Reklama

"Mój rower": Pozostaje w pamieci

Film Piotra Trzaskalskiego "Mój rower", wyświetlany w kinach od 9 listopada, pokazuje świat męskich relacji, problemów i uczuć. Krzysztof Skiba zdradza fragment prawdziwej historii, która dała początek tej wzruszającej opowieści o dziadku, ojcu i synu.

"Mój rower" to poetycka i zabawna opowieść o pokoleniu trzech mężczyzn. Dziadek, ojciec i syn - pozornie dalecy od siebie, w istocie noszą podobny defekt, są zatraconymi w swoich własnych sprawach egoistami. Od lat w ich rodzinie panuje schemat raniącego ojca i buntującego się syna. Przez narastające kłótnie mężczyźni nie widzieli się od lat. Pewnego dnia spotkają się i skonfrontują swoje życiowe historie. W rolach głównych wystąpili w filmie Trzaskalskiego: Artur Żmijewski - ojciec, Krzysztof Chodorowski - syn/wnuk oraz jazzman Michał Urbaniak, który wcielił się w rolę dziadka - muzyka.

Reklama

Przeczytaj recenzję filmu "Mój rower" na stronach INTERIA.PL!

Jakie wrażenie wywarł na panu "Mój rower"?

Krzysztof Skiba: - Ten film uzmysławia wszystkim, że mężczyźni to nie maszyny wyzbyte uczuć ludzkich i wrażliwości. Gramy twardzieli, udajemy przed najbliższymi osobami, często je krzywdzimy, ale potrafimy to naprawić, nawiązać bliskie, głębokie relacje, więc to film, który bierze w obronę nas - mężczyzn i apeluje do kobiet, że nie wszyscy faceci są potworami. Też mamy serce.

Film skłonił pana do przemyśleń nad własnymi relacjami rodzinnymi?

- Ja w odróżnieniu od reżysera mam absolutnie szczęśliwe życie rodzinne. Nie jest ono pozbawione zakrętów, zwątpień oraz porażek i potknięć, ale nie jest aż tak skomplikowane jak u Piotra Trzaskalskiego.

Zna pan reżysera i wiedział pan, że to historia nie do końca fikcyjna.

- 'Mój rower' to refleksje Piotra nad jego własnym życiem. Znamy się z reżyserem jeszcze ze studiów, siedzieliśmy pięć lat w jednej ławce na kulturoznawstwie i znałem też głównego bohatera filmu, czyli jego ojca. Poznałem go już nie jako muzyka, ale kiedy był taksówkarzem. To rzeczywiście był człowiek dość obcesowy i surowy w stosunku do najbliższych. Dla mnie był nawet bardziej miły niż dla swojego syna.

Pana odbiór filmu był przez to inny?

- Myślę, że odbierałem ten film nieco inaczej niż pozostali widzowie, miałem pewien punkt odniesienia, ale też potwierdzenie prawdziwości tych emocji, które docierały do nas z ekranu. Znam w końcu dwóch z trzech głównych bohaterów.

Wzruszył się pan oglądając "Mój rower"?

- Bardzo. Były sceny, kiedy byłem naprawdę wzruszony, zaszkliły mi się oczy i myślę, że takiego kina nam brakuje. Ostatnio zalewają nas filmy akcji z pościgami, strzelaninami. Ogląda się je w skupieniu, bo są wciągające, ale po pięciu minutach już o nich zapominamy, a kilka scen z filmu 'Mój rower' myślę, że zostanie widzom na długo w pamięci.

Rozmawiała Emilia Klepacka (PAP Life).

Ciekawi Cię, co w najbliższym czasie trafi na ekrany - zobacz nasze zapowiedzi kinowe!

Chcesz obejrzeć film? Nie możesz zdecydować, który wybrać? Pomożemy - poczytaj nasze recenzje!

INTERIA.PL/PAP
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy