Gary Kent i Quentin Tarantino poznali się przypadkowo na jednym z pokazów filmowych. Reżyser zaprosił potem emerytowanego kaskadera na lunch, podczas którego Kent opowiedział mu o swoim spotkaniu z Charlesem Mansonem na ranczu w Los Angeles, gdzie kręcono westerny. Historię tę Tarantino wplótł do "Pewnego razu w... Hollywood".
Gary Kent: Był pierwowzorem postać Brada Pitta w "Pewnego razu... w Hollywood"
Kent karierę kaskadera rozpoczął w 1959 r. Dublował Jacka Nicholsona w "Aniołach piekieł", zagrał też w "Żywych tarczach" Petera Bogdanovicha. Jego domeną było jednak kino klasy B. Występowania w niebezpiecznych scenach zaprzestał dopiero w 2002 r., mając 69 lat, po urazie nogi, którego doznał podczas kręcenia komediowego horroru "Bubba Ho-Tep".
Później przemianował się na koordynatora scen kaskaderskich. Jego filmografię kończy western "Napaleni rzeźnicy" z 2019 r. Dziesięć lat wcześniej wydał swoje wspomnienia "Shadows & Light: Journeys With Outlaws in Revolutionary Hollywood".
Kent doczekał się sześciorga dzieci i czworga wnucząt. Jak informuje dziennik "Austin Chronicle", rodzina, zgodnie z jego wolą, rozrzuci prochy Kenta w Oceanie Spokojnym. O śmierci kaskadera poinformował media jego syn, Chris.









!["Jak żyć, żeby nie zwariować" [trailer]](https://i.iplsc.com/000N9V105X9HOXQV-C401.webp)