Reklama

Następczyni Julii Roberts i Meg Ryan?

Zanim gwiazda filmowa udzieli dziennikarzowi wywiadu, czy to osobiście, czy telefonicznie, musi się do tego solidnie przygotować. Nierzadko jej rzecznik prasowy proponuje tak zwane "tematy do rozmowy", które aktorka lub aktor będą chcieli poruszyć podczas konwersacji, zaznacza też "obszary zakazane", których gwiazda będzie starannie unikać.

Chodzi o to, by zareklamować najnowszy film z udziałem słynnego rozmówcy lub rozmówczyni, nie podsycając zarazem internetowego szaleństwa żadną kontrowersją. Tak więc żadna szanująca się gwiazda nie przyjdzie na wywiad, nie będąc nienagannie przygotowaną na każdą ewentualność.

Reklama

Wyjątek stanowi oczywiście Anna Faris.

Kiepska ze mnie gwiazda!

34-letnia aktorka obudziła się w swoim domu w Los Angeles, wytoczyła się z łóżka, które dzieli ze swoim mężem, aktorem Chrisem Prattem, i ich dwoma mopsami, po czym... sama zadzwoniła do dziennikarza. Czyli do mnie.

- Jesteś pierwszą osobą, z którą rozmawiam o moim nowym filmie - słyszę w słuchawce jej charakterystyczny, chrapliwy głos. - Nawet jeszcze nie zdążyłam przygotować odpowiedzi. Prawdopodobnie nie powinnam ci tego mówić, ale kiepska ze mnie gwiazda! - dodaje ze śmiechem.

Rzecznik aktorki jest pewnie bliski omdlenia, ale Hollywood wybaczy Annie Faris jej skłonność do nieowijania w bawełnę - jeśli tylko uda się jej wywalczyć status długo wyczekiwanej następczyni Julii Roberts i Meg Ryan na stanowisku gwiazdy popularnych komedii romantycznych. Sprawdzianem jej umiejętności aktorskich w tym zakresie jest komedia "Ilu miałaś facetów?" (polska premiera 4 listopada).

Męczą mnie Chodzące Doskonałości

Faris gra w niej Ally Darling, mieszkankę Bostonu w okolicach trzydziestki, której życie dalekie jest od uporządkowanego. Kiedy Ally uświadamia sobie, że w swoim życiu spała z dziewiętnastoma różnymi mężczyznami, a nie znalazła prawdziwej miłości, postanawia powstrzymać się od seksu, dopóki nie wyjaśni raz na zawsze, co poszło nie tak w przypadku każdego z jej byłych chłopaków.

- To moja pierwsza komedia romantyczna z prawdziwego zdarzenia - mówi Faris. - Jestem przerażona i podekscytowana jednocześnie. Ale też jestem naprawdę dumna z tego, że debiutuję w tym gatunku, bo należy on do moich ulubionych - a poza tym chcę grać w tego rodzaju filmach.

Aktorka z radością przyjęła wiadomość, że nie przypadła jej rola kobiety, która - oprócz tego, że zmaga się z obowiązkowymi problemami natury sercowej - jest doskonała. O Ally można powiedzieć wszystko, tylko nie to, że jest bez wad.

- Kino nie pokazuje po prostu dziewczyn takie, jak te, które znam z życia - wyjaśnia. - Ja sama nie jestem kimś, kto ma wszystko poukładane, i, szczerze mówiąc, męczy mnie już oglądanie na dużym ekranie tych wszystkich Chodzących Doskonałości. Byłam podekscytowana tym, że zagram nieco zagubioną osóbkę. W życiu Ally nie wszystko ułożyło się idealnie. Jest bezrobotna i sypia z wieloma facetami.

Po podjęciu decyzji o dokładnej rewizji swojej uczuciowej przeszłości, Ally werbuje do pomocy sąsiada (Chris Evans), przed którym świat internetu i komputerów nie ma tajemnic. Dzięki jego wsparciu, udaje jej się namierzyć wszystkich swoich "eks".

- Jednym z nich jest facet, którego nazywała "Odrażającym Donaldem" - opowiada Faris. - Kiedy się spotykali, ważył dość sporo. Tymczasem okazuje się, że teraz wygląda fantastycznie, a do tego spotyka się z oszałamiającą dziewczyną.

W rolę Donalda wcielił się Chris Pratt, prywatnie mąż Anny.

- To był bardzo zabawny casting, do momentu, kiedy zobaczyłam mojego męża całującego swoją wspaniałą filmową narzeczoną - żartobliwie żali się Faris. - Musiałam wyglądać w tej scenie na wkurzoną i rzeczywiście, nie musiałam zbyt wiele grać.


Wśród byłych chłopaków Ally zobaczymy też Andy'ego Samberga, znanego z popularnego show "Saturday Night Live". - Andy'emu przypadła rola dość podejrzanego kolesia - wyjaśnia Faris. - Gra lalkarza, który tak naprawdę zakochany był w siostrze Ally, ale tak się jakoś stało, że moja bohaterka straciła z nim dziewictwo.

A co z byłymi chłopakami?

Czy sama Anna Faris byłaby zainteresowana możliwością ponownego nawiązania kontaktu ze swoimi byłymi? Wydaje się, że aktorka daleka jest od tego.

- Myślę, że główne przesłanie tego filmu jest takie, że wracanie do przeszłości nie jest jakimś super pomysłem - mówi. - Osobiście nie jestem pewna, czy z takich historii może wyjść coś dobrego. Może gdzieś jakiś wdowiec, który w latach 80. stracił żonę, ponownie nawiązał na Facebooku kontakt ze swoją dawną miłością, jako 90-latek... Ale z drugiej strony, czy taki 90-latek wie, jak używać Facebooka? Ja radziłabym wszystkim zostawić przeszłość w spokoju.

- A jeśli ktokolwiek szuka informacji o mojej przeszłości, to muszę w tym miejscu zaznaczyć, że nie mam konta na Facebooku.

Faris, która mężatką jest od 2009 r. - ona i Chris Pratt spotkali się na planie filmu "Szalona noc" (obraz ten, chociaż swoją premierę miał wiosną tego roku, powstał cztery lata temu) - delektuje się swoją nieobecnością na "randkowej giełdzie".

- Nie wiedziałabym, jak to się robi. Poważnie! - mówi. - Nie wiedziałabym, jak odnaleźć się podczas jednej z tych niekomfortowych, pierwszych kolacji. Nie wiedziałabym, jak często mogę dzwonić do faceta! Czy wypada pisać sms-y? Czy najpierw piszesz sms-a, a potem dzwonisz? Miałabym jeden wielki kłopot z tym randkami!

- Zdaję sobie sprawę, że mówię jak 84-latka - dodaje Faris - ale tak już mam, że wciąż sięgam po telefon, kiedy chcę porozmawiać z przyjaciółmi. Nie wysyłam sms-ów. Nie potrafiłabym wysłać sms-a facetowi! Nie korzystam z Twittera, czy, jak to się mówi, "ćwierkam".

- Wiem, że mój tato byłby przeszczęśliwy, gdybym informowała go na Twitterze o tym, co robię - ciągnie. - Ot, na przykład teraz mogłabym "ćwierknąć": "Rozmawiam z dziennikarką". Byłby pod wrażeniem! Ale nie potrafię. Poza tym nie mam ochoty informować ludzi o tym, że właśnie kupiłam banany na targu.

Ma dyplom z literatury!

Faris spędziła dzieciństwo w Baltimore. Jako dziewczynka uwielbiała wymyślać, "reżyserować" i wystawiać przedstawienia wspólnie z przyjaciółmi z sąsiedztwa. Kiedy miała 9 lat, cała rodzina (mała Anna, jej brat i rodzice) przeprowadziła się do Edmonds w stanie Waszyngton. Anna ukończyła studia na University of Washington w Seattle, broniąc dyplomu z literatury angielskiej, a następnie przeniosła się na krótki czas do Londynu, gdzie zarabiała na życie piórem. Ostatecznie jednak, kierując się chęcią spróbowania swoich sił w aktorstwie, podjęła decyzję o wyprowadzce do Los Angeles.

Zobacz zwiastun "Strasznego filmu":


Na dużym ekranie zadebiutowała niewielką rólką w filmie "Eden" (1996). Prawdziwy przełom nastąpił jednak, kiedy powierzono jej główną rolę w "Strasznym filmie" (2000). Wykpiwająca kino grozy parodia stała się nieoczekiwanym hitem, a Faris wcielała się w Cindy Campbell jeszcze czterokrotnie (na 2012 r. zaplanowana jest premiera "Strasznego filmu 5" - przyp. tłum.). Od tego czasu, chociaż trafiały jej się role niekomiczne - m.in. w "Między słowami" (2003) i w "Tajemnicy Brokeback Mountain" (2005) - aktorkę mogliśmy oglądać głównie w kinowych farsach, takich jak "Gorąca laska" (2002), "Śnieżne jaja" (2003), "Kelnerzy" (2005), "Moja super eksdziewczyna" (2006), "Ciastko z niespodzianką" (2007) czy "Króliczek" (2008).

Pierwsze spotkanie z komedią romantyczną zaostrzyło jednak apetyt Anny Faris.

- To dla mnie wyzwanie - wyjaśnia - ponieważ często gram postaci przerysowane, które są zupełnie inne, niż ja. Kiedy dana rola jest bliższa mojej osobowości i moim doświadczeniom, mam spore kłopoty z tym, by zaufać własnemu aktorstwu. Zawsze zadaję sobie pytanie: Czy to, co robię, jest wystarczające?

- Cały czas rozmawiamy o tym z mężem. Oboje funkcjonujemy w świecie komedii, a w tej sytuacji nie da się uniknąć myśli w stylu: "Muszę dać więcej czadu, muszę bardziej zaszaleć!". Praca na planie "Ilu miałaś facetów?" nauczyła mnie, że mniej znaczy więcej. Zrozumiałam, że powściągliwość na dużym ekranie popłaca. (...)

Co dalej?

Jeśli chodzi o przyszłe projekty, to aktorka stanowczo dementuje szybko rozprzestrzeniające się pogłoski, jakoby miała zagrać w nowej odsłonie "Pogromców duchów".

- To przedziwna plotka - mówi Faris. - Czuję się zakłopotana, bo wszyscy mnie o to pytają. Nie wiem, kto podał tę informację w IMDb (The Internet Movie Database, największy internetowy katalog aktorów i filmów - przyp. tłum.), ale to nieprawda... To powiedziawszy, muszę dodać, że z radością przyjęłabym tę rolę!

Zobacz zwiastun filmu "Króliczek":


Faris potwierdza za to, że niedługo zobaczymy ją w komedii "The Dictator", w którym Sacha Baron Cohen wcieli się w despotę rządzącego jednym z krajów Trzeciego Świata.

- Wciąż kręcimy zdjęcia - mówi Faris - i mogę powiedzieć tylko tyle: Sacha to szalony geniusz. Jest mistrzem improwizacji. Kiedy z nim pracujesz, nigdy nie wiesz, w jakim kierunku potoczy się akcja w danej scenie. To wielka frajda, ale cały czas musisz pozostawać w stanie najwyższej gotowości.

Skoro Sacha gra dyktatora, jaka rola przypadła Annie?

- Gram laskę, która... - zaczyna Faris, po czym przerywa. - Zaczekaj, przecież wiesz, że nie wolno mi o tym mówić!

Do internetu już wyciekły zdjęcia z planu filmowego, na których można zobaczyć Faris w krótkiej fryzurze w mysim kolorze. Ta zmiana przeraziła jej fanów.

- Spokojnie, nie obcięłam włosów - spieszy z zapewnieniem aktorka. - To po prostu wielka peruka. Uwielbiam to, jak wyglądam w tym filmie. Nie jest to olśniewający wizerunek, a takie role to duża frajda.

- Wiem, że dla kobiet czytających ten wywiad to żadne pocieszenie, ale ja sama nawet nie potrafię układać włosów! - zdradza na zakończenie Anna Faris. - Jeśli nie skorzystam z pomocy fachowca, mam fatalną fryzurę. Każdego dnia!

Cindy Pearlman

"The New York Times"

Tłum. Katarzyna Kasińska

The New York Times

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: gwiazda filmowa | Anna Faris | film | aktorka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje