Reklama

Najlepsze adaptacje literatury science-fiction

W sieci pojawił się pierwszy zwiastun "Diuny" na podstawie powieści Franka Herberta. Chrapkę na jej sfilmowanie miało już kilku twórców, m.in. Alejandro Jodorowsky oraz Ridley Scott. Udało się tylko jednemu - Davidowi Lynchowi, jednak w rezultacie wyszła ekranizacja nieudana, nieodpowiadająca zawiłej strukturze książki i oczekiwaniom fanów. Mając nadzieję, że po latach wyzwaniu zdoła podołać Denis Villeneuve, przedstawiamy listę ekranizacji powieści science-fiction, które powszechnie uznaje się za najlepsze, pod wieloma względami przyćmiewające literacki pierwowzór.

"Łowca androidów" (na motywach powieści Philipa K. Dicka)

Reklama

"Łowca androidów" to ciekawy przypadek, szczególnie jeśli chodzi o jego recepcję - w czasie premiery film niedoceniony, przyjęty z rezerwą, w kinach ponoszący finansową klapę, zaś dziś uważa się go za obiekt masowego kultu i swoisty punkt odniesienia kształtujący nasze wyobrażenia na temat przyszłości. Ciśnie się więc na myśl pytanie: na czym polega fenomen adaptacji powieści z 1968 roku pt. "Czy androidy śnią o elektrycznych owcach?" Philipa K. Dicka?

Może powodem jest fakt, że Ridley Scott sięgnął po dorobek jednego z największych wizjonerów literatury fantastycznonaukowej drugiej połowy XX wieku? Albo wprost przeciwnie - może siłą "Łowcy androidów" jest przede wszystkim odejście od literackiego pierwowzoru i sięgnięcie po zabiegi rewizjonistyczne? Reżyser nigdy nie ukrywał, że rozdźwięk między jego filmem a powieścią był zamierzony, że opowieść Dicka traktował tylko jako punkt wyjścia. Na etapie opracowywania samego konceptu odrzucił część zawartych w książce wątków (jego zdaniem intelektualnie zbyt zawiłych), poświęcił również dialogi i monologi wewnętrzne bohatera na rzecz scen obrazujących świat przyszłości w sposób dosłowny. Co więcej - aby osiągnąć zamierzony efekt, Scott sięgnął do innych tekstów kultury. Do kina noir, a także po francuskie komiksy "Heavy Metal".

Dziś zadawanie sobie pytania o to, czy obłędna wizja Scotta (przypomnijmy, że akcja filmu rozgrywa się w... 2019 roku) przewyższa pisarstwo Dicka, czy może jest dokładnie na odwrót, wydaje się bezzasadne. Ważne, że "Łowca androidów" w swoim wizualnym wizjonerstwie zachował również cząstkę filozoficzno-egzystencjalnego wydźwięku książki. Nic dziwnego, że do historii kina przeszła jedna z ostatnich scen, w której przywódca zbuntowanych androidów, ratuje granego przez Harrisona Forda Ricka Deckarda i wygłasza przejmujący monolog: "Widziałem rzeczy, którym wy ludzie nie dalibyście wiary. [...] Wszystkie te chwile zagubią się w czasie, tak jak łzy pośród deszczu".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje