Reklama

Pożegnanie Janusza Morgensterna

Wybitny polski reżyser Janusz Morgenstern spoczął w Alei Zasłużonych na Cmentarzu Wojskowym w Warszawie.

Uroczystość miała charakter świecki. Rozpoczęła się w Domu Przedpogrzebowym na warszawskim Cmentarzu Wojskowym. Wartę honorową przy trumnie pełniła Kompania Honorowa Wojska Polskiego. Pożegnaniu towarzyszyła muzyka z filmów Morgensterna, m.in. piosenka z jego filmu "Do widzenia, do jutra".

Reklama

W uroczystościach pogrzebowych - obok najbliższej rodziny - udział wzięli m.in. prezydent Bronisław Komorowski, minister kultury Bogdan Zdrojewski i przyjaciel artysty Roman Polański.

"Żegnam mojego najstarszego przyjaciela (...). On nie jest dla mnie przedstawicielem polskiego kina. On jest dla mnie po prostu drogim przyjacielem. Chciałem tylko powiedzieć: żegnaj przyjacielu" - powiedział podczas uroczystości wyraźnie wzruszony Polański.

"Kuba Morgenstern był dobrym człowiekiem o kompletnej wrażliwości, jednym z najlepszych pedagogów - mówił minister kultury Bogdan Zdrojewski, żegnając artystę.

"Umiał słuchać, umiał patrzeć, umiał czuć i tym wszystkim się z nami zawsze pięknie dzielić. Był niezwykle pogodny i tą pogodą zarażał. Pogodą osobowości, sposobem bycia. To, że sam był dobrym człowiekiem, to nie wszystko. On u innych widział dobro i umiał je znaleźć" - podkreślił Zdrojewski.

W jego opinii Morgenstern był jednym z najlepszych pedagogów. "To, co po sobie pozostawił to rzeczy piękne, tak ważne, tak dobrze skrojone, że mogą uczyć się na nich następne pokolenia" - ocenił Zdrojewski.

Jak dodał, Morgenstern "w jakimś sensie był Kolumbem, bo co rusz coś odkrywał i odkrywał to dla nas". "Dzielił się tym w każdym filmie, każdym przekazie, każdym obrazkiem" - mówił minister.

Zwrócił też uwagę na szczególny stosunek Morgensterna do ludzi, przyjaciół, współpracowników. "Grono jego przyjaciół jest najlepszym dowodem na to, kogo znalazł, kogo odkrył, komu pomógł. To niezmierzalne bogactwo" - uznał Zdrojewski.

"W jakimś sensie rozstajemy się z tym dobrym człowiekiem, ale nie rozstajemy się z tym, co pozostawił. (...) Wydawać się może, że to zaledwie 20 filmów, ale wrażenie jest takie jakby było ich 100, 200, 300. Tak ważne są to obrazy (...), dla wszystkich nas. Będziemy do nich zawsze wracać. Cześć jego pamięci" - powiedział minister.

"Niezapomniana scena twojego pomysłu z płonącymi kieliszkami z filmu 'Popiół i diament' dziś wygląda inaczej. Te płonące kieliszki to my, filmowcy czasów polskiej szkoły filmowej, a płomień zapala w nas wiara w kino i nieunikniona konieczność opowiedzenia tego, co w czasie wojny widziały nasze oczy. Gasną kolejne płomienie... Teraz Ty dołączasz do tych, którzy powołali do życia powojenne polskie kino" - napisał w liście Wajda, któremu udział w ceremonii pogrzebowej uniemożliwił pobyt w klinice w Krakowie.

Obok najbliższej rodziny artystę żegnali także przyjaciele oraz przedstawiciele środowiska filmowego, m.in. Jan Englert, Kazimierz Kutz, Maja Komorowska, Ewa Wiśniewska, Janusz Gajos oraz prezes Stowarzyszenia Filmowców Polskich Jacek Bromski, który odczytał wspomniany list w imieniu Andrzeja Wajdy.

Po uroczystości w Domu Przedpogrzebowym trumnę w kondukcie pogrzebowym odprowadziła Kompania Honorowa Wojska Polskiego. Morgenstern spoczął w Alei Zasłużonych na Cmentarzu Wojskowym w Warszawie.

Artysta zmarł we wtorek 6 września, miał 88 lat.

Morgenstern był reżyserem filmów "Do widzenia, do jutra", "Trzeba zabić tę miłość", "Jowita", "Żółty szalik" oraz seriali "Stawka większa niż życie", "Kolumbowie", "Polskie drogi". Kierował Studiem Filmowym Perspektywa w Warszawie.

Zawodu uczył się m.in. od Andrzeja Wajdy. Jako drugi reżyser na planie "Popiołu i diamentu" (1958) był pomysłodawcą słynnej sceny przedstawiającej płonące kieliszki.

PAP/INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Janusz Morgenstern | Janusz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje