Reklama

Oscara oddała... rodzicom

Jennifer Lawrence wyznała ostatnio, że oddała swojego Oscara rodzicom z powodu "dziwnej energii", jaką emanowała statuetka.

Piękna 22-latka odebrała nagrodę w tym roku, za swój rewelacyjny występ w "Poradniku pozytywnego myślenia" Davida O. Russella. Była to jej druga nominacja po "Do szpiku kości" Debry Granik, obrazu z 2010 roku, za sprawą którego zdobyła uznanie krytyki filmowej.

Reklama

"Moi rodzice wzięli go (Oscara - przyp. red.) ze sobą do Kentucky, bo dziwnie się czułam, kiedy był w pobliżu - na przykład gdzieś u mnie w domu" - wyznała aktorka.

"Jeśli ktoś do mnie przychodził, to nie chciałam, żeby wciąż rozpamiętywał tę nagrodę. Ona wyzwalał jakąś przedziwną energię - dodała.

"Postawiłam go w korytarzu prowadzącym do łazienki, a moja mama powiedziała, że go zabiera, bo nie powinien tam stać. Teraz jest na naszym pianinie w Kentucky!" - zdradziła Lawrence.

Trzeba jednak przyznać, że odkąd aktorka zdobyła rzeczoną statuetkę, nie może narzekać na brak szczęścia. Gwiazda znana z takich filmów, jak "Granice miłości", "X-Men: Pierwsza klasa" czy "Dom na końcu ulicy", właśnie ukończyła pracę nad kolejnymi produkcjami zatytułowanymi "Serena" i "American Hustle". Oczekuje również na premierę drugiej części superprodukcji "Igrzyska śmierci" o podtytule: "W pierścieniu ognia".

W tym momencie pracuje na planie filmu "X-Men: Days of Future Past", gdzie po raz kolejny wcieli się w Raven (Mystique).

Ciekawi Cię, co w najbliższym czasie trafi na ekrany - zobacz nasze zapowiedzi kinowe!

Chcesz obejrzeć film? Nie możesz zdecydować, który wybrać? Pomożemy - poczytaj nasze recenzje!

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje