętnikiem" dostawałem wyłącznie role w typie dziwaka, ekscentryka, psychopaty, kujona, outsidera. Rzeczywiście, coś się chyba zmieniło.

Zobacz zwiastun filmu "Kocha, lubi, szanuje":


Obecnie Gosling pracuje na planie filmu "The Gangster Squad" w reżyserii Rubena Fleischera, którego akcja toczy się w Los Angeles lat 40. i 50. Gra w nim policjanta, który zostaje przydzielony do specjalnej jednostki mającej za zadanie rozpracować struktury lokalnej mafii. Na ekranie zaś partnerują mu między innymi Sean Penn i Emma Stone.

Jeśli chodzi o życie osobiste, to wielu pamięta, że Gosling przez kilka lat spotykał się z Rachel McAdams, z którą stworzył filmowy duet w "Pamiętniku". Od niedawna jego nazwisko łączone jest z Evą Mendes, która partneruje mu w obrazie "The Place Beyond the Pines" (jego premierę zaplanowano na 2013 r.). Aktor nie lubi jednak rozmawiać o sprawach prywatnych - jeśli nie liczyć szczerości, z jaką wyjawia, kto jest jego prawdziwą bratnią duszą.

- To pies, który wabi się George - z czułością mówi Ryan Gosling. - Ma jedenaście lat. Wygląda tak, jakby wyszedł spod ręki Jima Hensona (twórcy Muppetów - przyp. tłum.). To najdłuższy związek mojego życia.

Cindy Pearlman

"The New York Times"

Tłum. Katarzyna Kasińska

The New York Times

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Nie | "Narodziny | 'Gwiazdy' | Ryan Gosling | aktor | Drive | film

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje