Reklama

Orlando Bloom wytatuował sobie na piersi imię... psa

Popularny aktor przez ponad tydzień poszukiwał ukochanego psa. Mighty był brązowym, miniaturowym pudlem. Po tygodniu znaleziona została tylko obroża. Aktor oddał pupilowi hołd, tatuując sobie na piersi jego imię.

Orlando Bloom bardzo przeżył stratę psa

W 2017 roku aktor adoptował pudla miniaturowego, Mighty. Od tamtej pory pies nie odstępował go na krok.

Reklama

W połowie lipca czworonóg zaginął w okolicy kalifornijskiej posiadłości Blooma. Gwiazdor dołączył wszelkich starań, by go odnaleźć. Wynajął nawet psiego detektywa. Za odnalezienie pupila oferował nagrodę w wysokości 5 tys. dolarów.

Po siedmiu dniach poszukiwań gwiazdor ogłosił w mediach społecznościowych smutną informację - Mighty nie żyje.

"Mighty jest teraz po drugiej stronie. Po siedmiu dniach poszukiwań, od wschodu do zachodu słońca i do wczesnych godzin rannych. Dzisiaj, siódmego dnia znaleźliśmy jego obrożę... W tym tygodniu płakałem więcej, niż myślałem, że to możliwe. Było to bardzo oczyszczające i uzdrawiające. Nie było kamienia, którego bym nie podniósł, przeszukałem wszystkie tunele i doły, każde podwórko. Dwa psy tropiące też dały z siebie wszystko" - podzielił się relacją z poszukiwań.

"Jestem bardzo wdzięczny, że nauczyłem się od mojego małego przyjaciela, że miłość jest wieczna. Jestem pewien, że patrzył na mnie, jak gwizdałem na każdym podwórku i wiedział, że zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby uszanować naszą więź. Był kimś więcej niż towarzyszem. Na pewno było to połączenie dusz. Przykro mi. Kocham cię. Dziękuję ci. Spoczywaj w pokoju, mój Mighty, mój mały kolego" - aktor zdobył się na osobiste wyznanie.

Bloom pożegnał się ze swoim psem również w inny sposób... Wytatuował sobie na klatce piersiowej imię psa, a pod nim kontur serca. Filmik dokumentujący jego wizytę w salonie tatuażu zamieścił na Instagramie.

PAP

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Orlando Bloom

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje