Reklama

Reklama

"Mad Max: Na drodze gniewu": Hałaśliwa przejażdżka

„Mad Max: Na drodze gniewu” - superprodukcja George'a Millera z Tomem Hardym i Charlize Theron w rolach głównych - debiutuje na płytach Blu-ray 3D, Blu-ray i DVD.

"Jeżeli wydaje ci się, że dana scena kaskaderska jest zbyt niebezpieczna, a wybuch zbyt spektakularny, żeby tak wyglądało to w rzeczywistości, gwarantuję, że tak właśnie było. Byłem tego świadkiem" - mówi Tom Hardy

Kilkadziesiąt lat po nuklearnej wojnie, która zniszczyła świat, Ziemia jest pozbawioną życia pustynią, na której nieliczni walczą o przetrwanie. Największe światowe gospodarki obróciły się w pył, nadmorskie miasta zniknęły z powierzchni ziemi, a wojny o wodę i ropę naftową doprowadziły do zmniejszenia  zasobów żywności i zanieczyszczenia powietrza. Ci, którzy przeżyli, przemierzają pustkowia, tworząc dzikie plemiona lub starają się przeżyć u stóp Cytadeli, fortecy rozgałęziającej się w system jaskiń, gdzie woda jest pompowana z jedynej warstwy wodonośnej w odległości wielu mil. Kontrolując podstawowe zasoby, Cytadela i jej sojusznicy - Gas Town i Bullet Farm, kontrolują pustkowia.

Reklama

Max Rockatansky (Tom Hardy), jeden z ocalałych, samotnie przemierza spustoszone pustkowia wierząc, że to jedyny sposób na przetrwanie w tym zrujnowanym i okrutnym świecie. Podczas jednej ze swoich wypraw zostaje schwytany i uwięziony przez okrutnego despotę Immortana Joe (Hugh Keays-Byrne) - władcę Cytadeli. Przeznaczony do bycia dawcą krwi dla jednego z jego żołnierzy, szalonego Nuxa (Nicholas Hoult) Max zostaje zmuszony do wzięcia udziału w pościgu za Furiosą (Charlize Theron) - zaufaną współpracownicą Immortana Joe, która zdecydowała się zdradzić swojego władcę i skraść coś, na czym zależy mu najbardziej. Kiedy drogi Maxa i Furiosy nieoczekiwanie się splotą, postapokaliptyczne bezdroża staną się polem wysokooktanowej wojny.

- "Mad Max: Na drodze" gniewu plasuje się gdzieś pomiędzy szalonym koncertem rockowym a operą. Chcę porwać widzów z siedzeń i zabrać ich na ekscytującą, hałaśliwą przejażdżkę. W jej trakcie będą poznawali poszczególne postaci i dowiedzą się o zdarzeniach, które doprowadziły do rozgrywającej się historii - mówi o swoim najnowszym filmie George Miller, pomysłodawca kultowej serii filmów "Mad Max".

Miller poświęcił kilkadziesiąt lat by zrealizować czwartą część przygód Maxa Rockatansky’ego. Pomysł na film narodził się w jego głowie jeszcze w latach 90. ubiegłego wieku. Niewiele brakowało, żeby obraz powstał już w 2001 roku, ale po terrorystycznych atakach z 11 września jego realizację opóźniono, a później skasowano. Po raz kolejny do produkcji przymierzano się w roku 2003, ale tym razem plany filmowców pokrzyżował wybuch wojny w Iraku. Kiedy realizację filmu ponownie skasowano, z udziału w czwartej części "Mad Maxa" zrezygnował Mel Gibson. W 2009 roku przez krótki czas Miller rozważał realizację filmu w formie animacji, ale ostatecznie zarzucił ten pomysł na korzyść nakręcenia superprodukcji w technologii 3D.

- George jest niezwykle kreatywny, ale kreatywność łączy z pewną dozą pragmatyzmu. Realizacja projektu zakrojonego na tak szeroką skalę mogła zakończyć się sukcesem tylko dzięki tej kombinacji, która jest w jego przypadku zupełnie intuicyjna. Oczywiście napotykaliśmy po drodze i trudności, i powody do śmiechu, ale dla mnie możliwość odbycia z nim tej wspaniałej podróży była wielkim zaszczytem - wspomina współpracujący z Millerem od lat producent Doug Mitchell.

Zrealizowany w 1979 roku przez Millera skromny film "Mad Max" z nikomu nieznanym wtedy Melem Gibsonem w roli tytułowej stał się dla obu artystów drogą do wielkiej sławy. Surowe, wyniszczone krajobrazy, ekspresywna akcja, minimalistyczne dialogi i cała gama postaci, które Miller umieścił w trylogii "Mad Max", dały początek zupełnie nowemu gatunkowi kina i stały się inspiracją dla pokoleń artystów stosujących najróżniejsze środki wyrazu.

- George jest w zasadzie twórcą postapokaliptycznej scenerii, która obecnie króluje w licznych grach wideo i filmach. To jego dzieło, które kontynuuje, wykorzystując wszystkie dostępne środki. Udział w tym projekcie oznacza przesiadywanie z George’em w piaskownicy pełnej jego zabawek, gdzie należy całkowicie zdać się na jego wyobraźnię. A jest ona tak niezmierzona, że tak naprawdę nie grasz w filmie, tylko stajesz się bohaterem historii rozgrywającej się w głowie George’a - mówi Tom Hardy, odtwórca głównej roli w filmie "Mad Max. Na drodze gniewu".

To co różni najnowszą część "Mad Maxa" od poprzednich jest wprowadzenie do filmu postaci Furiosy - pięknej, ale i twardej wojowniczki, która z Maxem tworzy wyjątkowo skuteczny i zabójczy duet. - W tej odsłonie George na nowo zbudował świat, który tak kocha. Jednocześnie wydaje mi się, że stworzył coś, co przemówi także do nowego pokolenia, które nie dorastało w czasach, kiedy "Mad Max" święcił największe triumfy - wyjaśnia wcielająca się w postać Furiosy Charlize Theron.

Sprostanie wyzwaniu, jakim miało być wciągnięcie współczesnych widzów w szaloną przyszłość Millera przedstawioną w filmie "Mad Max: Na drodze gniewu", wymagało przeniesienia się na inny kontynent i zajęło kilkadziesiąt lat. W tym celu wykorzystano umiejętności setek artystów, którzy zaprojektowali i zbudowali autentyczne postapokaliptyczne uniwersum, począwszy od rozrysowania scenopisu obrazkowego na 3500 storyboardach, a skończywszy na stworzeniu tysięcy rekwizytów i kostiumów. W ramach operacji logistycznej prowadzonej na niespotykaną dotąd skalę produkcja przerzucała aktorów, ekipę filmową, a także 150 ręcznie złożonych i zupełnie sprawnych pojazdów przez piaski namibijskich pustyń, aby na kilku planach nakręcić w ciągu 120 dni sceny prawdziwej wojny drogowej.

- Przez sześć miesięcy pracy na planie nie mieliśmy czasu nawet oddychać. Ale George czuje się najlepiej, realizując właśnie tak wymagające projekty. Potrafi dostrzec potencjał tam, gdzie nikt inny go nie widzi - wspomina pracę nad filmem Charlize Theron. - Jeżeli wydaje ci się, że dana scena kaskaderska jest zbyt niebezpieczna, a wybuch zbyt spektakularny, żeby tak wyglądało to w rzeczywistości, gwarantuję, że tak właśnie było. Byłem tego świadkiem - dodaje Tom Hardy.

Dzięki nowoczesnej technologii George Miller mógł pokazać wykreowany przez siebie świat z niespotykanym do tej pory rozmachem. Jednocześnie bardzo pilnował, żeby był on wiarygodny, a do cyfrowych efektów wizualnych uciekał się tylko w ostateczności. - Mogliśmy umieścić kamery w miejscach, w których nie byłoby to możliwe w przeszłości, albo lawirować nimi między pojazdami armady. W scenach walki na pojazdach mogliśmy zawiesić aktorów na linach, a potem wymazać je dzięki możliwościom, jakie oferuje technologia CGI. Max wiszący do góry nogami między dwoma pojazdami to w rzeczywistości sam Tom Hardy. Furiosa trzymająca się Maksa to w rzeczywistości Charlize trzymająca się Toma. Natomiast Nux wspinający się na maskę pojazdu, to sam Nicholas Hoult - mówi George Miller.

Prace na planie filmu "Mad Max. Na drodze gniewu" rozpoczęły się w lipcu 2012 roku na pustyni w Namibii. Później ekipa przeniosła się do Australii, a zdjęcia trwały w sumie 120 dni! Przenoszenie z miejsca na miejsce wszystkich elementów produkcji filmu "Mad Max: Na drodze gniewu" było ogromnym przedsięwzięciem. W kulminacyjnym momencie zdjęć ekipa filmowa liczyła 1700 osób, a na planie o każdej porze dnia znajdowało się średnio 1000 osób. Tylko do przerzucenia samego sprzętu z jednego pleneru na drugi trzeba było wykorzystać 8 potężnych wojskowych ciężarówek. - Musieliśmy przenosić naszą bazę, odpowiadającą wielkością trzem boiskom do piłki nożnej, sześć razy w ciągu 120 dni - wspomina producent Doug Mitchell.

Światowa premiera filmu "Mad Max. Na drodze gniewu" odbyła się 7 maja 2015 roku w Los Angeles. Tydzień później obraz został zaprezentowany pokaz konkursem podczas festiwalu filmowego w Cannes, gdzie został entuzjastycznie przyjęty zarówno przez widzów jak i krytyków, z których część uznała dzieło George’a Millera za jeden z najlepszych filmów akcji w dziejach kina.

- "Mad Max: Na drodze gniewu" jest inny niż wszystkie filmy, jakie do tej pory widziałem. Nie jestem pewien, czy za naszego życia powstanie produkcja choć trochę zbliżona do tej - mówi producent Doug Mitchell. - George dobierał każdy element swojej historii z wielką starannością i uwagą. Kręcił ją kadr po kadrze całymi miesiącami, dopóki nie uzyskał efektu, który chciał zaprezentować na ekranie. Efekt końcowy jest obłędny - dodaje Tom Hardy.

- Nie ma filmu bez widzów. Film nie istnieje na dysku ani w pudełku. Istnieje w kinie, gdzie siadamy obok nieznanych nam osób i pozwalamy, aby zawładnął nami ekran. To doświadczenie dzielimy z innymi widzami. Tylko w takich okolicznościach możemy ocenić, czego udało nam się dokonać. Mam nadzieję, że widzowie sami wypracują sobie opinię na temat filmu, i że będzie coś dla nich znaczył - podsumowuje George Miller.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Mad Max: Na drodze gniewu

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje