Reklama

Reklama

Pasikowski, czyli kino przełomu

Mówimy Pasikowski, myślimy "Psy". Zrealizowany w 1992 roku sensacyjny film o grupie byłych oficerów SB to pierwszy kasowy sukces polskiej kinematografii po 1989 roku. Tworząc w ramach kina popularnego, Pasikowski do dziś nie boi się podejmować kontrowersyjnych tematów. Dowodem najnowszy obraz reżysera, wchodzące w piątek na ekrany kin "Pokłosie".

Twardziele o gołębich sercach

"Psy" nie były jednak pierwszym filmem Pasikowskiego. Rok wcześniej zjednał sobie widzów i krytyków "Krollem" - filmem o męskiej przyjaźni, opartym na hollywoodzkich wzorcach kina drogi. Fabuła opowiadała wprawdzie historię, która mogła zdarzyć się wszędzie, ale debiutujący reżyser potrafił nasycić ją tyloma elementami, że wręcz czuło się, że jest to opowieść o czasach współczesnych - okresie polskiego przełomu ustrojowego.

"Kroll" to także wkroczenie w świat kina specyficznych dla Pasikowskiego bohaterów: twardzieli o gołębich sercach, kierujących się poczuciem solidarności, męskiej przyjaźni, wstrzemięźliwych wobec kobiet, choć z drugiej strony tęskniących za szczerym uczuciem. No i przede wszystkim - zdecydowanych na działanie, czasem w imię takich celów, o jakie trudno byłoby ich podejrzewać.

Reklama

Między "Krollem" i "Psami" uprawiane przez Pasikowskiego kino - mocno oparte na hollywoodzkich wzorcach, wręcz dyskutujące z nimi aż do granic pastiszu - zaczęło być niezwykle modne. Stało się to za sprawą Quentina Tarantino i jego filmów, które jakby starały się odpowiedzieć na pytanie: co robią, o czym myślą i czego pragną ekranowi twardziele, archetypiczne postacie kina akcji, między jednym i drugim pociągnięciem cyngla?

Zresztą, podobieństwo między Pasikowskim i Tarantino sięga głębiej niż by się na pierwszy rzut oka zdawało: nie tylko podobnie patrzą na film, sięgają po te same gatunki, ale też podobnie dochodzili do swego kina. Wszak między nałogowo pochłaniającym filmy synem bileterki i podobnie zafascynowanym kinem pracownikiem wypożyczalni wideo nie ma w zasadzie żadnej różnicy.

Cezary Pazura i Dariusz Kordek w filmie "Kroll":


Reżyseria ewidentnie amerykańska

Na inspirację Pasikowskiego amerykańskim kinem zwrócił uwagę Marek Haltof w jednym z rozdziałów książki "Kino polskie".

"Pasikowski obszernie czerpie z formuły amerykańskiego filmu policyjnego i gangsterskiego, cytując znaczących twórców markowych filmów akcji. Reżyseria jest ewidentnie amerykańska: nawiązania do kina amerykańskiego pojawiają się nieomal w każdej scenie. Widzimy "amerykańskie" przestrzenie (luksusowe wnętrza, mokre od deszczu ulice, podziemne parkingi, opuszczona fabryka), brutalną przemoc, pokazywaną na zwolnionych zdjęciach, słyszymy wulgarny język i twardą mowę twardych mężczyzn. Film opiera się na akcji, a nie na dialogu, co odróżnia go od większości polskich produkcji" - pisał Haltof.

Po sukcesie "Psów" (do kin poszło ponad 400 tys. widzów - przeszło 20-krotnie więcej niż wówczas zwykle kupowało bilety na polskie filmy) przyszła pora na "Psy 2. Ostatnią krew". Jeszcze jeden sukces kasowy (tym razem widzów blisko 700 tys.) i wyraźny rozbrat z krytyką. Dlaczego? Film wydaje się zbyt skonwencjonalizowany, świat przedstawiony w filmie znów staje się bajkowy, a bohater - zimny. Czy twórca obdarzony takimi zdolnościami jak Władysław Pasikowski musi marnować swój talent na odcinanie kuponów? - narzekali krytycy.

Jakby umknęło recenzentom, że twórca "Psów" nie tylko proponuje krajowe warianty (już nie kopie!) hollywoodzkich gatunków, ale również kładzie podwaliny pod oparty na nowych zasadach model działania rodzimej kinematografii. Skoro więc "Psy" odniosły sukces, czemu go nie dyskontować?

W Bośni oraz w Iraku

"Słodko-gorzki" (350 tys. widzów) to kolejny krok w tym kierunku. Film - odwołujący się do wzorców amerykańskiego filmu o problemach dojrzewania - powstał bez finansowego udziału państwowej kinematografii. Wzburzył i oburzył, ale znów powiedział nieco prawdy o młodzieży lat 90., stawiającej pierwsze kroki nie tylko w świecie dorosłych, ale i w nowej rzeczywistości społecznej, a na domiar - lepiej dającej sobie radę niż niejeden dorosły.

"Demony wojny wg Goi" (ponad 400 tys. widzów) to zaś w kinematografii polskiej pierwszy od 30 lat, od "Czerwonych beretów", film werbunkowy, a w nieco innym kontekście - refleks kina o wojnie wietnamskiej. To ciekawe, że jedynie Pasikowski odważył się wykorzystać temat, który sam się narzucał - obecność polskich żołnierzy w Bośni. I tylko on odważył się pokazać ten żołnierski trud jako niebezpieczną, odsłaniającą prawdę charakterów przygodę, uświadamiającą zarazem spoczywającą na każdym żołnierzu odpowiedzialność.

Bogusław Linda w "Demonach wojny wg Goi":


Wreszcie kolejny film świadczący o odwadze reżysera - "Operacja Samum" (312 tys. widzów). Znów historia - tym razem sensacyjno-szpiegowska - osnuta na faktach, znów podobne jak w przypadku "Demonów wojny" wątki i równie śmiałe rozwiązania. Film wzbudził kontrowersje jeszcze zanim powstał, głównie za sprawą ówczesnego szefa polskiego wywiadu Gromosława Czempińskiego, który próbował nie dopuścić do jego realizacji. "Operacja Samum" opowiada bowiem prawdziwą, lecz bardzo tajemniczą, historię brawurowej akcji polskich służb w Iraku, tuż przed rozpoczęciem pierwszej wojny w Zatoce Perskiej.

Powiew egzotyki

To pierwszy przypadek, by Pasikowski, specjalista od męskiego kina, nakręcił film na podstawie cudzego scenariusza. Wielkim orędownikiem idei "Operacji Samum" był odtwórca głównej roli Marek Kondrat. To właśnie on namówił reżysera "Psów" do realizacji projektu, przy okazji wykładając własne pieniądze na produkcję filmu. "Wcześniej nie widziałem takiej potrzeby - tym razem jednak postanowiłem zaryzykować, tym bardziej, że w przypadku tego konkretnego projektu ryzyko nie wydawało mi się zbyt duże" - wspomina po latach aktor.

Rzeczywiście, film był od początku skazany na sukces. Obok plejady gwiazd polskiego kina popularnego: Kondrata, Lindy, Lubaszenki, Anny Korcz (która wciela się w postać agentki Mossadu) i Radosława Pazury, w filmie wystąpili również dwaj niekwestionowani mistrzowie kina artystycznego. Gustaw Holoubek i Jerzy Skolimowski wcielają się odpowiednio w role szefa Mossadu - Shopsovitza oraz szefa CIA - Hayesa. To także pierwszy przypadek w historii polskiego kina, by amerykańska wytwórnia Warner Bros zainwestowała u nas swoje pieniądze. Amerykański koncern był jednym z producentów "Operacji Samum".

Bogusław Linda ratuje świat:


Tytuł obrazu Pasikowskiego wywodzi się od nazwy wiejących na pustyniach Półwyspu Arabskiego suchych, lecz gwałtownych wiatrów, wywołujących piaskowe i pyłowe burze. Ten odświeżający powiew egzotyki w polskim kinie sensacyjnym nie jest jednak wcale "etnograficznym" obrazkiem, tylko sprawnym i odwołującym się najlepszych tradycji kina akcji dziełem. Dwaj polscy szpiedzy w skwarze irackiego słońca nucą sobie bowiem słynny motyw ze "Stawki większej niż życie".

Polacy, którzy mordowali Żydów

Ostatnim filmem Pasikowskiego był zrealizowany w 2001 roku "Reich" - opowieść o dwójce płatnych zabójców - Aleksie i Andre (Bogusław Linda i Mirosław Baka), którzy przyjeżdżają do Sopotu wykonać kolejne zadanie i wikłają się w kontakt z polską mafią. Potem twórca zrealizował jeszcze telewizyjny serial "Glina" i rozpoczął przygotowania do obrazu "Kadysz" [pierwotny tytuł filmu "Pokłosie" - przyp .red.].

Scenariusz, będący próbą rewizjonistycznej opowieści o konsekwencjach żydowskiego pogromu w jednej z polskich wsi, długo nie mógł zyskać dofinansowania Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej. Nie przebierający w słowach Pasikowski twierdził nawet, że stał się "przypadkową ofiarą jakiejś zagmatwanej polityki kulturalnej państwa".

"Polegała ona - i chyba nadal polega - na tym, żeby Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek. Gdy już Agnieszka Holland nakręci film, że ratowaliśmy sąsiadów [chodzi o 'W ciemności'], to ja mogę nakręcić film, że nie wszyscy i nie wszystkich. Państwo i tak liczy na to, że film Agnieszki będzie lepszy" - mówił w rozmowie z Donatą Subbotko ("Gazeta Wyborcza").

Film od początku wzbudzał kontrowersje. "Gdy jeszcze myślałem, że kręcę 'Kadysz', zadzwoniłem do jednego z największych polskich gwiazdorów z propozycją zagrania w tym filmie i wysłałem mu scenariusz. Oddzwonił po kilku godzinach oburzony po lekturze z taką oto uwagą: 'Może byś najpierw nakręcił film o tych wszystkich Polakach, którzy ratowali Żydów, narażając się na śmierć, a dopiero potem o tych, którzy ich mordowali!'" - Pasikowski wspomniał dziennikarce rozmowę z jednym z aktorów, którzy odrzucili propozycję występu w "Pokłosiu".


O tym, w jakiej formie pozostaje twórca "Psów", będziemy mogli przekonać się już w najbliższy piątek, kiedy "Pokłosie" zadebiutuje na ekranach polskich kin.

Przeczytaj recenzję filmu "Pokłosie" na stronach INTERIA.PL!

------------------------------------------------------------------------------------------------

W tekście wykorzystano materiały prasowe towarzyszące premierze filmu "Reich" Władysława Pasikowskiego.

------------------------------------------------------------------------------------------------

Ciekawi Cię, co w najbliższym czasie trafi na ekrany - zobacz nasze zapowiedzi kinowe!

Chcesz obejrzeć film? Nie możesz zdecydować, który wybrać? Pomożemy - poczytaj nasze recenzje!

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL