Reklama

Nowy właściciel czerwonej peleryny

Znamy go z filmów "Hrabia Monte Christo", "Tristan i Izolda", "Co nas kręci, co nas podnieca", ale najbardziej z głośnego serialu "Dynastia Tudorów". Teraz jako Superman ratuje świat w superprodukcji "Człowiek ze stali".

Henry Cavill sądził, że ma Supermana w garści - ale największy ze wszystkich superbohaterów zdołał mu się wymknąć.

Do dwóch razy sztuka

Reklama

Brytyjski aktor był o krok od wcielenia się w przybysza z planety Krypton w filmie "Superman: Powrót" (2006). Pomyślnie przeszedł próby kamerowe i był podobno faworytem Josepha McGinty Nichola (znanego szerzej jako McG), który miał wyreżyserować tę superprodukcję. Nieoczekiwanie jednak McG opuścił pokład, a jego miejsce zajął Bryan Singer, który do głównej roli zaangażował Brandona Routha.

"Superman: Powrót" nie okazał się spektakularną katastrofą - ale też nie spełnił pokładanych w nim oczekiwań. Jeśli zaś chodzi o Henry'ego Cavilla, to z całą pewnością los wynagrodził mu tamto rozczarowanie. Jeszcze w tym samym roku aktor zagrał w "Czerwonym Kapturku" i dołączył do obsady głośnego serialu "Dynastia Tudorów" (2007-2010). Niedługo później udało mu się wcielić w superbohatera, z tym, że antycznego - mowa o Tezeuszu, którego zagrał w zrealizowanej z ogromnym rozmachem epopei "Immortals. Bogowie i herosi 3D" (2011).

Nie minęło wiele czasu, a Superman znów stanął na jego drodze. Decydenci ze studia Warner Brothers ogłosili, że powstanie kolejny film o przygodach tego herosa, przy czym za kamerą stanie tym razem Zack Snyder. Cavill - który zdążył zdobyć bitewne szlify w walce o rolę Jamesa Bonda w "Casino Royal" i Edwarda Cullena w "Zmierzchu" (w obu przypadkach był o włos od wygranej) - nie zastanawiał się zbyt długo i zgłosił swoją kandydaturę do tytułowej roli w "Człowieku ze stali".

- To była ogromna satysfakcja - wspomina Cavill, który 5 maja skończył 30 lat. - Kiedy po raz pierwszy brałem udział w przesłuchaniach do roli Supermana, jeszcze pod okiem McG, byłem kłębkiem nerwów. Nie do końca zdawałem sobie sprawę z tego, co działo się dookoła mnie. Byłem nowicjuszem. A tym razem? Cóż, wszystko wyglądało inaczej. Kontrolowałem sytuację i miałem poczucie, że znajduję się we właściwym miejscu.

- Chciałbym podkreślić, że ani razu nie przemknęła mi przez głowę myśl w rodzaju: "Tym razem mi się uda". Pomyślałem natomiast: "Świetnie, trafia mi się naprawdę wspaniała szansa". Do każdej roli podchodzę jak do czegoś nowego i świeżego w moim życiu, pamiętając, że pokładanie zbyt dużych nadziei w castingu czy próbie z kamerą grozi rozczarowaniem i rozgoryczeniem w przypadku niepowodzenia... Tym razem jednak wszystko poszło po mojej myśli.


Trzy twarze Supermana

W "Człowieku ze stali" jesteśmy świadkami dojrzewania superbohatera. Clark Kent, który urodził się na planecie Krypton jako Kal-El, dorasta na Ziemi, wśród jej mieszkańców, z czasem stając się ich potężnym protektorem. Obok Cavilla na ekranie zobaczymy Russella Crowe'a w roli biologicznego ojca Supermana, Jor-Ela; Kevina Costnera i Diane Lane jako jego ziemskich rodziców; Amy Adams jako Lois Lane, nieustraszoną reporterkę "Daily Planet", która zdobędzie serce przybysza z kosmosu; wreszcie Michaela Shannona i Antje Traue w rolach czarnych charakterów, czyli Generała Zoda i Faory.

Cavill wyznaje, że stanął przed naprawdę trudnym zadaniem - w dużej mierze dlatego, że musiał wiarygodnie ukazać trzy różne twarze tej samej osoby: szlachetnego Supermana, bohatera, którego zna świat; samotnego i skrytego Kal-Ela, którym Superman staje się tylko w chwilach absolutnej prywatności; a także Clarka Kenta, który jest jego jakże ludzkim alter ego.

- To oczywiste, że kiedy przebywasz w domu, ze swoją żoną i dziećmi, jesteś sobą. W pracy, wykonując powierzone ci obowiązki, też jesteś sobą - ale niekoniecznie musisz być dokładnie tą samą osobą, którą jesteś w domowym zaciszu - tłumaczy aktor. - W domu pozwalasz sobie na pewne cechy, których nie ujawniasz w pracy, i odwrotnie: pewnych cech z pracy nie przenosisz do domu.

- "Człowiek ze stali" to opowieść o osobistych przeżyciach mojego bohatera, o jego drodze i ważnych decyzjach, które musi podjąć. To opowieść o odkrywaniu, o uczeniu się samego siebie, o poznawaniu własnych możliwości w ich pozytywnych i, jak sądzę, także negatywnych aspektach.

Praca na planie filmu była długa i intensywna, co dla Cavilla nie było zaskoczeniem - podobnie zresztą jak wymagania natury fizycznej, w sposób naturalny związane z tego rodzaju rolą. Przed rozpoczęciem zdjęć Henry przez wiele miesięcy mocno pracował nad swoją sprawnością: biegał, skakał, poznawał techniki walki, wisiał na linach... W tym filmie to on był numerem jeden, co oznaczało, że wszystkie oczy zwrócone były na niego - a od jego dyspozycji zależał nastrój innych osób na planie. Naturalnie, ta okoliczność podnosiła tylko wysokość stawki.

Tego rodzaju odpowiedzialność niejednego aktora wytrąciłaby z równowagi - Cavill jednak nie przestraszył się jej. Po pierwsze, przez całe swoje zawodowe życie czekał na taki właśnie moment. Po drugie - nawet gdyby chciał się tym wszystkim przejmować, to i tak nie miałby na to czasu.

- Trening, praca nad formą i koncentrowanie się na roli: tylko to się dla mnie liczyło - mówi. - Nie myślałem o tym, jak trudna jest to rola, ani o skali tego przedsięwzięcia. Nie mogłem sobie na to pozwolić. Skupiałem się po prostu na tym, żeby dobrze wypaść. Cała moja uwaga skoncentrowana była na tym, by nie zawieść - albo by chociaż mieć świadomość, że zrobiłem wszystko, co mogłem, by nie zawieść.


Koniec z prywatnością?

O tym, czy mu się udało, zadecydują już widzowie. Jeśli okaże się, że Cavill wywiązał się z zadania, spadną na niego zaszczyty i korzyści należne zwycięzcy. Nie ulega wątpliwości, że Warner Bros. i Zack Snyder już myślą o dalszym ciągu "Człowieka ze stali". Mówi się też o planach ekranizacji przygód członków Ligi Sprawiedliwych - drużyny superbohaterów ze świata komiksów DC, starszej niż Avengers ze stajni Marvela, którzy w 2012 r. królowali na ekranach kin. Ale jeśli nawet plany te nie doczekają się realizacji, Cavill-Superman i tak jest już wszędzie: jego twarz patrzy na nas z autobusów i opakowań produktów spożywczych (a nawet maszynek do golenia); to jego rysy mają figurki przedstawiające Supermana... Bez względu na to, jak zmieni się jego życie w nadchodzących tygodniach, jedno jest pewne: będzie ono zupełnie inne niż dotychczas.

- Kontynuacja "Człowieka ze stali" i film o przygodach Ligi Sprawiedliwych to rzeczywiście ekscytująca perspektywa - mówi sam zainteresowany. - Nic mi jednak na ten temat nie wiadomo. Nikt ze mną nie rozmawiał i zapewniam, że nie mam żadnych poufnych informacji na ten temat. Jeśli tylko zachowany zostałby duch oryginalnych komiksowych opowieści, a także świata, który wykreowaliśmy na potrzeby "Człowieka ze stali", oba te przedsięwzięcia mogłyby się okazać czymś wspaniałym.

- Jeśli zaś chodzi o całą tę otoczkę medialną, to jest to istne szaleństwo - dodaje Cavill. - Jestem tym trochę zszokowany. Rodzina przysyła mi różne zdjęcia opatrzone komentarzami w stylu: "Nagle zobaczyłem twoją twarz!". Wszystko to sprawia, że chce mi się śmiać. W takich chwilach myślisz sobie: "Będzie z tego gruba afera...".

Sukces ma jednak swoje blaski i cienie. Cavill przyznaje, że o ile cieszy go myśl o ewentualnych propozycjach od czołowych reżyserów i możliwościach, jakie otworzy przed nim "Człowiek ze stali", to jednocześnie obawia się utraty anonimowości. Owszem, jest mu miło, kiedy rozpoznają go fani, ale... jeśli miałoby się okazać, że nie będzie mógł wyskoczyć do swojej ulubionej kawiarni, nie tracąc przy tym godziny na rozdawanie autografów i pozowanie do zdjęć, ta przyjemność może się rychło przerodzić we frustrację.


- Mam pewne obawy - potwierdza aktor. - Jeżeli ten film spełni oczekiwania producentów i publiczności, to moje życie zmieni się radykalnie. Zarazem jednak pamiętam przecież, że przez całe swoje życie bardzo ciężko pracowałem, by dostać rolę taką jak ta. Równie ciężko pracowałem też na planie "Człowieka ze stali". Świadomość tego wszystkiego jest więc ekscytująca, podobnie jak myśl o tym, że efekty końcowe mojej pracy będą oglądać miliony ludzi.

- Tak, towarzyszą mi zdecydowanie mieszane uczucia: z jednej strony podniecenie, z drugiej - niepewność co do dalszego rozwoju wypadków. Plusy i minusy tej sytuacji są zbyt liczne, by je tutaj wymienić i by zidentyfikować każdy z nich z osobna, ale wiem jedno: to jedna z najważniejszych chwil w moim życiu. Muszę być w pełni przygotowany na każdą ewentualność. Innymi słowy, muszę wykorzystać wszelkie plusy - i nauczyć się żyć z minusami - podsumowuje Cavill.

© 2013 Ian Spelling

Tłum. Katarzyna Kasińska

Chcesz poznać lepiej swoich ulubionych artystów? Poczytaj nasze wywiady, a dowiesz się wielu interesujących rzeczy!

Ciekawi Cię, co w najbliższym czasie trafi na ekrany - zobacz nasze zapowiedzi kinowe!

Chcesz obejrzeć film? Nie możesz zdecydować, który wybrać? Pomożemy - poczytaj nasze recenzje!

The New York Times

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Henry Cavill | Tristan i Izolda | komiks | Superman | film | aktor

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje