Reklama

"No i cześć". Marian Dziędziel kończy 70 lat

Wieloletni aktor Teatru im. Juliusza Słowackiego, mistrz wyrazistych epizodów, jeden z głównych przedstawicieli aktorskiej kadry Wojciecha Smarzowskiego, słynny Wojnar z "Wesela", Ślązak. W sobotę, 5 sierpnia, Marian Dziędziel obchodzi 70. urodziny - z tej okazji przybliżamy sylwetkę tego znakomitego artysty.

Głośno zrobiło się o nim dopiero, gdy zbliżał się do "sześćdziesiątki"

Marian Dziędziel urodził się w 1947 roku w Gołkowicach. Pochodzi z tradycyjnej, śląskiej rodziny. Jego ojciec pracował jako górnik. O tym, że chce zostać aktorem zdecydował dość wcześnie. Jak sam wspominał: "Przyczyny były różne. Na przykład świadomość, że Franciszek Pieczka był z sąsiedniej wsi, z tej samej parafii. Miałem silniejszy śląski akcent niż koledzy z Wodzisławia Śląskiego, którzy w liceum podśmiewali się z mojego sposobu mówienia wierszy. A wtedy rodziła się we mnie przekora. Chcąc im - choć głównie sobie - udowodnić, że mnie na coś stać, poszedłem na studia aktorskie".

Reklama

Przeprawa nie należała do najłatwiejszych. Dziędziel bowiem posługiwał się sprawnie jedynie śląską gwarą. Z początku zainteresowało to nawet komisję na Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej w Krakowie: "Eugeniusz Fulde, mój późniejszy dziekan, a w końcu i rektor, siedział w rogu sali: 'Co nam jeszcze kolega może zaproponować?' - pytał jako szef komisji egzaminacyjnej. - 'Może jakiś wiersz współczesny?'. Wystarczyło powiedzieć: 'Bagnet na bróń. Kiedy przyjdą podpalić dóm, tyn, w którym miszkosz, Polska...' - i już było ciekawie".

Po egzaminie postawiono jednak Dziędzielowi warunek - uczelnia go przyjmie, ale młody Ślązak musi nauczyć się poprawnie mówić po polsku w czasie pierwszego semestru zajęć. Jak komentował później aktor: "Podniecony faktem, że zdałem do szkoły teatralnej, odpowiedziałem najprościej w świecie: 'Ja. Naucza sie...'. Przyznam, że lekko nie było. Katarzyna Meyer, która oswajała nas z wierszem, jakoś to wytrzymała. Ja też. Na drugim roku już znacznie swobodniej operowałem polszczyzną".

Studia Dziędziel ukończył w roku 1969. W tym samym czasie zadebiutował na scenie Teatru im. Słowackiego, a także w filmie. W obrazie Kazimierza Kutza "Sól ziemi czarnej" zagrał powstańca. Do tego reżysera powracał potem ma przestrzeni lat kilkukrotnie. W 1971 roku wystąpił w "Perle w koronie", w 1994 w filmie "Śmierć jak kromka chleba", a w 1997 w "Sławie i chwale".

W swej karierze Dziędziel zagrał ogółem w ponad 100 produkcjach. Najczęściej obsadzany jest w charakterystycznych rolach drugoplanowych lub epizodycznych. Wymieniać można w nieskończoność. Przytoczmy chociaż takie tytuły, jak: "Borys Godunow" (1986), "Gry uliczne" (1996), "Show" (2003), "Wszyscy jesteśmy Chrystusami" (2006), "Wino truskawkowe" (2008) czy "Polskie gówno" (2014).

Sławę i ekranową rozpoznawalność przyniosła mu jednak dopiero kreacja w filmie "Wesele" (2004) Smarzowskiego, za którą Dziędziel został uhonorowany Orłem, gdańskim Złotym Lwem oraz nominacją do Nagrody Publiczności Europejskiej Akademii Filmowej. Smarzowski, który aktora wypatrzył w czasie kręcenia dokumentu z planu zdjęciowego "Gier ulicznych", pisał rolę Wojnara specjalnie dla Dziędziela. Ten odnalazł się w niej znakomicie. Stworzył z granego przez siebie bohatera postać tragiczną - niemoralną i odpychającą, ale jednocześnie wewnętrznie złamaną, a przez to wzbudzającą u widzów litość i współczucie. Korzeni aktorskiej techniki Dziędziela można zatem szukać w humanistycznym podejściu do jednostki.

"Mam taką zasadę - mówił aktor w jednym z wywiadów. - Każdego bohatera, którego gram, staram się w jakiś sposób bronić. Nawet pijaczka, nawet zdrajcę. Szukam przyczyn tego, dlaczego jest taki, a nie inny. To nie znaczy, że muszę być do tego absolutnie przekonany. Obowiązkiem aktora, przynajmniej według mnie, jest bronić człowieka. Okoliczności, które zaszły, mogły spowodować, że człowiek się w pewnych rzeczach zatracił, zagubił. Jego droga się zachwiała".

"Wesele" na dobre połączyło artystyczne drogi Dziędziela i Smarzowskiego. Śląsko-krakowski aktor zagrał w większości produkcji reżysera. Poczynając od roli w "Domie złym" (2009), przez "Różę" (2011), "Drogówkę" (2013) po "Pod Mocnym Aniołem" (2014). Wspólna ścieżka zaczęła się jednak już wcześniej. Dziędziel w 1998 roku wystąpił w telewizyjnym debiucie Smarzowskiego zatytułowanym "Małżowina".

W 2010 roku aktor zdobył swego drugiego Złotego Lwa za rolę Zygmunta Kowala, ojca głównego bohatera w filmie "Kret" Rafaela Lewandowskiego. Była to kolejna w dorobku Dziędziela postać tragiczna i niejednoznaczna. Kowal, były solidarnościowiec, nieoczekiwanie okazuje się także agentem Służby Bezpieczeństwa. Mocno uderza to w jego rodzinę, szczególnie w syna.

Dziędziel tłumaczył swojego bohatera. "Zygmunt został najzwyczajniej w świecie postawiony pod ścianą. Na lata ugrzązł w esbeckim bagnie PRL. Nie sądził bowiem, że jego starania i wyrzeczenia pewnego dnia obrócą się przeciwko rodzinie, którą tak bardzo chronił" - mówił aktor.

W ostatnim czasie dużo mówiło się o kreacji artysty w dramacie "Moje córki krowy" (2015) Kingi Debskiej (był za nią nominowany do Orła). Wcielił się w despotycznego, zdziecinniałego i momentami chamskiego mężczyznę, który w obliczu śmiertelnej choroby żony wyładowuje się na swoich córkach.

Oprócz nagród czysto filmowych, Marian Dziędziel otrzymał również wysokie wyróżnienia państwowe. W 2012 roku przyznano mu Srebrny Medal "Zasłużony Kulturze Gloria Artis". Rok później odznaczony został także Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Był mężem Haliny Wyrodek, zmarłej w 2008 roku aktorki i gwiazdy kabaretu "Piwnica pod Baranami".

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Marian Dziędziel

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje