Mirosław Baka: Najlepiej skrojone ubranie? Kryminał!

Rzadko pojawia się na bankietach a jeszcze rzadziej udziela wywiadów. Bardzo ceni sobie życie prywatne. Wspaniały mąż, ojciec i aktor.

W dzieciństwie był grzecznym chłopcem. A teraz kojarzony jest z rolami twardzieli i typów spod ciemnej gwiazdy. Nie wiedzieć czemu! Przekonajcie się sami, że nie taki Mirosław Baka (49 l.) straszny, jak go malują...

Reklama

Chciałabym namówić pana na rozmowę o życiu...

Mirosław Baka: - Moim? Nie wiem, czy kogokolwiek to zainteresuje.

Proszę nawet tak nie żartować! Zacznijmy zatem od pańskiego dzieciństwa.

- Wiążą się z nim jak najcieplejsze wspomnienia. Dom nad rzeczką w Ostrowcu jest pierwszym z nich. Tam się urodziłem i spędziłem wspaniałe lata życia. Później pojawiają się kolejne skojarzenia z okresu młodości, dojrzewania, pierwszych przyjaźni i miłości. Rodzinne miasto to miejsce szczególnie mi bliskie.

Często pan do niego wraca?

- Niestety nie spędzam tam zbyt wiele czasu. Chociaż to właśnie tam najlepiej ładuję swoje akumulatory. To takie spokojne, nieco prowincjonalne miasto, które żyje swoim zwolnionym rytmem. Tam zegarki po prostu chodzą wolniej.

Z perspektywy czasu pan to docenia, ale gdy był pan chłopakiem... chyba musiało to przeszkadzać?

- Niekoniecznie. W dzieciństwie byłem bardzo grzecznym chłopcem. Dużo czytałem i oglądałem filmy. Ale w pewnym momencie zajmowałem się już tylko tym. I niestety niebezpiecznie zaburzyły się proporcje między przyjemnościami a nauką.

I tak rozpoczął się okres buntu w pana życiu?

- Owszem, bardzo szybko w niego wszedłem. A jeszcze szybciej z grzecznego chłopca zamieniłem się w niezłego rozrabiakę. Uczyłem się tylko tego, na co miałem ochotę. I tak z piątek zjechałem na trójki. Ale na szczęście jakoś dotrwałem do matury. Jak sama pani widzi, nie zawsze było kolorowo. Właśnie tak wygląda całe moje życie.

To kiedy taka niepokorna dusza zdecydowała się zdawać na aktorstwo?

- Właściwie stało się to dopiero w czwartej klasie liceum. A to - jak wiadomo - czas, kiedy trzeba już podejmować takie decyzje. Nigdy wcześniej nie myślałem o tym zawodzie na poważnie. Tylko podświadomie czułem taką chęć i potrzebę. Zresztą chyba tylko tacy ludzie zostają aktorami. Miałem to szczęście, że udało mi się dostać do szkoły aktorskiej od razu po maturze. Wydaje mi się, że w innym przypadku nie zrobiłbym drugiego podejścia.

Na szczęście nie musiał pan przekonywać się o tym na własnej skórze. Jednak i tak nie obyło się bez przygód?

- To byłoby przecież zbyt piękne i nudne. Po roku zostałem wyrzucony z warszawskiej szkoły. I bardzo poważnie musiałem zastanowić się co dalej. W pewnym momencie zwątpiłem. Nie wiedziałem czym powinienem się w swoim życiu zajmować. Dlatego zrobiłem sobie rok przerwy.

Przez ten czas szukał pan dla siebie zawodu czy oddał się szaleństwom młodości?

- To był szalony rok poszukiwania siebie i swojego miejsca na ziemi. Chwytałem się naprawdę różnych zajęć, szkół i zawodów. Wciąż jednak myślałem o teatrze i filmie. I chyba dlatego zdecydowałem się raz jeszcze spróbować swoich sił w aktorstwie. Egzamin do wrocławskiej szkoły był zatem moją drugą próbą. Potraktowałem ją już jednak znacznie bardziej dojrzale. Byłem zawzięty, bo nareszcie zdałem sobie sprawę z tego, co chcę w swoim życiu robić.

Dostał pan od losu swoją drugą szansę. Nie przeraził pana ogrom zajęć?

- Faktycznie była to szalenie ciężka praca. Ale mimo wszystko lata spędzone na uczelni wspominam jako najpiękniejsze chwile w życiu. Niemniej jednak okupione ciężką pracą. Pamiętam, że mieliśmy prawie 70 godzin wykładów tygodniowo.


Ale dzięki tej ciężkiej pracy poznał pan miłość swojego życia!

- Tak chyba miało być! Jest jeszcze jedna zabawna anegdota związana z moim spotkaniem z Joanną. Kiedy byłem w szkole podstawowej, rodzice planowali przenieść się do Gdańska. Ja nawet wybrałem już w Gdańsku liceum, w którym miałbym się uczyć. Niestety, przeprowadzka nie doszła do skutku. Gdyby jednak zdarzyło się inaczej, to pewnie spotkał bym moją żonę znacznie wcześniej, bo już w liceum, które ona także wybrała. Ale - jak widać - nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. I na szczęście nasze drogi spotkały się we Wrocławiu.

Spotkały się we Wrocławiu, ale i tak przenieśli się państwo do Trójmiasta. Dla miłości zmienił pan całe swoje życie.

- I zupełnie nie obawiałem się tej decyzji. Szczególnie, że Gdańsk pojawiał się w moim życiu już znacznie wcześniej. Odkąd pamiętam, było to jedno z moich ulubionych miejsc na ziemi. A kiedy okazało się, że kobieta, którą pokochałem, jest z Trójmiasta, to po prostu oszalałem ze szczęścia. Miałem takie poczucie, że moje życie zmierza we właściwym kierunku.

Udało się wam!

- Udaje się nam w dalszym ciągu. I wierzę, że już nic tego nie zmieni. Mamy dwóch fajnych synów...

Któryś z nich poszedł w ślady rodziców?

- Mój starszy syn Łukasz ukończył katowicką szkołę na wydziale operatorskim. Jest w branży, ale na szczęście nie został aktorem. Podkreślam - na szczęście, bo chyba każde z rodziców-aktorów, chciałoby uchronić swoje dziecko przed tym show-biznesowym światem. To niestabilny zawód, który jest wycieńczający zarówno psychicznie, jak i fizycznie.

A młodszy?

- Jeremi ma 17 lat i jest licealistą. Jeszcze nie wie, kim będzie w przyszłości. Ale może to i lepiej. Łukasz od początku był sprecyzowany i wiedział, że chce zostać operatorem. Od 11 roku życia konsekwentnie do tego dążył. Natomiast Jeremi jest niezdeklarowany. Ale ma naturę humanisty i nie ciągnie go do nauk ścisłych.

Jest pan dumny z synów. A jak się pan czuje w tej odpowiedzialnej roli głowy rodziny?

- Czy ja wiem? Jestem facetem, który po prostu stale sobie powtarza, że wszystko będzie dobrze. A potem robię wszystko, żeby moje słowa się sprawdziły. I ta metoda działa od wielu lat!

A z tym, że prawie połowa pańskiego dorobku to filmy o tematyce kryminalnej? Ostatnio został pan również twarzą kampanii kanału Crime & Investigation Network Polsat "Ukryte oblicza zbrodni"...

- Udział w tym projekcie to dla mnie wielkie wyróżnienie. Jeżeli ludzie z koncernu o światowym zasięgu wybierają akurat mnie, to jest dla mnie ogromny zaszczyt. Przyznaję, że jestem kojarzony głównie z rolami twardzieli. Co oczywiście wcale nie oznacza, że nie gram innych ról. Jednak faktem jest to, że sensacja i kryminał to dla mnie najlepiej skrojone ubranie. Dobrze się w nim czuję i widzowie również to dostrzegają.


Rozmawiała Alicja Dopierała

Dowiedz się więcej na temat: Mirosław Baka

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje