Reklama

Reklama

"Podwójne życie Weroniki": Jedenaste przykazanie

30 lat temu na ekrany polskich kin wszedł jeden z najbardziej znanych filmów Krzysztofa Kieślowskiego "Podwójne życie Weroniki". Produkcja walczyła o Złotą Palmę na festiwalu w Cannes i otrzymała nominację do Złotych Globów w kategorii "najlepszy film zagraniczny",

Irene Jacob w scenie z "Podwójnego życia Weroniki"

"Po 'Dekalogu' niektórzy krytycy zastanawiali się, co teraz Krzysztof Kieślowski wymyśli, by 'przeskoczyć' światowe powodzenie tych dziesięciu filmów. Chyba jedenaste przykazanie, żartowali. Wymyślił 'Podwójne życie Weroniki'. Z piękną muzyką, z zachodnią gwiazdą" - wspominała krytyk Maria Malatyńska.

Tego samego dnia, o tej samej godzinie przychodzą na świat dwie dziewczynki. Jedna z nich rodzi się w Krakowie, druga we francuskim mieście Clermont-Ferrant. Otrzymują takie same imiona (Weronika i Veronique), mają takie same zainteresowania artystyczne i są podobne jak dwie krople wody. Nic o sobie nie wiedzą, lecz czują się ze sobą związane... - taki był punkt wyjścia "jedenastego przykazania" Kieślowskiego.

Reklama

Gdy jedna z dziewczyn (Weronika) umiera na zawał serca podczas występu w filharmonii, druga podświadomie odczuwa stratę kogoś bardzo bliskiego. Od teraz zdarzenia kształtujące życie Veronique prowadzą kobietę do momentu, w którym uświadamia sobie istnienie "bliźniaczki" - Weroniki.

Metafizyczna relacja między bohaterkami była głównym tematem "Podwójnego życia Weroniki". "Chcieliśmy sprawdzić, czy przy pomocy nowoczesnej techniki filmowej można bez popadania w banał i schematyzm zadawać ważne pytania o sens życia. Czy można przy pomocy kamery wniknąć w ludzkie pęknięcia, w prawdziwe tęsknoty i niewytłumaczalne, tajemnicze zachowania. Krzysztof, podobnie jak ja, był przekonany, że można (...) Było to karkołomnie trudne zadanie" - wspominał współpracownik Kieślowskiego, scenarzysta Krzysztof Piesiewicz.

Początkowo główną rolę w "Podwójnym życiu Weroniki" miała zagrać Andie MacDowell, którą Kieślowski zachwycił się po jej roli w filmie Stevena Soderbergha "Seks kłamstwa i kasety wideo", laureata Złotej Palmy w Cannes w 1989 roku. To z myślą o niej Kieślowski i Piesiewicz przystąpili do pisania scenariusza. Kiedy jednak okazało się, że McDowell wybrała inną ofertę, w castingu wyłoniona została nieznana szerzej francuska aktorka Irene Jacob.

"Pomyślałem, że to nawet lepiej, że w europejskim filmie nie będzie występować amerykańska gwiazda" - notował polski reżyser.

"Miał mnóstwo wątpliwości związanych z obsadą głównej roli. Nawet, gdy już zaangażował Irene, to wciąż nie był pewien, czy dobrze zrobił. Dopiero gdzieś po dwóch tygodniach zdjęć stwierdził, że dokonał dobrego wyboru" - dopowiadał operator Sławomir Idziak.

Wybór Jacob okazał się strzałem w dziesiątkę. "Ma niewiarygodną osobowość, takie jak trzeba ruchy, jasne spojrzenie, naturalny sposób wysławiania się i piękny, zmysłowy uśmiech młodej Ingrid Bergman. Po prostu się ją kocha" - zachwycała się Daniele Heyman na łamach "Le Monde".

Brzmi nieźle po polsku, po francusku i po angielsku

Roboczy tytuł przyszłego filmu brzmiał "Chórzystka" - jedna z bliźniaczych bohaterek miała bowiem wykonywać piękne pieśni.

"Mam 50 tytułów w notesie i właściwie żaden mi nie odpowiada. Wszyscy są zaangażowani w szukanie tytułu. Moja żona i córka proponują najróżniejsze słowa, asystenci czytają sonety Szekspira wierząc, że on akurat miał niezłą głowę. Ja sam łapię się na tym, że jeżdżąc po mieście, czytając plakaty, ogłoszenia i gazety, szukam bez przerwy jakiegoś intelektualnego tytułu. A producent naciska. W końcu, który pewno nie będzie żadnym końcem, przyjmujemy tytuł 'Podwójne życie Weroniki'. Brzmi nieźle po polsku, po francusku i po angielsku, jest dość komercyjny przed zobaczeniem filmu, a po zobaczeniu dość dokładnie oddaje jego treść. Ma jedną wadę - ani ja, ani producent nie jesteśmy do niego przekonani i pewno po rozpoczęciu zdjęć trzeba będzie go zmienić" - Kieślowski pisał w swym dzienniku.

Ostatecznie stanęło na "Podwójnym życiu Weroniki", jednak wybór tytułu okazał się niewielkim problemem w porównaniu z wyborem ostatecznej wersji filmu. Kieślowski przez długi czas cyzelował historię, którą chciał opowiedzieć, ciągle przemontowując film. W efekcie powstało aż 17 montażowych wersji "Podwójnego życia Weroniki". Żadna jednak nie zadowalała reżysera, który wpadł na szalony i oryginalny pomysł, by premiera obrazu wyglądała w ten sposób, że w 17 kinach wyświetla się tego samego dnia 17 różnych wersji filmu. Ze względu na wysokie koszty takiego przedsięwzięcia pomysł spalił jednak na panewce.

"Nie można pokazać zbyt dużo - znika tajemnica; nie można pokazać zbyt mało - nikt nic nie zrozumie. Szukanie proporcji między oczywistością i tajemnicą to jest właśnie powód tych wielu wersji" - Kieślowski tłumaczył w rozmowie ze szwajcarskim periodykiem "DU".

Artysta niewidzialnego

"Strasznie niepokoił się tym, jak 'Podwójne życie Weroniki' zostanie przyjęte. Po raz pierwszy w jego karierze ważne miały być cyferki - liczba widzów, wpływy z dystrybucji. Szalenie go to frustrowało. Popadał w rodzaj depresji. Zrobił film tak inny od poprzednich, że nie wiedział, czy znajdzie on odbiorcę. A część francuskiej krytyki już wtedy zaczęła go lekko podszczypywać" - wspominała Agnieszka Holland.

Zanim obraz trafił na ekrany francuskich, a potem polskich kin - "Podwójne życie Weroniki" premierowo zaprezentowano w konkursie festiwalu w Cannes. Reakcje krytyki były entuzjastyczne. "Jeszcze raz polski reżyser przedstawia się jako mistrz tajemnicy, artysta niewidzialnego" - pisał recenzent "La Nouvelle Observateur", a film Kieślowskiego wymieniany był jednym tchem jako zdecydowany faworyt do zdobycia Złotej Palmy.

Zwłaszcza, że przewodniczącym jury był w tym roku rodak Kieślowskiego - Roman Polański. Jury postanowiło jednak przyznać Złotą Palmę "Bartonowi Finkowi" braci Coen, "Podwójne życie Weroniki" musiało zadowolić się nagrodą międzynarodowych krytyków filmowych FIPRESCI oraz wyróżnieniem Jury Ekumenicznego. Triumfowała za to Irene Jacob, która za rolę w filmie Kieślowskiego otrzymała nagrodę aktorską.

Miesiąc po pokazie w Cannes "Podwójne życie Weroniki" trafiło na ekrany francuskich kin. "Obserwowałem, jak w Paryżu 'Podwójne życie Weroniki' przyciągało różne grupy społeczne. Nie tylko w ekskluzywnych paryskich kinach centrum, gdzie przychodzą elity intelektualne i snobistyczni paryżanie, sale były wypełnione po brzegi. Podobnie było w kinach przedmieścia" - wspominał filmoznawca Tadeusz Lubelski.

"Podwójne życie Weroniki" stało się najbardziej rozpoznawalnym filmem Kieślowskiego na świecie, a on sam uznawany był za reprezentanta polskiej kinematografii.

"Kiedy spotkałem się z ówczesną minister kultury Grecji, wielką aktorką Meliną Mercouri, już na wstępie rozmowy powiedziała mi, że jest wielką fanką Kieślowskiego. Mówiła, że ma przed oczami sceny z 'Dekalogu' i 'Podwójnego życia Weroniki'. O znajomości filmów Kieślowskiego mówili mi potem politycy i wybitni artyści z różnych krajów. Na Zachodzie współczesna Polska wielu kojarzy się z Pendereckim, Kantorem, Grotowskim, Wajdą i właśnie Kieślowskim" - przypominał sobie były minister kultury Waldemar Dąbrowski.

Mróz na ręce Weroniki

"Podwójnym życiem Weroniki" zainteresował się również wpływowy amerykański producent filmowy Harvey Weinstein, który zdecydował się na dystrybucję filmu w Stanach Zjednoczonych. Aby firma Miramax zakupiła prawa do pokazywania "Podwójnego życia..." w USA, wystarczyło Weinsteinowi przeczytanie scenariusza i obejrzenie 10 minut materiału.

"Znałem wcześniej 'Dekalog' Kieślowskiego. Po jego obejrzeniu zmieniłem swój sposób patrzenia na kino (...) Gdy po raz pierwszy osobiście spotkałem się z Kieślowskim wiosną 1991 roku w Paryżu, sprawił na mnie wrażenie chłodnego Europejczyka. Później odkryłem, że za maską arogancji krył się jego upór, ciepło i współczucie. I że człowiek, który w swojej pracy dotyka spraw duchowych, jest totalnym pragmatykiem (...) Przekonywał mnie, że polska wódka, którą mnie poczęstował, jest lepsza od rosyjskiej" - Harvey Weinstein wspominał pierwsze spotkanie z reżyserem.

Słynny producent przywołał też ciekawą anegdotkę dotyczącą recepcji filmu Kieślowskiego w USA. "Żaden z zasłużonych krytyków, których pytałem, ani żaden z tzw. intelektualistów z mojego otoczenia, nie mógł mi wytłumaczyć, co oznacza mróz na ręce Weroniki, kiedy dotyka ona miętowego drzewa. Nie byłem bynajmniej kimś bezmyślnym. Kiedy Kieślowski przyjechał na otwarcie festiwalu nowojorskiego, spytałem go, co próbował przez to powiedzieć. Oczekując jakieś rewelacji powiedzianej w zaufaniu, usłyszałem od mistrza, że Weronika miała naprawdę zły dzień i szła do domu do taty. I tu odkryłem, że Krzysztof nie próbował tworzyć żadnych parabolicznych, zagadkowych zakończeń, przez które musi się przedzierać głowa, żeby odgadnąć, co reżyser chciał przez to powiedzieć. Więc popełniłem herezję" - przyznaje się Weinstein.

"Poprosiłem jednak Kieślowskiego o zmianę zakończenia, tak by było ono bardziej zrozumiałe dla amerykańskiej widowni. Krzysztof odpowiedział, że rozważy to. Następnego dnia usiedliśmy w pokoju hotelowym i narysował mi sceny, w których wprowadził zmiany" - dodał przyszły producent filmów Quentina Tarantino i... wielokrotny przestępca seksualny.

Sukces?

Amerykanie docenili jednak "Podwójne życie Weroniki". Krytyk opiniotwórczego magazynu "Variety" umieścił film Kieślowskiego na liście najlepszych obrazów 1991 roku, m.in. obok "Thelmy i Louise" Ridleya Scotta. Kieślowski "stara się nam powiedzieć, że między ludźmi może zaistnieć kontakt zbudowany na intensywności myśli i uczuć, i zawiera tę tajemnicę we wspaniałym potoku muzyki i obrazów" - uzasadniał swój wybór Peter Cowie.

Nieco mniej szczęścia miał Kieślowski do rodzimych krytyków. Zanim obraz trafił na ekrany kin, zaprezentowano go w ramach specjalnego pokazu na festiwalu w Gdyni.

"Od 'Weroniki' pojawiło się jakieś nerwowe napięcie między polską krytyką a Kieślowskim. Odczułam to wyraźnie, gdyż przez wiele lat z życzliwością towarzyszyłam jego filmom. Naszej krytyce 'Weronika' wydawała się cokolwiek sztuczna. Zauważono także, że Kieślowski się zmienił. Inaczej się zachowywał, inaczej wypowiadał. W stosunku do dziennikarzy stał się bardziej poważny, zamknięty" - opowiadała Maria Malatyńska.

Na początku 1992 roku"'Podwójne życie Weroniki" otrzymało nominację do Złotych Globów w kategorii "najlepszy film zagraniczny", z kolei Jodie Foster do spółki z Martinem Scorsese poinformowali Kieślowskiego, że jego film otrzymuje nominację do prestiżowych Independent Spirit Awards.

Do reżysera zaczęli zgłaszać się hollywoodzcy producenci z propozycjami kolejnych filmów - jedną z nich była ekranizacja "Jądra ciemności" Josepha Conrada. Kieślowski wiedział jednak dokładnie, o czym chce opowiedzieć w następnej kolejności. Już w trakcie prac nad "Podwójnym życiem Weroniki" rozpoczął bowiem pisanie scenariusza tryptyku "Trzy kolory", w którym spróbował przełożyć na język kina idee: wolności, równości i braterstwa.

- - - - - - - - - - - - - - - - -

Wszystkie cytaty pochodzą z książki Stanisława Zawiślińskiego "Kieślowski. Ważne, żeby iść...".

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Podwójne życie Weroniki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje