Reklama

Reklama

"Legion samobójców: The Suicide Squad": Król Rekin przemówi głosem Sylvestra Stallone'a

Już 30 lipca tego roku w polskich kinach zadebiutuje najnowszy film Jamesa Gunna zatytułowany „Legion samobójców: The Suicide Squad”. Jednym z jego bohaterów jest wygenerowany komputerowo Król Rekin, któremu głosu użycza Sylvester Stallone. Jak przyznaje reżyser filmu, stworzenie jego postaci było o wiele bardziej skomplikowane niż tworzenie postaci gadającego szopa Rocketa ze „Strażników Galaktyki”.

Już 30 lipca tego roku w polskich kinach zadebiutuje najnowszy film Jamesa Gunna zatytułowany „Legion samobójców: The Suicide Squad”. Jednym z jego bohaterów jest wygenerowany komputerowo Król Rekin, któremu głosu użycza Sylvester Stallone. Jak przyznaje reżyser filmu, stworzenie jego postaci było o wiele bardziej skomplikowane niż tworzenie postaci gadającego szopa Rocketa ze „Strażników Galaktyki”.
Sylvester Stallone /Gabriel Olsen/FilmMagic /Getty Images

James Gunn przyzwyczaił już widzów do tego, że potrafi zaprzęgnąć komputerową technologię filmową do tworzenia postaci, które pokochają widzowie. W "Strażnikach Galaktyki" pojawił się niespodziewany duet, który od razu podbił serca publiczności. Było to wielkie drzewo z ograniczonym słownictwem - Groot, któremu głosu użyczył Vin Diesel - oraz wyszczekany, anamorficzny szop Rocket mówiący głosem Bradleya Coopera. W kolejnym filmie Gunna, "Legionie samobójców: The Suicide Squad", o serca powalczy Król Rekin.

Król Rekin - któremu głosu użycza Sylvester Stallone - to ogromny, głupi, żądny krwi i poruszający się na dwóch nogach rekin. Portal "GamesRadar" porozmawiał z Jamesem Gunnem, który opowiedział m.in. o trudnościach, z jakimi wiązało się stworzenie postaci gadającego rekina.

"Król Rekin był trudniejszy do stworzenia niż Rocket i Groot. Już z Rocketem nie było łatwo, bo musieliśmy nadać zwierzęciu humanoidalnych kształtów, ale pięć razy trudniej było zrobić to samo z rekinem. Był to bardzo, bardzo żmudny proces. Trudność wynikała też z tego, że jako o ile Rocket i Groot byli bohaterami pozytywnymi, to w przypadku Króla Rekina jest inaczej. Król Rekin jest rybą, która zjada ludzi. Nie ma wielkiej, "ssaczej" miłości do ludzi. Chce jednak być częścią grupy i pokazać, że jest mądry. Choć nie jest" - tłumaczy reżyser.

Reklama


Gunn, który przy tworzeniu "Legionu samobójców" wzorował się na filmach wojennych z lat 60. ubiegłego wieku, opowiada, że duże znaczenie miało dla niego kręcenie filmu w wybudowanej specjalnie do niego scenografii. W przeciwieństwie do poprzednich jego filmów, w których otoczenie generowane było komputerowo. Starał się też ograniczać efekty komputerowe (CGI) do minimum. Tak było też w przypadku Króla Rekina. "Tendencja współczesnych filmów jest taka, by korzystać jak najwięcej z CGI. Moje podejście jest inne. Np. w scenie, w której Król Rekin rozrywa człowieka na pół. Powiedziałem, że nie musi być ona zrobiona w całości w CGI. "Niech Rekin rozerwie na pół prawdziwego człowieka" - powiedziałem. "No dobra, powiedziałem, żebyśmy rozerwali na pół manekin wypełniony krwią i wnętrznościami, a potem dodali w CGI rekina". I tak zrobiliśmy" - tłumaczy Gunn.

PAP life

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL