"Quo vadis" w Ameryce

Jak informuje "Rzeczpospolita", jesienią na ekrany amerykańskich kin ma wejść "Quo vadis" Jerzego Kawalerowicza. Będzie to jednak wersja znacznie różniąca się od tej, którą znają polscy widzowie.

Po raz pierwszy film polski, niebędący koprodukcją z żadną inną kinematografią, ma szansę na dystrybucję w kinach USA, prowadzoną nie poprzez kanały polonijne, lecz przez firmę amerykańską.

Reklama

"Quo vadis" został zakupiony przez L. A. Entertainment Group, a nad jego dystrybucją czuwa emerytowany szef dystrybucji Warner Bros., Barry Reardon.

Amerykanie sporo zainwestowali w ten projekt. Od polskiej strony dostali dwie wersje filmu - oryginalną Jerzego Kawalerowicza oraz krótszą, przygotowaną na zachodni rynek przez Anne Gourcaud, znakomitą montażystkę, która pracowała m.in. przy "Draculi" Francisa Forda Coppoli, "Zbrodniach serca" Bruce'a Beresforda, "Dwóch Jake'ach" Jacka Nicholsona, a także "Straconych duszach" Janusza Kamińskiego. Jej wersja została zaakceptowana przez Jerzego Kawalerowicza, jednak dystrybutorzy z L. A. Entertainment Group jeszcze bardziej ją zmienili.

Ostatecznie "Quo vadis" , które obejrzą Amerykanie, ma 138 minut, jest więc krótsze od oryginału o pół godziny.

Część ujęć zostało wyrzuconych, a dodano materiały, których w polskiej wersji nie było. Zdynamizowany został początek filmu, w niektórych sekwencjach zadziałała też cenzura obyczajowa - wypadła z filmu scena, w której podczas uczty Nerona tancerka obnaża biust. Zamiast niej włączono ujęcia tańczącego Parysa - też zresztą półnagiego.

Zmieniono także całą ścieżkę dźwiękową.

Jak twierdzi producent "Quo vadis", Mirosław Słowiński, prawa do oryginalnej muzyki ma firma Sony i Amerykanie musieliby kupić ją osobno. Dlatego zdecydowali się na zmianę muzyki, dokonali też dubbingu. Nad angielską wersją dialogów zespół tłumaczy, techników i aktorów pracował prawie pięć miesięcy.

Jerzy Kawalerowicz nie ukrywa, że jest przywiązany do własnej, dłuższej wersji "Quo vadis".

"Zgodziłem się na zmiany trochę wbrew sobie" - mówi reżyser.

"Ale nie mogłem postąpić inaczej. Nasz film nie spłacił dotąd kredytu bankowego, a kontrakt amerykański stwarza szansę na dodatkowe wpływy. Dlatego musiałem zgodzić się na zmiany, które dostosują mój film do komercyjnych wymogów rynku za oceanem. Osobiście i tak najwyżej cenię wersję serialową, którą zaprezentuje polska telewizja" - dodaje Jerzy Kawalerowicz.

Wszystkie prace nad montażem i udźwiękowieniem "Quo vadis" L. A. Entertainment Group wykonała na własny koszt. Zaangażowała też jednego z najlepszych amerykańskich specjalistów od filmowego marketingu, który ma zaproponować plan dystrybucji.

Barry Reardon szefował przez 21 lat działowi dystrybucji w firmie Warner Bros. Pod jego pieczą aż 22 filmy osiągnęły wpływy ponad 100 mln dolarów.

Premiera "Quo vadis" ma się odbyć jesienią, prawdopodobnie w Los Angeles.

Wiadomo już, że początkowo film wejdzie na ekrany w 100 kinach. Jeśli testowy weekend okaże się dobry, Amerykanie są gotowi rozpowszechniać "Quo vadis" w tysiacu kopii.

Szef L. A. Entertainment Frank Schroeder przywiązuje do całego przedsięwzięcia dużą wagę i liczy na dystrybucyjny sukces filmu.

Dowiedz się więcej na temat: Jerzy Kawalerowicz | Amerykanie | film

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje