Reklama

Reklama

Michael Clarke Duncan: Olbrzym o gołębim sercu

Mówiono o nim "olbrzym z wielkim sercem". Chociaż był amatorem, to role w takich filmach, jak "Armageddon" i "Zielona mila" przyniosły mu sławę oraz liczne nagrody. Jego przedwczesna śmierć wstrząsnęła w 2012 roku światem. W sobotę 65. urodziny obchodziłby uwielbiany Michael Clarke Duncan.

Mówiono o nim "olbrzym z wielkim sercem". Chociaż był amatorem, to role w takich filmach, jak "Armageddon" i "Zielona mila" przyniosły mu sławę oraz liczne nagrody. Jego przedwczesna śmierć wstrząsnęła w 2012 roku światem. W sobotę 65. urodziny obchodziłby uwielbiany Michael Clarke Duncan.
Michael Clarke Duncan /Jeff Gross /Getty Images

Michael Clarke Duncan urodził się 10 grudnia 1957 roku. Pochodził z ubogiej rodziny z Chicago. Aby pomóc samotnej i schorowanej matce, musiał porzucić studia i zająć się pracą. Imał się różnych zajęć, m.in. kopał rowy i stał na "bramkach" chicagowskich klubów. Pod koniec lat 90. XX wieku jako ochroniarz dbał o bezpieczeństwo takich gwiazd jak: Will Smith, Martin Lawrence, Jamie Foxx, LL Cool J oraz Notorious B.I.G. Po zabójstwie tego ostatniego, zrezygnował z pracy ochroniarza i zaczął pojawiać się w reklamach. To otworzyło mu drogę do kariery w Hollywood.

Reklama

Duncan przede wszystkim przyciągał uwagę swym wzrostem (196 cm) i masywną sylwetką. Ale to gra aktorska zadecydowała o jego sukcesie. W Hollywood mówiono o nim "olbrzym z wielkim sercem i ujmującą osobowością".

Pierwszą ważną rolę Clarke Duncan zagrał w filmie "Armageddon" (1998). Produkcja Michaela Baya odniosła wielki sukces komercyjny i przyczyniła się do rozwoju karier kilku nieznanych dotąd szerzej aktorów, w tym Duncana.

"Pierwszego dnia na planie wypadł słabo. Pamiętam, jak patrzył na Bena Afflecka przekonany, że na pewno będziemy musieli go zwolnić. Ale powiedziałem mu: 'Mike, zatrudniłem cię, chcę słodkiego aktora, którego poznałem na przesłuchaniu. Publiczność cię pokocha'" - wspominał po latach Michael Bay.

Na planie czarnoskóry artysta zaprzyjaźnił się z Bruce'em Willisem, z którym później przyszło mu jeszcze pracować przy produkcjach: "Sin City - Miasto grzechu", "Śniadanie mistrzów" czy "Jak ugryźć 10 milionów". To ponoć także Willis zapewnił Duncanowi rolę w "Zielonej mili"...

Kreacja w produkcji Franka Darabonta, zrealizowanej na podstawie powieści Stephena Kinga, okazała się szczytowym osiągnięciem w aktorskim dorobku Duncana. Rola Johna Coffeya, dobrodusznego olbrzyma posiadającego zdolności paranormalne, niewinnie skazanego na karę śmierci i oczekującego na wykonanie wyroku, przyniosła Duncanowi nominacje do Oscara i Złotego Globu w kategorii "najlepszy aktor drugoplanowy".

Lata 1998-2001 okazały się najbardziej pracowitym okresem w karierze Duncana. Poza wspomnianymi filmami wystąpił wówczas także w widowiskowej "Planecie małp" (2001) Tima Burtona. Aktor rozpoczął wtedy także pracę nad produkcjami animowanymi, jego mocny głos świetnie sprawdzał się w dubbingu.

Duncan zapadł w pamięci widzów także za sprawą roli Wilsona Fiska/Kingpina w ekranizacji komiksu "Daredevil" (2003). Film Marka Stevena Johnsona zarobił co prawda prawie 180 mln dolarów, ale nie spotkał się ze zbyt przychylnymi opiniami krytyków. W odróżnieniu od roli Duncana, która była jednym z niewielu walorów produkcji.

Po "Armageddonie" Bay obsadził Duncana także w jednym ze swoich kolejnych filmów - "Wyspie" (2003). Produkcja opowiadała o mieszkańcach zamkniętego środka, którzy marzą o przeniesieniu się do tytułowego miejsca - jedynego skrawka ziemi, który nie uległ zanieczyszczeniu.

W kolejnych latach Duncan pojawił się jeszcze w takich produkcjach, jak "Ricky Bobby - Demon prędkości" (2006), "Szkoła dla drani" (2006), "Witaj w domu, panie Jenkins" (2008), "Czarny, biały i blues" (2010). Żadna z nich nie osiągnęła jednak sukcesu na miarę jego poprzednich filmów.

3 września 2012 roku świat obiegła smutna wiadomość. O przedwczesnej śmierci Michaela Clarke'a Duncana poinformowała partnerka aktora - gwiazda telewizyjnego reality show, Omarosa Manigault. Zgon nastąpił w szpitalu, w konsekwencji trwających przez dwa miesiące komplikacji po zawale serca. Aktor miał zaledwie 54 lata.

"Jestem wstrząśnięty stratą Big Mike'a. Był skarbem. Był magiczny. Był kochającym człowiekiem, a jego odejście pozostawia nas w wielkim smutku i szoku" - powiedział po śmierci czarnoskórego aktora Tom Hanks, który wystąpił z Duncanem w "Zielonej mili".

Także twórca "Zielonej mili", Frank Darabont był zdruzgotany po śmierci Duncana. "Był jedną z najlepszych osób, jakie miałem okazję znać i z którymi mogłem pracować. Michael miał bardzo łagodne wnętrze - był przykładem przyzwoitości, uczciwości i dobroci. Smutek, jaki odczuwam, jest niewyobrażalny. Doświadczenie z wspólnej pracy przy 'Zielonej mili' było niesamowicie wciągające, niczym podróż życia. Co pozostaje ciągle w mojej głowie, to jego przywiązanie do swojej pracy i postępy, które zrobił jako artysta. Nigdy nie było aktora, który bardziej zasługiwałby na nominację do Oscara, niż Michael za rolę Johna Coffeya. Michael opuścił nas zdecydowanie za wcześnie. Straciliśmy wielkiego człowieka z cudownym wnętrzem" - napisał w oświadczeniu reżyser.

Aktora wspominał również Michael Bay. "Jestem naprawdę załamany po stracie tak fantastycznego faceta. Dałem mu jego pierwszą dużą rolę filmową. Znaleźliśmy go na siłowni. Płakał na pierwszym z castingów, że udało mu się dostać rolę w filmie Michaela i Jerry'ego, bo chciał, by mama była z niego dumna. Daliśmy mu tę rolę" - napisał na swojej stronie internetowej reżyser.

Bruce Willis, gwiazda filmu "Armagedon", również złożył osobisty hołd Duncanowi. "Michael Duncan był świetnym aktorem, człowiekiem i moim drogim przyjacielem. Bardzo będzie mi brakować Big Mike'a" - powiedział aktor reporterowi "E! News".

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Michael Clarke Duncan

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy