Marlena Dietrich: Błękitny anioł

Marlena Dietrich: Taką rzadko ją oglądaliśmy /East News

Posiadaczka uwodzicielskiego głosu. Jedna z najbardziej charyzmatycznych gwiazd. "Jesteś kobietą, która czyni ulicy zaszczyt, stąpając po niej" - pisał do aktorki Ernest Hemingway.

Przyszła na świat w zamożnej rodzinie mieszczańskiej jako Marie Magdalene Dietrich von Losch. Ojciec był oficerem. Zmarł w 1907 roku. Matka pochodziła z zamożnej rodziny jubilerów i zegarmistrzów.

Marlene od dziecka przejawiała talent muzyczny. Uczyła się gry na skrzypcach, studiowała w Wyższej Szkole Muzycznej. Jednak w 1921 roku na skutek zapalenia ścięgien musiała porzucić marzenia o karierze skrzypaczki. Zaczęła pracować jako modelka, ale to nie przyniosło jej satysfakcji. Zdecydowała się więc na naukę aktorstwa. Warsztatu uczyła się u Maxa Reinhardta, słynnego reżysera teatralnego.

Już w 1922 roku występowała na scenach berlińskich teatrów, kabaretów i rewii. Rok później wyszła za mąż za technika filmowego Rudolfa Siebera. Dwa lata po ślubie przyszła na świat ich córka Maria. Choć Dietrich i Sieber byli ze sobą tylko pięć lat, małżeństwem pozostali do śmierci Rudolfa w 1976 roku.

Reklama

Marlene marzyła o karierze filmowej. Na dużym ekranie zadebiutowała w "Małym Napoleonie" (1922), później były role m.in. w "Nowoczesnej Dubarry" (1927) Alexandra Kordy czy dramacie "Całuję twoją dłoń, madame"(1929). Próbowała swoich sił w wielu produkcjach. Przełom nastąpił dopiero, gdy miała 28 lat. Jej oryginalna uroda zwróciła uwagę austriackiego reżysera Josepha von Sternberga. Zaproponował Marlenie rolę Loli Loli w filmie "Błękitny anioł". Ten nakręcony na przełomie 1929 i 1930 roku obraz okazał się ogromnym sukcesem i uczynił z niej gwiazdę.

Wyjechała z von Sternbergiem (który był znany w Hollywood) do USA. Błyskawicznie zrobiła karierę jako gwiazda amerykańskich filmów w jego reżyserii. Za rolę w melodramacie "Maroko", w którym partnerował jej Gary Cooper, otrzymała nominację do Oscara. Potem wystąpiła m.in. w wojennym "X-27" (1931), głośnej "Blond Venus" (1932), romansie "Szanghaj Ekspres" (1932), "Imperatorowej" (1934), gdzie wcieliła się w postać Katarzyny II i "Diabeł jest kobietą" (1935). Sama przyznała po latach, że był to jej ulubiony film.

W 1936 roku gwiazda dostała wezwanie do Ambasady Niemieckiej w Paryżu, gdzie mieszkała. Przyszła kolejna propozycja od berlińskiej wytwórni filmowej UFA. Jej dyrektorem programowym był już Joseph Goebbels - minister propagandy. Aktorka odmówiła, nie chciała mieć nic wspólnego z faszystami. Potem pojawiły się kolejne zaproszenia do współpracy. Konsekwentnie mówiła "nie". Raz postawiła warunek: ma reżyserować Sternberg. Goebbels się wściekł: "Ten Żyd?".

Była odważna i bezkompromisowa. Mogła sobie na to pozwolić jako wielka gwiazda. Filmy z nią przyciągały tłumy, ale ona była niezadowolona - ponieważ powierzano jej wciąż takie same role: kobiet niemoralnych. Dopiero w obrazie "Destry znowu w siodle" (1939) Marlene dostała szansę odcięcia się od tego wizerunku. Zagrała w nim powabną kobietkę, śpiewając szlagier " Boys in the Back Room". Uwielbiała śpiewać.

Ruszyła na front, gdzie robiąc show, umilała trudy wojenne żołnierzom amerykańskim. W ten sposób walczyła z nazizmem. Jej piosenek słuchali walczący w Afrika Korps Brytyjczycy i Francuzi. Nie oszczędzała się - piła z nim calvados i spała w śpiworze na gołej ziemi. W 1943 r. w trakcie audycji w angielskim radiu przerwała swój wielki przebój, piosenkę "Lili Marleen", by krzyknąć: "Hitler to idiota". Wielokrotnie powtarzała w późniejszych wywiadach: "Jak można było przeoczyć to, że istnieją obozy? Codziennie gestapo i SS aresztowało ludzi. Niemcy tego nie widzieli?". Długo nie potrafiła wybaczyć ojczyźnie.

Za swoją działalność podczas wojny otrzymała najwyższe odznaczenie cywilne USA - Medal Wolności. Niestety, na ekranie musiała ustąpić miejsca nowym gwiazdom, jak Marilyn Monroe i Liz Taylor. Skupiła się na śpiewaniu. Jeździła z koncertami po świecie. Była także w Polsce. Za pierwszym razem, w 1964 r., występowali przed nią Niebiesko-Czarni . Tak spodobała jej się kompozycja Niemena "Czy mnie jeszcze pamiętasz?", że kupiła ją, napisała do niej tekst i włączyła do płyty "Die neue Marlene". W trakcie drugiego polskiego tournée poznała Zbyszka Cybulskiego. "Przed nim nie było aktora, który potrafiłby grać bez użycia oczu i nigdy więcej takiego nie będzie" - pisała później.

Występowała do 1975 roku, ale była już w kiepskiej formie. Prasa pisała o słodko-gorzkim smaku tych przedstawień. Ostatnie lata życia Dietrich spędziła samotnie, bez pieniędzy, w swoim paryskim apartamencie. "Życie to nieustanna walka o zachowanie iluzji" - stwierdziła w jednym z wywiadów.

W 1992 roku wróciła do Berlina - na swój pogrzeb... Podczas uroczystości w 100. rocznicę jej urodzin burmistrz Berlina, Klaus Wowereit, przeprosił aktorkę za to, że Niemcy nie docenili jej twórczości za życia.

Joanna Bogiel-Jażdżyk

Tele Tydzień
Dowiedz się więcej na temat: Dietrich Marlena

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy