Reklama

"Pitbull": Tym filmem Patryk Vega rozpoczynał karierę

W czwartek, 9 kwietnia 2020, mija dokładnie 15 lat od premiery reżyserskiego debiutu Patryka Vegi "Pitbull". Opowieść o pięciu policjantach z wydziału zabójstw okazała się artystycznym sukcesem, sam film zyskał zaś status dzieła kultowego.

Andrzej Grabowski i Marcin Dorociński na planie "Pitbulla"

Opowieść o policjantach z warszawskiego wydziału zabójstw, poszukujących romskiego gangstera Saida, zrodziła się w głowie Patryka Vegi w 2004 roku. Trzy lata wcześniej obronił pracę magisterską na kanwie serialu dokumentalnego "Prawdziwe psy", którego był współscenarzystą i reżyserem. Film "Pitbull" był jego fabularnym debiutem reżyserskim. Odniósł tak duży sukces, że wkrótce powstał również serial pod tym samym tytułem, emitowany w latach 2005 - 2008.

Reklama

Krytycy zwracali uwagę na podobieństwa między "Pitbullem" a "Psami" Władysława Pasikowskiego, jednak Patryk Vega podkreślał różnice między obydwoma produkcjami.

- Podobały mi się "Psy" Pasikowskiego, więc jeśli ktoś porównuje oba filmy, to świetnie. Ale poza faktem, że bohaterami obydwu historii są policjanci, nie dostrzegam dalszych analogii. Pasikowski opowiedział o losach milicjantów w okresie weryfikacji i zmiany ustroju. Mój film jest opowieścią o tym, co dzieje się tu i teraz - mówił Vega.

Według reżysera "PitBull" jest "opowieścią o wartościach".

- Utrzymany w konwencji noir film przedstawia losy pięciu oficerów operacyjnych z wydziału ds. zabójstw. Poszczególne wątki w konstrukcji dramaturgicznej wzajemnie się dopełniają, łącząc się ostatecznie w jedną całość. Znana z licznych filmów postać samotnego, niepokonanego policjanta nie ma nic wspólnego z rzeczywistością, bo jak mówi jeden z oficerów - "samemu to można zgasić światło". Działania policjantów opierają się na współpracy i wzajemnej więzi - właśnie dlatego postanowiłem skupić się na portretach aż pięciu bohaterów - uzasadniał Vega.

- Dlaczego film nosi tytuł "Pitbull"? A dlaczego powieść Prusa jest zatytułowana "Lalka"? - reżyser odmówił bezpośredniej odpowiedzi na pytanie o znaczenie tytułu.

Główną rolę męską, podkomisarza Sławomira "Despero" Desperskiego, zagrał 31-letni wówczas Marcin Dorociński. Aktor miał już wtedy doświadczenie w rolach policjantów ("Vinci, "Sfora"), ale tym razem podszedł do roli z jeszcze większym zaangażowaniem. Spiłował sobie nawet ząb, by wyglądać bardziej wiarygodnie. Jednak nie to było największym poświęceniem do roli "Despera".

Najtrudniejsza była dla niego scena erotyczna, którą musiał odegrać ze swoją filmową partnerką, wcielającą się w postać Dżemmy, 20-letnią wówczas Weroniką Rosati.

- Takie sceny są w ogóle bardzo trudne, bo strasznie ciężko w nich o prawdę - mówił po premierze. - Weronika jest dla mnie obca, ja dla niej... Na szczęście Patryk wszystkich wyprosił. Został tylko Kuba z kamerą, chłopaki od dźwięku. Warunki były komfortowe. Zabójcze za to było dążenie do prawdy w każdym ujęciu. Patryk chciał, aby scena była dokładanie taka, jaką on sobie wyobraził. Zrobiliśmy ze 30 dubli, czyli 30 razy dostałem po kilkanaście razy w twarz. Jak skończyliśmy kręcić tę scenę, byłem trochę nieprzytomny, bo Weronika nie markowała. Ale opłacało się - tłumaczył Dorociński.

W postać Gebelsa - szefa sekcji Wydziału ds. Zabójstw - wcielił się Andrzej Grabowski. Na potrzeby roli aktor pozbył się zarówno włosów, jak i wąsów.

- Na pewno nie pozostanę łysy. Cieszę się, że mogę powrócić do mojego starego wyglądu. Niewiele ról mógłbym zagrać z tak charakterystyczną fryzurą. Najbardziej dokucza mi brak wąsów. To zmieniło mnie najbardziej. Przyzwyczaiłem się do nich przez 30 lat. Jak się tak nagle odsłoni górną wargę to człowiek sam siebie nie poznaje. Nagle okazuje się, że robi się jakieś grymasy, dziwne miny... Myślę, że zmiana mojego wizerunku to dobry pomysł. Z tym wyglądem nawet bliscy koledzy mnie nie poznawali - mówił Grabowski.

W roli młodego policjanta Nielata, który boryka się z uzależnieniem od narkotyków, zobaczyliśmy Rafała Mohra.

- Każda scena w tym filmie była trudna. Poziom emocji jest bardzo wyrównany i bardzo wysoki. Ta rola wymagała ogromnego zaangażowania. Miałem skomplikowane sceny, które wymagały ode mnie zimnej krwi i opanowania, np. scena morderstwa tirowca, wizyta u jego żony, sekwencja scen w deszczu - opowiadał Mohr.

Policjanta o ksywce Metyl zagrał Krzysztof Stroiński.

- Metyl przez większość czasu ekranowego jest pijany, a jeśli nie jest pijany, to jest w jakimś innym ekstremalnym, odbiegającym od normy stanie. Sposób grania pijanego ustaliliśmy podczas pierwszej rozmowy. Założyliśmy, że wszystko, co kojarzy się z powszechnym, zewnętrznym opisem człowieka nietrzeźwego, powinno nas mniej interesować - tak opisywał swojego bohatera.

Stroiński ujawnił też, jak z Patrykiem Vegą pracowali nad postacią.

- Staraliśmy się myśleć kategoriami człowieka, który jest w stanie upojenia nie okazjonalnie, lecz ciągle. Metyl ma umiejętności maskowania się. Jest rutyniarzem i jego picie nie jest zbyt spektakularne. Przewraca się i bełkoce tylko w samotności. On w końcu dość sprawnie pracuje. Paradoks tej postaci polega na tym, że to, co rujnuje mu życie, w jakimś sensie pomaga mu w pracy. Metyl jest bardzo błyskotliwym człowiekiem, odnoszącym zawodowe sukcesy - ujawnił Stroiński.

Na ekranie oglądaliśmy również Janusza Gajosa, który zagrał młodszego aspiranta Zbigniewa Chyba, pseudonim Benek.

- Urok i trudność tego, co robimy, polega na prawdziwym pokazaniu kawałka życia szeregowego pracownika najniższego szczebla policji kryminalnej. Nie graliśmy filmu o "policjantach i złodziejach". Staraliśmy się pokazać prawdziwych ludzi operujących w najbrudniejszych rejonach ludzkiego życia. Nie są to kryształowi przedstawiciele społeczeństwa. Mają sporo grzechów na sumieniu, a życie plącze im się w rożny sposób. Po przeczytaniu scenariusza odniosłem wrażenie, że zanurzę się w czarnych kolorach - mówił Gajos.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Pitbull

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje