Reklama

Nowe Horyzonty 2022: "Flux Gourmet", czyli wszystko jest sztuką. Kolonoskopia też

Kadr z filmu "Flux Gourmet" /Nowe Horyzonty /materiały prasowe

Peter Strickland po raz kolejny zaprasza do drażniącego zmysły kina niepokoju. Twórczość reżysera "Berberian Sound Studio" zwykle umiejscawiano najbliżej różnych odmian horroru. Tym razem proponuje satyrę na świat artystów i ich wybujałe ego. Po drodze zaliczymy m.in. jedzenie odchodów i obrazy z kolonoskopii. Za dużo? Cóż, dla sztuki trzeba cierpieć.

"Flux Gourmet": Horror o gotowaniu?

Peter Strickland skupia się na trójce artystów, którzy zostają wybrani przez ekstrawagancką patronkę Jan Stevens (znana z "Gry o tron" Gwendoline Christie) do wystawienia szeregu występów w jej rezydencji. Performance opiera się na tzw. dźwiękowym gotowaniu - czyli nie mniej, nie więcej, odgłosach znanych z kuchni.

Reklama

Artyści bez przerwy wykłócają się i występują przeciwko sobie lub swojej sponsorce, a ich pomysły stają się coraz bardziej radykalne. W dodatku Stones (Makis Papadimitriou), dziennikarz i nasz narrator, który ma za zadanie opisać ich występy, cierpi na każdą możliwą przypadłość układu pokarmowego, co utrudnia mu jakąkolwiek pracę.

Strickland, podobnie jak w swoich poprzednich filmach, daje w wysmakowanej stronie wizualnej i dźwiękowej popis swej nieznającej granic wyobraźni. Ponownie łączy sztukę wysoką z motywami rodem z klozetowych komedii - najdziwniejsze pomysły potrafi przerywać prostymi dowcipami o gazach. Popisowe są występy artystycznego tercetu, który stara się podnieść odgłosy miksera, blendera i gotującej się wody do rangi sztuki.

Reżyser jest bezlitosny w konstrukcji charakterów performerów. Trio, złożone z dwóch kobiet i młodego chłopaka, jest uwikłane w skomplikowaną historię miłosno-nienawistną. Nie znoszą się, zazdroszczą sobie nawzajem i podważają swoje kompetencje. Ella (Fatma Mohamed) - szefowa grupy i jedna z najgorszych osób na świecie - zdaje się mimo to nie wyobrażać sobie pracy z kimkolwiek innym. Jej przyboczna i dawna kochanka Lamina (Ariane Labed) stara się ciągle wybić na niepodległość. Z kolei niewinny Billy (Asa Butterfield) ciągle miota się między kolejnymi wykorzystującymi go osobami.

Co z widzami? Niektórzy mogą się skrzywić

Artystyczną bańkę, potęgowaną przez zblazowaną osobę Stevens, przebija obecność... mającego wzdęcia i "puszczającego bąki" po kątach dziennikarza, którego problemy gastryczne stają się drugim wątkiem "Flux Gourmet". Strickland w pewnym momencie łączy oba wątki, wcielając kolejne diagnozy stanu zdrowia Stonesa do występów. Badania próbek kału, kolonoskopia - wszystko jest performensem.

Niektórzy mogą się skrzywić, ale celem reżysera nie wydaje się wywołanie wśród widzów obrzydzenia. To bez wątpienia najbardziej przystępny  i najzabawniejszy film w jego karierze. Przy całej dziwności swych bohaterów, Strickland nie naśmiewa się z nich. Satyra tyczy się raczej samego procesu twórczego. Przezabawne, gdy powtarzane z irytacją nazwisko patronki staje się synonimem artystycznego kompromisu.

Chociaż w finale Strickland zdaje się zapominać o publiczności i zatracać w swojej gastryczno-kuchennej zabawie, warto sięgnąć po "Flux Gourmet", szczególnie gdy ma to być pierwsza przygoda z jego twórczością. Filmy Brytyjczyka hipnotyzują i jednocześnie sprawiają dyskomfort, ale jednocześnie bije z nich miłość do kina - i to nie krytyka snoba, a faceta zza lady w wypożyczalni, który kwiecistym językiem opowie o okropnej scenie z produkcji klasy Z. Takich pasjonatów słucha się najlepiej.

"Flux Gourmet", reż. Peter Strickland, USA/Wielka Brytania 2022. Film został pokazany w ramach 22. Międzynarodowego Festiwalu Filmowego Nowe Horyzonty, który odbywa się dniach od 21 do 31 lipca we Wrocławiu i od 21 lipca do 7 sierpnia online.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Flux Gourmet | Nowe Horyzonty

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama