Reklama

Rachel Weisz wie, jak walczyć o rolę

Zdobywczynię Oscara Rachel Weisz możemy obecnie oglądać jako księżnę Sarah w "Faworycie". Niewiele osób wie, że aktorka potrafi z wielką determinacją walczyć o najlepsze role. Raz zdarzyło się jej się wsiąść do samolotu w Los Angeles, by móc w Londynie przez godzinę spotkać się z reżyserem.

Rachel Weisz na tegorocznej gali oscarowej

"Wiem, czego w życiu chcę, potrafię o to walczyć, jestem zdeterminowana, nie brakuje mi odwagi, by dążyć do wyznaczonego celu. Nie przeżywam aż tylu rozterek co moje bohaterki. Na przykład rola Tessy w 'Wiernym ogrodniku' to był rezultat mojej determinacji, wręcz walki. Kiedy się dowiedziałam, że Fernando Meirelles organizuje casting w Londynie i jest zainteresowany brytyjskimi aktorami, bez wahania wsiadłam do samolotu w Los Angeles. Miałam dzień przerwy w zdjęciach i tylko godzinę, by spotkać się z reżyserem" - wspomina Rachel Weisz w rozmowie z magazynem "Harper's Bazaar".

Co działo się dalej? "Na casting przyszłam pierwsza. Następnego dnia, już z Los Angeles, napisałam do Fernanda list, że nie znajdzie lepszej ode mnie aktorki. Kiedy przeczytałam scenariusz, rozpłakałam się jak dziecko, bo to najpiękniejsza historia miłosna, z jaką się zetknęłam" - zwierza się. Jej trud opłacił się. Dostała angaż, a później została uhonorowana Oscarem za drugoplanową rolę.

Reklama

W lutym na jej półce z nagrodami pojawiła się kolejna statuetka - BAFTA za drugoplanową kreację w "Faworycie". W tej opowieści osadzonej XVIII-wiecznej Anglii Weisz wciela się w silną i władczą Sarę, księżnę Malborough, najbliższą przyjaciółkę królowej Anny (Olivia Colman). Zdobyła ona ogromne wpływy na dworze i de facto zarządza państwem. Dziewczyna, której powierzyła rolę pokojówki monarchini - jej zubożała kuzynka Abigail (Emma Stone), stanie się dla niej największym zagrożeniem na wielu płaszczyznach.

Przed zdjęciami do "Faworyty" aktorzy mieli trzytygodniowe próby, bardzo osobliwe - taki jest system pracy reżysera Yorgosa Lanthimosa. "Jeździmy konno, strzelamy, przymierzamy kostiumy, ćwiczymy swoje kwestie. Mówimy je bardzo szybko, albo stojąc na rękach, albo wyrabiając ciasto na precle... (...) Dzięki ćwiczeniom dochodzimy do punktu, w którym odruchowo wszystko robimy w sposób przerysowany, śmieszny. Takiego efektu pewnie byśmy nie osiągnęli, gdybyśmy konwencjonalnie ćwiczyli w domu przed lustrem. Masz kawałki masła na twarzy i ręce w mące, a jednocześnie powtarzasz swoje kwestie dramatycznym tonem. W teatrze miałam podobne eksperymentalne próby, ale nigdy czegoś takiego nie doświadczyłam w kinie" - mówi Brytyjka.


PAP

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Rachel Weisz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje