Była jedną z najlepszych i najpiękniejszych polskich aktorek. U szczytu kariery postanowiła porzucić kino, gdyż ze sławą było jej nie po drodze. Po latach wróciła na ekrany, ale nie dane nam było cieszyć się jej talentem zbyt długo - Stanisław Janicki, gospodarz legendarnego cyklu "W starym kinie", wspomina Małgorzatę Braunek.
Ten sam uśmiech: Małgorzata Braunek w 2012 rok uw progrmaie "Kawa czy herbata" (L) oraz 45 lat wcześniej w "Skoku" (P) Kazimierza KutzaJarosław WojtalewiczEast News
Ale ja Ją raz w życiu widziałem ze łzami w oczach. I pośrednio byłem ich sprawcą... Proszę nie spodziewać się jednak tajemnej, skrywanej dotąd opowieści romansowej. Zresztą - gdyby nie polityka, w dodatku ta Wielka, zdarzenie to nie miałoby w ogóle miejsca.
Był grudzień roku, nie pomnę - 1969 czy 1970. W każdym bądź razie po braterskiej i przyjacielskiej pomocy (czytaj: brutalnej interwencji) Wojsk Układu Warszawskiego w Czechosłowacji, gdzie działy się rzeczy na owe czasy zdumiewające i rodzące nadzieje na polityczne, społeczne oraz ekonomiczne zmiany. Reakcja świata, w tym instytucji kulturalnych i artystycznych (inne pomijam, bo to nie moja broszka), była jednoznaczna i stanowcza - całkowity bojkot działalności krajów biorących udział w interwencji.Ale jak to zwykle bywa, sankcje łagodnieją i współpraca, potrzebna wszystkim, zostaje wznowiona. Nie wiem dlaczego, ale nam, to znaczy kinematografii polskiej, powierzona została pierwsza misja pojednania. Tym hasłem do ocieplenia szeroko rozumianych dobrosąsiedzkich stosunków miał być tygodniowy Przegląd Polskich Filmów w Oslo. Ja do każdego z tych filmów robiłem przed projekcją krótki wstęp. Clou programu stanowił najnowszy, niezwykły, nietypowy film Andrzeja Wajdy "Polowanie na muchy". Delegacja polska składała się z trzech osób: Małgorzaty Braunek, gwiazdy prezentowanego filmu, dyrektora Filmu Polskiego Brauna (więc nie muszę mówić, że brano ich za ojca i córkę) i mojej skromnej osoby. Po pokazach, które cieszyły się bardzo dobrym przyjęciem, lądowaliśmy w jakimś i czyimś mieszkaniu, gdzie, siedząc na podłodze (ciżba była ogromna), popijając dobrą whisky i czymś-tam pogryzając, toczyliśmy "długie rodaków (polsko-norweskich) rozmowy". Małgosia była oczywiście w centrum zainteresowania i dawała sobie świetnie radę w tym międzynarodowym, lekko zdezorientowanym towarzystwie, które o sprawach polskich nie miało zielonego pojęcia.
Wajda docenił kreację Olbrychskiego, publiczności podobał się występ Hanny Skarżanki, która za rolę żony głównego bohatera otrzymała w 1970 roku nagrodę dla najlepszej aktorki drugoplanowej na Lubuskim Lecie Filmowym w Łagowie.
EAST NEWS/POLFILM
Andrzej Wajda również nie jest entuzjastą "Polowania na muchy". "Poza wspaniałą Małgorzatą Braunek i świetnym, jak myślę, małym epizodem Daniela Olbrychskiego, który towarzyszył mi przy tym filmie głównie jako asystent reżysera, reszta wypadła dość blado" - uważa Wajda.
Krytycy byli dalecy od zachwytu. "Zamiar twórców - jaki wyczytuje się z sylwetek dwojga bohaterów - musiał być od początku satyryczny. W zamiarze takim nie byłoby nic osobliwego, gdyby nie fakt, że podjął go właśnie Wajda. Satyryczne widzenie świata nie było dotąd mocną stroną Wajdy. Co mówię - nie było żadną jego stroną" - pisał nestor polskiej krytyki filmowej, Jerzy Płażewski utyskując na "grubą karytkaturę", która uprościła podjętą w scenariuszu Janusza Głowackiego tematykę.
"Andrzej Wajda przedstawił świat, w którym mężczyźni są coraz słabsi, coraz mniej romantyczni i męscy, a kobiety coraz bardziej władcze, dominujące nad mężczyznami, chwytanymi przez nie jak muchy na lep. To satyryczna, pełna ironii, gorzka, ale niezbyt realistyczna wizja społeczeństwa zdominowanego przez płeć niezupełnie słabszą" - czytamy w opisie w Internetowej Bazie Filmu Polskiego.
"Wytrzeszczony uśmiech oraz oczy powiększone przez nadnaturalnej wielkości okulary straszyły z ekranu i dobrze oddawały narysowany przez autora scenariusza portret okrutnej muchy" - Andrzej Wajda uważa, że Małgorzata Braunek idealnie wywiązała się z roli dziewczyny-modliszki.
Główną rolę w "Polowaniu na muchy" miał zagrać Bogumił Kobiela. Wajda nakręcił z nim nawet próbne zdjęcia, ostatecznie zdecydował sie jednak na Zygmunta Malanowicza. "Niestety chwilowa niechęć do kobiet zaćmiła mi rozum, wbiłem sobie do głowy, że tylko kompletne męskie zero może być tak manewrowane przez kobietę, jak to przedstawił Janusz Głowacki w swoim scenariuszu" - oceniał po latach decyzję dotyczącą obsady głównego bohatera.
Akcja "Polowania na muchy" rozgrywa się w Warszawie w latach 60. ubiegłego wieku. Głównym bohaterem jest Włodek (Zygmunt Malanowicz) - przeżywający kryzys wieku średniego pracownik księgarni, który traci głowę dla pewnej studentki polonistyki (Małgorzata Braunek).
"Bez większego namysłu chwyciłem scenariusz Janusza Głowackiego i rozgoryczony chwilowymi niepowodzeniami postanowiłem rozprawić się z kobietami, które próbują kształtować nasze męskie życie" - tak Andrzej Wajda wspomina chwile, które doprowadziły do realizacji filmu "Polowanie na muchy". "Jak zawsze w takich beznadziejnych sytuacjach początek zapowiadał się dość obiecująco" - wyjaśniał po latach reżyser.
Już wtedy była stonowana, trochę zamknięta w sobie. Sądzę, że reżyserzy też to widzieli. Stąd już pierwsze Jej role miały ten charakter. "Żywot Mateusza" (1967 rok, pierwszy raz pojawiła się na ekranie), "Skok", "Wniebowstąpienie", "Ruchome piaski". Jej twarz, postawa, sposób bycia fascynowały. "Polowanie na muchy" odsłoniło jej głębszą osobowość. Filmy ówczesnego męża, świetnego, nowoczesnego twórcy, Andrzeja Żuławskiego - "Trzecia część nocy" i "Diabeł" - w pełni ukazały Jej talent aktorski. Zasłużoną sławę zdobyła dzięki dwóm wielkich rolom: Oleńki Billewiczówny w "Potopie" Hoffmana i Izabeli Łęckiej w serialu telewizyjnym Ryszarda Bera "Lalka".
Po dłuższej przerwie wystąpiła już tylko w kilku filmach i serialach. Ostatnim był "Dom nad rozlewiskiem" w 2009 roku. Niespodziewane, ale nieuchronne odejście (na skutek groźnej choroby nowotworowej) przerwało Jej twórczość, Jej życie, które tak - paradoksalnie - piękny przyjęło kształt i wymiar. Zdumiewające, że znowu jakoś się, na innej płaszczyźnie, zetknęliśmy. Ona z czystym, nieskażonym buddyzmem, ja ze swoją fascynacją Japonią, nie tylko krajobrazem, architekturą, sztuką, ale filozofią, myślą, rozumieniem życia poprzez buddyzm, jego "wersję" zen. Ona powiedziała: "Praktykując zen, buddyzm, mam świadomość nietrwałości wszystkich zjawisk, bezwzględnie wszystkich. My też jesteśmy takim zjawiskiem, czyli i nas. I to nie jest nam wpajane, my się tego nie uczymy na pamięć, my tego doświadczamy. Śmierć jest końcem, ale i początkiem, życie jest wieczne, tylko zmienia swoje formy". Stąd ten Jej uśmiech, pogoda ducha, niewyobrażalna siła...
W 2009 r. Braunek zagrała w serialu telewizyjnym "Dom nad rozlewiskiem" na podstawie powieści Małgorzaty Kalicińskiej. Produkcja zdobyła sympatię widzów i w kolejnych sezonach realizowano jej kontynuacje.materiały prasowe
Na początku lat 80. Braunek przerwała karierę aktorską. Na ekrany powróciła dopiero pod koniec lat 90. - od tamtej pory występowała m.in. w serialach telewizyjnych "13 posterunek" i "Glina". W 2005 r. zagrała w filmie fabularnym "Tulipany" Jacka Borcucha, będącym opowieścią o przyjaźni trzech 60-latków, którzy wreszcie znajdują czas, by przyjrzeć się swojemu życiu i zastanowić się, jak wykorzystać dany im jeszcze czas. Braunek zagrała tam wspólnie z m.in. Janem Nowickim.
W kontrowersyjnej "Trzeciej części nocy" Andrzeja Żuławskiego zagrała wspólnie z Leszkiem Teleszyńskim.materiały prasowe
W horrorze "Lokis. Rękopis profesora Wittembacha" Janusza Majewskiegomateriały prasowe
W scenie z "Wniebowstąpienia" Jana Rybkowskiegomateriały prasowe
W filmie "Gra" Jerzego Kawaleriowiczamateriały prasowe
Jedna z pierwszych kreacji. W "Żywocie Mateusza" Witolda Leszczyńskiego.materiały prasowe
Na dużym ekranie zadebiutowała już w czasie studiów, w filmie "Skok" Kazimierza Kutza z 1967 r., w którym występowali również Daniel Olbrychski i Marian Opania.materiały prasowe
W słynnym "Polowaniu na muchy" Andrzeja Wajdy na podstawie scenariusza Janusza Głowackiego, gdzie zagrała studentkę polonistyki - Irenę. "Zagrała dziewczynę modliszkę, niszczącą, piękną, uwodzicielską, ze złowrogim uśmiechem. Tak chcę ją zapamiętać" - powiedział pisarz na wieść o śmierci artystki.
Z Danielem Olbrychskim w nominowanym do Oscara w kategorii najlepszy film nieanglojęzyczny "Potopie".materiały prasowe
A wtedy, przed laty, w Oslo, nasza rozmowa zahaczyła o to, czy można przepowiedzieć przyszłość i rozwój wydarzeń. Ja butnie i zarozumiale oświadczyłem, że to potrafię, ponieważ opanowałem sztukę wróżenia z kart (co było prawdą). Małgosia się tym żywo zainteresowała. Wówczas karty zawsze miałem ze sobą. Zapytałem tylko, czy naprawdę chce się dowiedzieć, co ją w najbliższej przyszłości czeka. Potwierdziła. Rozłożyłem karty i zacząłem swoją przepowiednię. Mówiłem i mówiłem, długo, w miarę zawile (to podstawowa zasada) i nagle, ku swemu przerażeniu, zobaczyłem, jak Małgosi oczy wypełniają łzy, które powoli spływają po Jej policzkach... Czy mogę Małgosię zapomnieć?
Stanisław Janicki w stacji RMF Classic prowadzi audycję "Odeon Stanisława Janickiego", a od października kanał KINO POLSKA emitować będzie nowe odcinki jego "Kalejdoskopu Polskiego Filmu".